W reformie oświaty, poza likwidacją gimnazjów, największe zmiany czekają szkolnictwo zawodowe. Zamiast jednej zasadniczej szkoły zawodowej od 2017 r. będą dwie – branżowa pierwszego i drugiego stopnia. Ta ostatnia ma się kończyć egzaminem dojrzałości. Jeszcze w czerwcu, podczas prezentacji założeń reformy oświaty, minister Anna Zalewska zapowiadała, że po szkole branżowej będzie można napisać egzamin ułatwiony, który da wstęp do państwowej wyższej szkoły zawodowej. Po trzech miesiącach konsultacji pomysł uległ znaczącej zmianie. Zamiast łatwiejszego egzaminu absolwent szkoły branżowej napisze język polski, matematykę i język obcy tak samo jak licealista. Będzie musiał zaliczyć je na co najmniej 30 proc.

Gdzie w takim razie różnica? W branżowej maturze będą się liczyć jeszcze egzaminy zawodowe, które zdaje się w trakcie nauki. W tej, którą zdawać będą absolwenci liceów i techników, będzie natomiast co najmniej jeden przedmiot dodatkowy, np. historia, fizyka czy biologia. Dla dodatkowego przedmiotu także będzie obowiązywać 30-proc. próg zaliczenia. Ma to być sposób na abiturientów, którzy oddawali puste arkusze.

Po maturze branżowej, według pierwotnego projektu, miała być możliwość podjęcia studiów w państwowych wyższych szkołach zawodowych. Po ogólnym egzaminie dojrzałości – na uczelniach akademickich i technicznych.

Poprzednie zapowiedzi dotyczące różnych stopni trudności matury niepokoiły rektorów wyższych szkół technicznych. Gdyby absolwenci branżówek mieli zdawać łatwiejszą maturę, mieliby praktycznie zablokowaną drogę na uniwersytety i politechniki. Wybór szkoły branżowej byłby niemalże ostateczny. – Zmiany wprowadziliśmy po wielu konsultacjach, pozwalają one na uelastycznienie systemu. Dziś jeśli ktoś wybiera szkołę zawodową, a w połowie kształcenia zorientuje się, że chciałby jednak pójść na politechnikę, ta droga jest dla niego mocno utrudniona. Nowe rozwiązania pozwolą na swobodny przepływ uczniów – wyjaśnia Marcin Smolik, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.

Projektowane rozwiązania pozwalają na uzupełnienie matury branżowej do ogólnej – wystarczy, że absolwent szkoły branżowej II stopnia zda egzamin z przedmiotu dodatkowego tak, jak piszą go licealiści. Mechanizm zadziała też odwrotnie – licealista będzie mógł otrzymać wykształcenie branżowe. – Będzie mógł się zapisać na kurs zawodowy i zdać egzaminy – wyjaśnia Smolik.

To niejedyna nowość, jaką zamierza wprowadzić MEN. W resorcie trwają dyskusje dotyczące egzaminu ósmoklasisty. Już wiadomo, że będzie miał on formułę uproszczoną względem dzisiejszego egzaminu gimnazjalnego – zamiast trzydniowej sesji, obejmującej test z przedmiotów humanistycznych i języka polskiego, przedmiotów przyrodniczych i matematyki, a także języka obcego, ma być zorganizowany krótszy egzamin. Ósmoklasiści będą się mierzyć z matematyką, językiem polskim i obcym.

Do niedawna MEN zapowiadało obowiązkowy test z historii. Pomysł ulega modyfikacji. Urzędnicy rozważają opcję, w której ósmoklasiści mogliby – wzorem maturzystów – wybrać jeden dodatkowy przedmiot, z którego będą pisali test. Może to być np. biologia, fizyka, historia, geografia. Ma to pomóc uczniom w sprofilowaniu swoich zainteresowań i wyborze liceów. Jest też odpowiedzią na głośną krytykę, która spotkała resort po tym, jak okazało się, że z testu na koniec szkoły wypadają przedmioty przyrodnicze.

Organizacja testu będzie kosztować corocznie ok. 12 mln zł. Dotychczas sprawdzian szóstoklasisty rocznie kosztował ok. 10 mln zł, a test gimnazjalny – 18 mln zł. CKE chce, by w całości był sprawdzany metodą e-oceniania. Oznacza to, że egzaminatorzy nie będą skoszarowani w centrach egzaminacyjnych, ale zadania ocenią za pomocą systemu zainstalowanego na domowym komputerze. W tej chwili oceniane są w ten sposób zadania z matematyki na teście gimnazjalnym.

Pierwszy test ósmoklasisty odbędzie się w 2019 r.