Cieszy się Pan, że w maju szkoły ruszą pełną parą?

Reklama

Zależy od tego jak ruszą. Ale generalnie, tak. Cieszę, bo to by oznaczało, że sytuacja pandemiczna uspokoi się na tyle, by młodzi mogli w ogóle wrócić do klas, do siebie.

Problem, w tym że nie wszyscy uczniowie chcą.

Zgoda. Ale nie chcą głównie dlatego, że albo nie znają swoich klas i trochę się boją, albo boją się gonienia z materiałem i nadrabiania zaległości z całego roku. "No to teraz zobaczymy, kto pracował cały rok" – słyszą młodzi. Ja z kolei wykorzystałbym ten czas – to będą przecież miesiące letnie – na pobycie ze sobą, równie poza szkołą, poznanie się lepiej. Może jakiś wyjazd. Chodzi przede wszystkim o to, by nadrobić sferę społeczną, emocjonalną. I w ten sposób przygotować się do następnego roku.

Ale pojawią się głosy, by ten czas przeznaczyć właśnie na zakuwanie. Tym bardziej, że nauka w domu raczej się nie sprawdziła.

Ale naprawdę teraz?! W tych ostatnich paru tygodniach?! Przecież matematykę, historię czy np. geografię da się nadrobić w przyszłym roku, w kolejnych miesiącach. Zapewniam, to żaden problem. Poza tym oceny w życiu nie są najważniejsze. Dużo ważniejsze jest to, w jakim stanie ci młodzi ludzie wrócą do szkoły. A tego się nie da nadrobić! Dla mnie podstawą jest poczucie bezpieczeństwa w klasie, w zespole w którym pracuję – to jest punkt wyjścia do tego, żeby się uczyć. I o to przede wszystkim bym teraz zadbał.

Harmonogram powrotu uczniów do szkół będzie temu sprzyjał? Rozsądny jest?

Nie chcę wchodzić w rolę eksperta, znającego się na epidemii, bo się nie znam. Za to chcę wierzyć, że decyzję tę podjęli ci, którzy wiedzą co to bezpieczeństwo publiczne. Innymi słowy: chciałbym mieć zaufanie do państwa; inna rzecz, że jest ono jednak od czasu do czasu nadwyrężane różnymi nieprzemyślanymi decyzjami. Zamiast tego skupiłbym się – jako nauczyciel – na odpowiedzi na pytanie, co z tą decyzją władz zrobić? Jak wrócić do szkoły?

No właśnie, jak? Skoro to także czas egzaminów i matur.

Wiele z moich uczennic i uczniów zdaje w tym roku matury, chociaż też nie wszyscy – bo np. matury w systemie międzynarodowym IB zostały odwołane. Swoją drogą, USA zrekrutowały rekordową liczbę studentów bez testów SAT, które były tamtejszą maturą, więc to się da zrobić. Tak, też chętnie bym te matury odpuścił, choć pewnie jest już na to teraz za późno.

Reklama

Odpuścił, ale jak?!

Trudne pytanie, bo to się wiąże z rekrutacją na studia. Trzeba by uzgodnić, jak młodzi ludzie mają się dostawać na uczelnie wyższe. Nie wiem na ile to możliwe, ale może dostaliby się na nie wszyscy, którzy chcą, a pierwszy rok byłby dla nich weryfikacją. Tylko trzeba byłoby to jednak wcześniej przegadać z uczelniami.

Zawsze to jakiś pomysł. A tu i teraz podpisałby się Pan pod protestem uczniowskim: Powrót do szkół od września?

Życie samo to zweryfikuje. Podejrzewam, że duża część i nauczycielek i nauczycieli w ogóle nie stawi się w pracy w tych ostatnich tygodniach, i to pod różnymi pretekstami. Podobnie zresztą zrobi duża część uczennic i uczniów.

Czyli podpisałby się Pan czy nie?

Na pewno bym go uwzględnił (po chwili). Pewnie tak, bo cały czas mówimy o obawach związanych z tym, do czego ci uczniowie wrócą. Z jednej strony to lęk o kolejną falę pandemii, z drugiej – o przyswajanie materiału z całego roku w szaleńczym tempie. Jeśli codziennie miałbym mieć sprawdzian, to też bym nie chciał na takich zasadach wracać. Dlatego apeluje o więcej empatii i życzliwości. Jesteśmy przecież wszyscy w sytuacji nietypowej, kryzysowej. I najwyższy czas odkleić od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. A zadbać o siebie nawzajem. Rodzice o nauczycieli, nauczyciele o uczniów, i odwrotnie.