- - powiedział w radiowej Jedynce szef MEN, odnosząc się do strajku włoskiego nauczycieli z ZNP, którzy mają nie wypełniać "sprawozdań dydaktycznych" oraz nie wyjeżdżać z uczniami na wycieczki i konkursy edukacyjne.
- - pytał Pionktowski.
Powiedział, że każda grupa zawodowa, która ma powody do protestów, może wyrażać swoje niezadowolenie w różny sposób. Jak dodał - "nie widzę tutaj specjalnych powodów do protestu".
Piontkowski przypomniał, że w tym roku nauczyciele dostali łącznie 15 proc. podwyżki. - - ocenił. Zapowiedział, że MEN jest otwarte na rozmowy ze związkami zawodowymi o płacach nauczycieli na przyszły rok.
Pytany o pomysł ZNP dotyczący gwarancji stałego wzrostu pensji nauczycieli, uzależnionego od wzrostu średniego wynagrodzenia ocenił, że aby zrealizować taki postulat należałoby przyznać ponad 30 proc. podwyżki. "To, według naszych wyliczeń, od kilkunastu do dwudziestu kilku miliardów złotych rocznie. To postulat na pewno nie do zrealizowania w tym roku. To są zbyt duże kwoty" - powiedział.
- - podsumował.
Tzw. protest włoski formalnie rozpoczął się 23 października. Polega na wykonywaniu przez nauczycieli tylko tych czynności, które są opisane w przepisach prawa oświatowego, więc wyklucza np. bezpłatne prowadzenie kół zainteresowań, sobotnie wyjazdy na konkursy z uczniami, inwentaryzację bibliotek czy sprzedaż podręczników przez nauczycieli. Akcja protestacyjna jest efektem ankiety przeprowadzonej przez ZNP we wrześniu, w której za taką formą protestu opowiedziało się 55 proc. respondentów.