Ponad połowa wszystkich 15-latków widzi się w pracy wykwalifikowanego specjalisty – wynika z danych OECD. W tej liczbie coraz mniej chciałoby jednak uczyć następne pokolenia. W ciągu dekady liczba chętnych spadła dwukrotnie. Powód? Niskie pensje, rosnąca biurokracja, słaby prestiż.

Częściej uczyć innych chcą dzieci osób z wyższym wykształceniem – wynika z pogłębionego raportu, który eksperci OECD stworzyli na podstawie wyników testów PISA. Rozwiązujący go uczniowie odpowiadali w nim nie tylko na pytania dotyczące szkolnej wiedzy, ale także własnych planów na przyszłość. Po analizie odpowiedzi okazało się, że spadająca liczba chętnych do zawodu nauczyciela to nie tylko polska specyfika – niższe zainteresowanie zawodem widać w większości krajów, które przystąpiły do badania.

„Wyniki pokazują, że na poziomie krajowym status społeczny nauczyciela i wysokość jego wynagrodzenia są pozytywnie związane z decyzjami uczniów o przystąpieniu do zawodu” – wyjaśniają autorzy raportu. Płace nieco bardziej liczą się dla młodych mężczyzn. Natomiast jak pokazują wyliczenia MEN, w 2018 r. minimalne wynagrodzenie nauczyciela z przygotowaniem pedagogicznym posiadającego tytuł magistra wyniesie 2,4 tys. zł na najniższym stopniu awansu zawodowego (stażysta) i 3,3 tys. zł na najwyższym (nauczyciel dyplomowany). Choć eksperci zastrzegają, że nie jest to jedyna motywacja, także z tego powodu o zawodzie nauczyciela marzy więcej młodych Polek niż Polaków. To nie nowość – już dziś pokoje nauczycielskie są sfeminizowane. Szczególnie widoczne jest to w edukacji wczesnoszkolnej, gdzie co setny nauczyciel to mężczyzna.

Inne czynniki ważne w pracy też się nie poprawiają. Jak pokazują badania CBOS, jedna trzecia dorosłych Polaków uważa, że praca nauczycieli jest stresująca, odpowiedzialna i ciężka. W satysfakcję zawodową nauczycieli najbardziej wierzą rodzice dzieci (61 proc. twierdzących odpowiedzi), a najmniej sami nauczyciele (53 proc. twierdzących, 16 proc. przeczących) i osoby, które nie mają styczności z zawodem.

Co ciekawe, według raportu uczniowie, którzy chcą zostać nauczycielami, niemal w całej OECD mają gorsze wyniki w testach PISA niż ich rówieśnicy aspirujący do zawodów także wymagających wyższego wykształcenia. Planujący karierę nauczyciela w Polsce mieli średnio o 13 pkt gorszy wynik w matematyce i o 10 w czytaniu (na nieco ponad 500 pkt). Jeszcze większe – 20-punktowe – różnice były w Turcji i Hiszpanii. Potencjalni nauczyciele lepiej wypadali w Estonii, Japonii, na Węgrzech i w Stanach Zjednoczonych.

Niemal wszyscy nauczyciele w Polsce mają wyższe wykształcenie. Tylko 4 proc. to licencjaci i inżynierowie, pracujący raczej w szkołach podstawowych i gimnazjach lub uczący języków obcych. Zdarzają się im poważne luki w wiedzy. Instytut Badań Edukacyjnych, analizując stan wiedzy pedagogów, odkrył, że na każdym etapie nauczania ok. 20 proc. nauczycieli nie ma podstawowej wiedzy matematycznej.

W mniejszym odsetku chętnych do zawodu nauczyciela eksperci OECD nie widzą powodów do niepokoju – procent aspirujących pokrywa się z faktycznym odsetkiem w populacji. W Polsce sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Około 3 proc. osób w wieku produkcyjnym to nauczyciele. Chętnych do zawodu jest 2,4 proc. 15-latków. Jeśli trend spadkowy się utrzyma, w perspektywie może być kłopot z zastępowalnością pokoleń. Dziś przeciętny nauczyciel ma 42 lata. Najmłodsi pracują w gimnazjach i technikach, najstarsi zajmują się nauczaniem początkowym. W skali kraju ponad 360 tys. to osoby na najwyższym stopniu awansu, 158 tys. to nauczyciele mianowani, 106 tys. – kontraktowi, a tylko 45 tys. – stażyści.

Mimo tego Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz MEN zamierzają utrudnić drogę do zawodu oraz ścieżkę awansu. Jak podał wiceminister nauki Piotr Müller, pomysł jest taki, by każdy kandydat na nauczyciela musiał skończyć pięcioletnie, jednolite studia na uczelni, której prawo do kształcenia pedagogów przyzna resort. Resort edukacji już wydłużył nauczycielski staż (czyli czas pracy na najniższym wynagrodzeniu).