Parlament Europejski przyjął 14 listopada w Brukseli rezolucję krytykującą Polskę za projekt ustawy dotyczący edukacji seksualnej. Wezwał w tym dokumencie, aby polski parlament wstrzymał się od przyjęcia proponowanego projektu ustawy oraz "zapewnił młodzieży dostęp do kompleksowej edukacji seksualnej".

Według wiceszefa koła Konfederacja Krzysztofa Bosaka, w odpowiedzi na naciski zewnętrzne państwo polskie i polska klasa polityczna "powinna reagować asertywnie i pokazywać ludziom z PE, gdzie jest granica". Bosak podkreślił, że kiedy wdrażano w Polsce traktaty europejskie, zapowiadano, że Unia Europejska "nie będzie ingerować w naszą kulturę, w nasze obyczaje, czy sporawy społeczne". - Tak jak wiele winnych zapewnień, okazało się to nieprawdą - ocenił.

Podczas konferencji prasowej w Sejmie posłowie Dobromir Sośnierz i Krzysztof Bosak poinformowali, że do tej pory nie udało im się przekonać ani jednego posła spoza ich 11-osobowego koła, do poparcia projektu oświadczenia Sejmu. W projekcie zapisano, że PE "wywiera przez swoją rezolucję nieuprawnioną presję na Sejm RP, naruszając zasadę subsydiarności UE względem państw członkowskich". Przypomniano, że PE, że "polityka edukacyjna stanowi wyłączną kompetencję państw członkowskich".

- Przez cały tydzień, jako koło Konfederacji próbowaliśmy nakłonić inne siły polityczne do poparcia tej inicjatywy. Proponowaliśmy przedstawienie jej jako wspólnej, żeby to było łatwiejsze do zaakceptowania dla wszystkich, dlatego wcześniej nie ujawnialiśmy jej publicznie. Niestety nie znalazło się w naszym Sejmie nawet "czterech sprawiedliwych", którzy by odważyli się to poprzeć. Jeśli jacyś jeszcze się znajdą, bo nie do każdego posła indywidualnie mogliśmy dotrzeć, to oczywiście zapraszamy do poparcia tego projektu - oświadczył Sośnierz.

Sośnierz zaapelował do wyborców, przede wszystkim PiS i Kukiz'15, aby zapoznali się z przygotowanym przez Konfederację dokumentem i spróbowali odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego posłowie PiS i Kukiz'15 nie chcieli go poprzeć.

Obywatelskim projektem ustawy "Stop pedofilii", pod którym podpisy złożyło ćwierć miliona Polaków, Sejm poprzedniej kadencji zajął się w połowie października. Inicjatywa przewiduje zaostrzenie kar względem osób propagujących lub pochwalających podejmowanie przez dzieci obcowania płciowego.

Propozycja zakłada nowelizację art. 200b Kodeksu karnego. Według proponowanych zmian karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch będzie podlegał ten, kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez dzieci obcowania płciowego. Osoba, która będzie propagowała lub pochwalała takie zachowania "za pomocą środków masowego komunikowania", ma podlegać karze pozbawienia wolności do lat trzech.

Takiej samej karze ma podlegać osoba, która "propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi albo działając na terenie szkoły lub innego zakładu lub placówki oświatowo-wychowawczej lub opiekuńczej". Obecnie w art. 200b mowa jest jedynie o publicznym propagowaniu treści o charakterze pedofilskim, za które grozi kara grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.

"Proponowana zmiana zapewni prawną ochronę dzieci i młodzieży przed deprawacją seksualną i demoralizacją, która rozwija się w niebezpiecznym tempie i dotyka tysięcy najmłodszych Polaków za pośrednictwem tzw. edukacji seksualnej" - czytamy w uzasadnieniu projektu ustawy.

W październiku europosłowie PiS, PO i Wiosny starli się w PE w Strasburgu w debacie na temat projektu "Stop pedofilii". Europosłowie PiS przekonywali, że to projekt obywatelski, który penalizuje pedofilię, a opozycja, że uderza on w edukację seksualną. 8 listopada biuro europosła Roberta Biedronia (Wiosna) poinformowało, że w PE przygotowano rezolucję "krytykującą Polskę za projekt dotyczący edukacji seksualnej".

Odnosząc się do rozpowszechniania informacji o tym, że w projekcie "Stop pedofilii" jest propozycja karania za edukację seksualną, Sośnierz podkreślił, że jest to oparte na "nieporozumieniu, niezrozumieniu, albo na jednostronnej wykładni pana Roberta Biedronia, który poleciał na skargę, i który powinien być w Polsce napiętnowany jako kolejny zdrajca, który nad wspólny interes, przedkłada jakieś swoje partyjne interesy i szkalowanie własnego kraju". Według Sośnierza inicjatywa "Stop pedofilii" powinna być ponadpartyjna.

Pod projektem uchwały Sejmu musi się podpisać co najmniej 15 posłów.