– alarmuje nas czytelniczka. Na podwyżki skarży się wielu rodziców.
To efekt przepisów znowelizowanej w październiku Karty nauczyciela, które będą obowiązywać od września. Na ich mocy każdy nauczyciel – w szkole, przedszkolu czy poradni psychologiczno-pedagogicznej musi zostać zatrudniony na umowę o pracę. I to bez względu na wymiar zatrudnienia.
twierdzi Anna Iwańska, dyrektor poradni Edukacja w Warszawie.– skarży się i dodaje, że zatrudnienie pracownika na etat będzie wiązało się z kosztami badania lekarskiego czy szkolenia bhp, a także wzięciem na siebie obowiązku udzielenia mu urlopu czy płatności za zwolnienie lekarskie. A to już, w jej opinii, zbyt wielkie obciążenie w przypadku osoby, z którą współpracuje przez kilka godzin w miesiącu. A także zwiększenie kosztów godziny zajęć. Różnicę będą musieli pokryć rodzice.
Punkt widzenia zależy jednak od perspektywy. Dla Ministerstwa Edukacji Narodowej właśnie wszystkie te obowiązki nałożone na pracodawcę były kluczowe. Jak argumentowali przedstawiciele resortu, konieczność podpisywania umów o pracę miała pomóc eliminować nadużycia. Na przykład takie, że niepubliczne placówki podpisywały z nauczycielami umowy na 10 miesięcy, w wakacje zostawiając ich bez pensji. W opinii MEN stabilizacja zatrudnienia ma zwiększyć zaangażowanie nauczycieli, a dyrektorom ułatwić analizowanie efektów ich pracy.
O zmiany w przepisach od dawna zabiegały nauczycielskie związki zawodowe. mówi Magdalena Kaszulanis ze Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Opinię potwierdza Katarzyna Pieńkowska ze stołecznego ratusza. mówi.
Miasto dotychczas przekazywało poradniom pochodzące z resortu edukacji pieniądze na zajęcia wczesnego wspomagania rozwoju. Pomimo że MEN wprowadziło wobec placówek nowe obowiązki, nie zwiększyło jednak puli środków, więc od września placówki muszą radzić sobie z tymi samymi pieniędzmi, ale pomnożonymi kosztami pracy.
MEN jest jednak w kropce. Choć projektuje kolejne zmiany, Ministerstwo Finansów nie zamierza dokładać pieniędzy na ich finansowanie. Konsekwentnie punktuje resort edukacji, przekonując, że koszty zmian powinny być pokryte z tego, co MEN ma już w swoim budżecie.