Od września wchodzi nowa podstawa programowa do szkół, gimnazjum powoli kończy żywot, na jego miejsce wraca ośmioklasowa podstawówka i czteroletnie liceum. Zapytałam rodziców nie o to, czy im się podoba reforma, tylko jakiej szkoły chcieliby dla swoich dzieci.
Choć oczekiwania są różne, wszyscy byli zgodni: poprawki wprowadzane przez minister edukacji Annę Zalewską nie dotyczą tego, co tak naprawdę winno się zmienić w systemie edukacji.
Trzy Z
- mówi mi Grzegorz. Jego zdaniem program nauki jest przeładowany, w efekcie czego dzieci działają na zasadzie trzech Z: zakuć, zdać, zapomnieć.
Ojciec dwójki nastolatków ma doświadczenia związane zarówno z edukacją w szkole niepublicznej - córka chodziła do społecznej podstawówki, teraz uczy się w państwowym gimnazjum, jak i w rejonowej szkole podstawowej, do której uczęszcza syn. - - zauważa. I podaje przykład: .
Zdaniem Grzegorza należałoby odchudzić zakres obowiązkowego programu lub dołożyć godzin nauki. - - dodaje.
Podobnie myśli większość moich rozmówców. Chcieliby szkoły, która pobudzi do kreatywności. Takiej, do której dzieci chodziłyby z przyjemnością. By nauczyciele mieli możliwość pokazania uczniom w praktyce tego, co omawiane jest na lekcjach. Żeby dzieci mogły dotknąć, zrozumieć i - co najważniejsze - zainteresować się tematem. - - mówi Aleksandra Mościcka, która działa w grupie Powroty w ramach Fundacji Sto Pociech.
Agnieszka Kowalska, która przez sześć lat mieszkała w Wielkiej Brytanii, dodaje, że dodatkową wadą rodzimego systemu edukacji jest brak powiązania między przedmiotami. - - opowiada matka dwójki dzieci.
Cały artykuł w piątkowym Magazynie "Dziennika Gazety Prawnej"