W gminach trwają przymiarki do wdrożenia reformy edukacji. Włodarze nie narzekają na brak wyzwań. Trzy miesiące od podpisania przez prezydenta ustawy wprowadzającej reformę trzeba przekształcić szkoły podstawowe z sześcioletnich w ośmioletnie i przygotować się do wygaszania od przyszłego roku gimnazjów. To oznacza nowe rejony dla szkół, remonty, wyposażanie pracowni przedmiotowych i konieczność restrukturyzacji zatrudnienia.

Specjaliści potrzebni na kilka godzin

Nasz największy problem z reformą? Znalezienie nauczycieli do fizyki, chemii, biologii, języka niemieckiego, którzy zechcieliby przyjeżdżać na dwie godziny tygodniowo do małej, wiejskiej szkoły, którą musimy przekształcić w ośmioletnią - mówi Palmira Trzcińska-Kowalska, pełnomocniczka burmistrza Prabut (woj. pomorskie) ds. oświaty.

Dotychczas w sześcioletnich szkołach podstawowych nauka przedmiotów była pomyślana tak, by mogło ją prowadzić mniej nauczycieli. Wiadomości z zakresu fizyki, chemii, biologii i geografii dziecko zdobywało na przedmiocie przyroda, którego mógł uczyć jeden wykwalifikowany pedagog. Analogicznie - historii i WOS dzieci uczyły się na historii i społeczeństwie. Takie bloki rozpadały się na poszczególne przedmioty dopiero w gimnazjum. Tam też dochodziła nauka drugiego języka obcego. Ponieważ gimnazja były zbiorczymi szkołami, nie było problemu z organizacją nauczania - nauczyciel przedmiotu uczył kilka klas.

Po reformie przygotowanej przez rząd Prawa i Sprawiedliwości duże gimnazja zostaną rozwiązane, a uczniowie mają trafić do podstawówek, gdzie będzie mniej uczniów w jednym roczniku, ale za to więcej klas. W podstawówkach znów mają się też uczyć poszczególnych przedmiotów. W związku z wprowadzaną reformą będą potrzebni specjaliści od biologii, chemii, fizyki, geografii czy doradztwa zawodowego. Na pojedyncze godziny – mówi Krzysztof Ryczek z urzędu Opola Lubelskiego. Gmina nie przewiduje tworzenia dodatkowych etatów. Ma jednak stosunkowo łatwo - wszystkie trzy gimnazja tworzą zespoły szkół z podstawówką.

Zabraknie pensji na paliwo

Nie wszędzie mają takie szczęście. W Świętajnie (woj. warmińsko-mazurskie) w wyniku reformy klasy w ośmioletnich podstawówkach będą liczyć między 10 a 14 uczniów. O zatrudnianiu nowych nauczycieli nie ma mowy z powodów finansowych. Planujemy, że nauczyciele zatrudnieni w gimnazjum będą uzupełniać swoje etaty w czterech szkołach podstawowych na terenie gminy - mówi Wioleta Janowska z urzędu gminy.

W Prabutach ze znalezieniem dojeżdżającego nauczyciela może być ciężko. Zarobek z tak małej liczby godzin nie wystarczy nawet na paliwo do samochodu, by przyjechać na zajęcia - ocenia Palmira Trzcińska-Kowalska. Nauczyciel, który nie jest zatrudniony na co najmniej pół etatu w szkole wiejskiej, nie otrzymuje żadnych dodatków z tytułu pracy na wsi.

Największy problem z pracą mogą mieć dotychczasowi nauczyciele przyrody. Ich przedmiot będzie nauczany jedynie w IV klasie - uczniowie będą mieli dwie lekcje tygodniowo. Aby skompletować 18-godzinne pensum, musieliby uczyć dziewięć klas czwartych. Są gminy, gdzie nie będzie tylu w całym roczniku.

Pracy może nie wystarczyć dla wszystkich zatrudnionych dziś nauczycieli. Nasza gmina prowadzi jedno gimnazjum, które wraz z liceum wchodzi w skład zespołu szkół. Od września 2019 r. przekształci się on z mocy prawa w liceum. Część kadry tam pozostanie, część znajdzie zatrudnienie w szkołach podstawowych, wielu nauczycieli pracować będzie na część etatu zamiast pełnego - ocenia Józef Paćkowski, sekretarz Gminy Zawichost (woj. świętokrzyskie).

Etaty to niejedyne problemy

Mniejsze szkoły podstawowe będą wymagać też dużych inwestycji. Dla nas kłopotem jest doposażenie szkół w niezbędne pomoce i sprzęt. Budowa sali gimnastycznej - mówi Krystyna Pławska, wójt gminy Bogdaniec (woj. lubuskie). Podobne problemy sygnalizuje Sylwia Lewandowska, zastępca dyrektora gminnego Zakładu Oświaty w Ozimku (woj. opolskie): Nie mamy środków na wyposażenie nowych pracowni do nauki fizyki, chemii, geografii i biologii.