Od lat w systemie edukacji nie dzieje się dobrze. Co prawda po zmianie władzy ministerstwo oświaty próbuje łatać dziury. Rządzący wsłuchują się w potrzeby, wprowadzają korekty i zmiany, jednak na razie nauczyciele nie tryskają optymizmem.

Reklama

Rozmawiałam z nauczycieli i nauczycielkami łódzkich i warszawskich liceów, którzy jednogłośnie mówią, że zmiany nie powinny być na pokaz i w ramach "łatania" zaniedbań po poprzedniej ekipie. Wszyscy mówią o potrzebie głębokiej reformy systemu edukacji w Polsce. Ten system już totalnie nie działa i naprawdę nikt sobie nie zdaje sprawy jak bardzo – stwierdził w rozmowie z Dziennik.pl Tomasz, nauczyciel historii.

Na przykład dzieciaki zupełnie nie "potrafią w polski" na podstawowym poziomie komunikacji, a pracuję w jednym z lepszych liceów w Łodzi– zaznaczyła polonistka, Katarzyna Jaworska.
System trzeba przebudować od podstaw i zrobić to radykalnie, zmieniając całą filozofię działania, a nie przez następne 200 lat robić kosmetyczne korekty – dodała.

Nauczyciele twierdzą, że "dzisiejsze dzieci i młodzież są bezradni i bezkrytyczni jednocześnie". Tak bardzo, że to przerażające. Jak pomyślę, że za 20 lat będziemy od nich zależeć, to zaczynam się bać. Mają za przeproszeniem, mówiąc ich językiem, na wszystko "wywalone", tak bardzo, że często nawet ciężko to komentować - podkreślił Tomasz.

Jednocześnie pedagodzy uważają, że dzisiejsza młodzież, jeśli chodzi o naukę w szkole, nie ma ambicji, co utrudnia proces edukacji. Nic ich nie interesuje, zero ambicji. Nie uda się - trudno, to i tak bez sensu. Zero ciekawości świata. Nie znają jakiegoś słowa czy pojęcia - nie sprawdzą. Poddają się przed startem, bo bez sensu... I byle ich tylko nie stresować – wskazali nauczyciele. A i tak są zestresowani - dodali.

Nauczyciel: Ja już nawet na lekcji nie pytam

Ja już nawet nie pytam na lekcji, bo są afery, że ktoś ma ataki paniki, depresję, jakieś zaświadczenia.
Jakbym miał pamiętać, kogo mogę, a kogo nie mogę pytać, to bym musiał mieć osobny notesik - podkreślił historyk z 20-letnim doświadczeniem pracy w szkole.

I zero inicjatywy, najlepiej by leżeli na ławce, "bo są zmęczeni". Jak słyszę o zmęczonym życiem 15-latku, to mnie szlag trafia. Oni zbiorowo zawału dostaną w swojej pierwszej pracy – zaznaczyła polonistka Katarzyna.

Zdaniem nauczycieli dodawanie czy usuwanie treści z aktualnej podstawy programowej, niewiele zmieni. Zmienić system edukacji, może tylko głęboka reforma. Możemy sobie usuwać, dodawać coś do programów - jak ja uczę w klasie, która ma 30 osób to, jak ja mogę indywidualizować proces kształcenia? – zapytała retorycznie nauczycielka biologiiBeata Gawrońska.

A mam takie lekcje, że na jednej lekcji mam dwie grupy - jedną rozszerzoną, a drugą podstawową i równocześnie mam im robić zajęcia, bo miastu się nie opłaca finansować, żeby oni mieli osobno.
I tu wracamy do punktu wyjścia. System leży – zaznaczyła moja rozmówczyni.

Reklama

Więc dwie lekcje mają osobno, a raz w tygodniu mają razem, bo oszczędniej. A nauczyciel ma wymyślić, jak równocześnie realizować dwa programy na jednej lekcji. Kabaret – dodała.

Problemem są pieniądze, których wciąż brakuje

Zdaniem nauczycieli problemem są pieniądze. I nie chodzi mi o pensje, choć oczywiście te również są żałosne, ale o pieniądze na edukację. Nie na wyposażenie (z tym jest coraz lepiej), ale na to, żeby klasy mogły być 15-20-osobowe, żebym mógł mieć w grupach, a nie po 34 osoby. Wtedy wiem, z kim pracuęję, dla każdego mogę znaleźć chwilę – wskazał historyk z Łodzi.

A jak ja mam, powiedzmy 6-8 klas, w każdej po 30 osób, to ja nawet nie wiem, jak oni się nazywają, a co dopiero mówić o indywidualizacji procesu kształcenia, który się tak bardzo od lat w Polsce promuje – dodał nauczyciel.

I przypomniał, że zgodnie z założeniami nauczyciel w dzisiejszej szkole "ma być mentorem, nauczycielem, opiekunem,wychowawcą, rodzicem i terapeutą”. – W klasie, gdzie nawet nie pamiętam imion niektórych, bo mam ich "milion" – podkreślił zniesmaczony. I co przychodzi ekipa polityczna, to robią "reformę" - stwierdził.

Problematyczne dla nauczycieli są również zbyt częste zmiany podręczników.Obecnie mam chyba dwa typy podręczników, za rok dojdzie trzeci, bo kolejna reforma. Na przestrzeni 4-letniego cyklu kształcenia masz trzy zmiany. To błąd. Brakuje konsultacji, rozwagi. Wszystko na wariata, na pokaz – wskazała nauczycielka historii.

"Oni wszyscy tak odpowiadają. I co mam 'odstrzelić' 80 proc. moich uczniów?"

Wracając do uczniów i wyników edukacji, nauczyciele liceów są załamani. Jakbym pokazał, jak dziś wyglądają odpowiedzi na kartkówkach, czy opisowych sprawdzianach to byś mnie posądzała, że sobie z ciebie żartuję – podkreślił w rozmowie Tomasz.
Zagadnienie typu: opisz konsekwencje społeczne i ekonomiczne rewolucji przemysłowej, a dziewczyna mi referuje w dwóch linijkach tekstu.... (przypadek z dziś). I ja nawet nie wiem jak to oceniać. To nawet nie jest wstęp do czegokolwiek – powiedział zażenowany.

I zaznaczył, że to nie jest przypadek jednostkowy. - Oni wszyscy tak odpowiadają. I co mam "odstrzelić" 80 proc. moich uczniów? – zapytał retorycznie.

Dodał też, że już przestał się tym przejmować. Przyjąłem postawę, że nie przejmuję się tymi, co nic nie robią - ich po prostu rozliczam i najwyżej "giną na poprawkach w sierpniu", a liczę na to, że ta garstka, której się chce, coś z tych moich lekcji wyniesie. I nie ma innego ratunku, bo człowiek z frustracji szału by dostał – podsumował.

"Nie mamy się do czego odwoływać"

Nauczyciele są rozgoryczeni również postawą rodziców. Mówią, że często nie mają w nich wsparcia, ani zrozumienia. Nie mamy się do czego odwoływać. Dawniej można było np. do ambicji. Teraz to nie działa ani na uczniów, ani nawet na rodziców, bo rodzic chce, żeby dzieciak miał dobrą ocenę i tyle, więc najlepiej, jakby obniżyć wymagania – zaznaczyli moi rozmówcy.

Na ostatnim zebraniu jedna mama sugerowała, że 40 proc. na zaliczenie, to jest wysoki próg...
I co ja mam jej odpowiedzieć? - wspomniała polonistka.

Ludzie chcą mieć spokój i żeby dzieciak "nie robił problemu" – powiedział historyk.

Inna mama przyszła negocjować, żeby może córka w maturalnej klasie nie dostała jedynki z biologii na semestr i żeby może jej wstawić 100 proc. za aktywność. A dziewczyna nawet podręcznika nie przynosi na lekcje – dodała Izabela, nauczycielka biologii. I matka nie pomyśli, że córka się "obija" i może czas ją zmotywować, żeby wzięła się do roboty, tylko byle nie było "jedynki" na semestr. A za trzy miesiące ma maturę...- wskazuje nauczycielka.

Moi rozmówcy, uważają, że "szkoła jest do zmiany". Totalnie i najlepiej, gdyby zaczęli od usunięcia archaicznego już dziś systemu i sposobu oceniania. W szkole wszystkim chodzi tylko o oceny: uczniom, rodzicom i nauczycielom, bo jak nie masz ocen, to znaczy ze nie pracujesz – mówi Krzysztof, nauczyciel historii. Więc źródłem motywacji do nauki jest tylko – ocena. Właściwie nie do na nauki, tylko do zaliczania, wiec oni się uczą, żeby dostać dobrą ocenę i coś pamiętać, bo tydzień później NIC JUŻ NIE PAMIĘTAJĄ. Zaliczyć i zapomnieć, kompletna klapa – podkreśla historyk.

Wiesz, nie przypominam sobie, żebym się odwołał do jakiejś wiedzy sprzed... np. miesiąca i dostał odpowiedź z klasy. Dla nich to jakby nie istniało. Czarna dziura – dodaje.

Nauczyciel: Ministerstwo powinno zakazać, używania telefonów w szkołach

Moi rozmówcy źródła problemu upatrują też w nadużywaniu przez młodzież telefonów i innych multimediów. Moim zdaniem ministerstwo powinno zakazać, używania telefonów w szkołach, bo przez to, że ich nadmiernie używają, mają poziom skupienia "złotej rybki" – zaznaczyła Magdalena, nauczycielka historii.

I dodała, że nadmiar social mediów niszczy i "bardzo dzieciaki ogłupia". Kilka lat temu przyszła do mnie uczennica z pytaniem, bo ona znalazła informację, że USA zrzuciła 3. bombę atomową na miasto.... Tiramisu. Ja (dusząc się ze śmiechu w środku) pytam, skąd ma takie newsy, a ona śmiertelnie poważna, pokazała mi mema – dodała nauczycielka. I to są np. kompetencje, których powinna uczyć szkoła. Jak szukać informacji, jak selekcjonować wiedzę, jak wykryć fejka. A my im o tym, że Asurbanipal w VII w. przed n.e. podbił Mezopotamię...- podsumowała moja rozmówczyni.

Rozmawiała: Aneta Malinowska (aneta.malinowska@infor.pl)