Od początku marca na stronach Dziennik.pl opublikowałam kilka już tekstów na temat matematyki w szkole i na maturze. Okazuje się, że otworzyłam "puszkę Pandory", gdyż echa tematu nie milkną.

Wciąż otrzymuję od Was liczne maile z historiami, uwagami i przemyśleniami. Postanowiłam podzielić się kilkoma, gdyż uważam, że każdy głos w dyskusji zmierzającej do zwrócenia uwagi na problem – jest ważny.

Reklama

"Matematyka jest koszmarem syna i moim"

"Mój syn jest w drugiej klasie liceum i matematyka jest koszmarem jego i moim. Matematykę toleruje bo musi. Dziś ją umie, jutro zapomina. Nauczanie w szkole nie wystarcza. Od początku liceum ma korepetycje, bo bez tego byłby jeszcze większy dramat. Przed egzaminem ósmych klas dwa lata kursu" - napisała w mailu do mnie pani Joanna, mama 15-letniego Kuby.

I dodała, że w klasie, gdzie jest ponad 30 dzieci, ciężko wytłumaczyć wszystkimi tak, aby zrozumieli. "Jest to klasa humanistyczna i zupełnie nie rozumiem systemu, że nawet w klasach humanistycznych musi być tyle godzin matematyki" - podkreśliła.
"Generalnie uważam, że w klasach humanistycznych przedmiotów ścisłych tj. matematyki, fizyki czy chemii powinno być stosunkowo mniej niż przedmiotów humanistycznych. Skoro uczeń wybiera klasę humanistyczną, to samo z siebie wynika, że nie jest mu po drodze z matematyką. A niestety uczyć się jej musi. Klasa pisze sprawdziany, tak że większość ocen to są 1 i 2, potem jest poprawa i tak w kółko. Chyba nie na tym to polega" - dodała.

"Matura za dwa lata, a my już mamy stres, jak syn zda maturę z matematyki. Uważam, że maturę też powinno zdawać się z tych przedmiotów, z których się jest dobrym, a nie z tych, które system narzuca. Wymaga to naprawdę mega reformy w systemie edukacji"- zaznaczyła mama Kuby.

Reklama

"Pani ucząca w czwartej klasie nie ma pojęcia o matematyce"

"Należę do niewielkiej grupy, która trafiła w dzieciństwie na odpowiednich ludzi. Mama zaszczepiła mi miłość do zagadek, a w szkole trafiałem na odpowiednich nauczycieli (znających matematykę). Pierwszy raz dotarło do mnie, do jak tragicznej sytuacji prowadzi brak kompetencji u ludzi, którzy nie mają wyobraźni, a uczą dzieci, gdy moja córka przywitała mnie wracającego z pracy" - napisał w swoim mailu pan Maciej.

"Była rozżalona, bo źle sprawdziłem jej zadanie domowe. Okazało się, że pani ucząca w czwartej klasie nie ma pojęcia o matematyce, a efektem było, że córka jako jedyna miała zadanie zrobione prawidłowo. Zadzwoniłem, zwracając jej uwagę na aksjomat, a ona odpowiedziała, że 'na tym poziomie nauczania to nie ma znaczenia' - dodał.

"Jestem mgr inż. Elektrykiem, nie nauczycielem. Zdarzyło się, że prowadziłem korepetycje ucznia, który zaczynał piątą klasę. Brakowało mu podstaw i pewności siebie. Zrobiłem z nim uzupełnienie wiedzy z poprzednich lat. Na koniec roku szkolnego był pewnym siebie dzieciakiem z najlepszymi wynikami w klasie. Wniosek jaki się sam nasuwa to zbudować osobny program do nauczania matematyki" - podkreślił pan Maciej.

I zaznaczył, że dzieci w przedszkolu uwielbiają się bawić i chwalić. "Wystarczy im pozwolić być ważnymi i nie podcinać im skrzydeł. Jednak żeby tak było, grupy muszą być malutkie, żeby każde dziecko mogło się wykazać. A później wystarczy, żeby ich nie wyhamowywać" - podsumował.

"To jakiś relikt"

"Na co dzień pracuję w instytucie badawczym, gdzie zajmuję się radiokomunikacją. Dodatkowo wykładam również na wydziale informatyki jednej z prywatnych warszawskich uczelni (mam doktorat). Moja praca powoduje, że aparat matematyczny wyniesiony ze szkół różnych jest moim chlebem codziennym i narzędziem pracy. Mam również dzieci jedno kończy studia informatyczne, drugie jest w 6 klasie szkoły podstawowej. W związku z tym nawiązując do treści artykułu, chciałbym zwrócić uwagę na kilka aspektów, związanych z nauką matematyki" - napisał pan Dariusz.

I podkreślił, że mimo iż uważa, że matematyka jest królową nauk i powinna być obowiązkowa, to jego zdaniem materiał powinien być znacznie ograniczony. "Połowa tego, co jest w szkole średniej, mogłaby zostać skreślona bez szkody dla kompetencji młodzieży. Ci "ściśli" bez problemu mogą to przerobić na studiach a ci "humanistyczni" i tak z tego nic nie wyniosą. W szkole średniej - usiłujemy wpoić dzieciom rzeczy, które są zupełnie nieprzydatne znakomitej większości w ich późniejszej pracy zawodowej. Zachodzę w głowę, komu przydaje się np. badanie zmienności funkcji?
Ilu ludzi wykorzystuje matematykę w takim zakresie jak ja? Pewnie znikoma mniejszość. Dlaczego o tym wspominam? Dlatego, że badanie zmienności nigdy do niczego mi się nie przydało i nie znam nikogo, kto z tego korzysta w pracy zawodowej" - zaznaczył.

"Inną niezrozumiałą dla mnie rzeczą jest ciągłe trwanie przy liczeniu na piechotę. Fakt, że można użyć kalkulatora, niewiele tu zmienia. Uważam, że nawet pozostawiając niezmienioną podstawę programową w szkole średniej, częściej powinniśmy korzystać, chociażby z arkuszy kalkulacyjnych. Ważne jest, po co coś liczymy i co z tego wynika, a nie fakt, że na kartce papieru znamy kolejność działań" - podsumował.

Jeśli chcecie się podzielić swoimi uwagami, piszcie do mnie: aneta.malinowska@infor.pl

Wysłuchała i spisała Aneta Malinowska.