Wniosek w tej sprawie kilka miesięcy temu trafił do Ministerstwa Rozwoju. Złożyło go Polskie Stowarzyszenie Marketingu SMB, które reprezentuje podmioty działające na krajowym rynku. Chciało, żeby zawód pracownik centrum elektronicznej obsługi klienta, czyli popularnego call center, został wpisany na listę zawodów szkolnictwa zawodowego

Do tej pory zawód ten wpisany był na listę Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

- Nie udało się. Argumentacja była taka, że nie ma uzasadnienia dla stworzenia osobnego profilu tylko i wyłącznie dla działań telemarketingowych – mówi w rozmowie z dziennik.pl Marcin Sosnowski, dyrektor wykonawczy stowarzyszenia. – A przecież argumentowaliśmy, że to nie tylko kwestia pracy w call center, bo w tym trybie można byłoby uczyć także obsługi takich narzędzi jak np. sklepy internatowe. To też jest obsługa zdalna.

W przedstawionym resortowi wniosku przekonywał wcześniej, że oprócz tak "oczywistych umiejętności, jak np. komunikacja i praca w stresie, w grę mogłyby wchodzić: nauka języków obcych, wiedza z zakresu praw konsumenta i np. ochrony danych osobowych, a także zagadnienia związane z obsługą komputera, w tym znajomość systemów informatycznych".

Rekomendacja resortu poszła w kierunku rozwijania już istniejącego profilu: technik handlowiec.

- Ale nie było to wprost wyjaśnione – ubolewa Marcin Sosnowski. - Z komentarzy, które udało nam się uzyskać wynika, że na odmowie stworzenia nowego profilu kształcenia zawodowego mogły zaważyć koszty, po drugie – procedura administracyjna, czyli konieczność opracowania podstawy programowej, zweryfikowania dostępności podręczników, a także zapewnienia kadry dydaktycznej – wylicza. 

Co w tej sytuacji planuje SMB? Będzie pisało odwołanie? Decyzja w tej sprawie jeszcze nie została podjęta.

- Pewnie odwołanie się wprost to nie ten kierunek. Bardziej skutecznym i praktycznym rozwiązaniem będzie teraz próba przygotowania rozwiązania w obszarze edukacji nieformalnej, czyli organizacji szkoleń i kursów, niekoniecznie przy szkołach zawodowych. Bo na zasadzie komercyjnej – dodaje po chwili Marcin Sosnowski.

Wniosek, który dostało Ministerstwo Rozwoju miał zostać przesłany do Ministerstwa Edukacji Narodowej; to ono z reguły podejmuje ostateczną decyzję.