Dziennik Gazeta Prawana logo

Tusk dał szkołę polskim dzieciom. Rodzicom puściły nerwy

28 października 2011, 06:14
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Tusk dał szkołę polskim dzieciom. Rodzicom puściły nerwy
Shutterstock
Rodzice wysłali już tysiąc listów do premiera. Są wściekli, bo nie wiedzą, kiedy ich dzieci rozpoczną naukę.

Rodzice pięciolatków domagają się w listach, by premier ostatecznie rozwiązał problem przesunięcia w czasie reformy dotyczącej obniżenia wieku szkolnego. W kampanii wyborczej Donald Tusk zapowiedział, że reforma wejdzie w życie dopiero od 2013 r., a nie w 2012 r., jak to jest zapisane w obowiązującej ustawie o systemie oświaty. Tyle że na zapowiedziach się skończyło. Minął miesiąc, a ze strony rządu czy MEN nie pojawił się jakikolwiek komunikat odnośnie nowych regulacji.

– Rodzice pięciolatków są wściekli. Najpierw państwo kazało im posłać dzieci do zerówki, bo za rok miały iść do szkoły, a potem premier ogłosił przesunięcie reformy – mówi Beata Piwowarczyk z akcji Ratuj Maluchy, która koordynuje listowną ofensywę: odbiera listy od rodziców i przesyła do kancelarii premiera.

To, co najbardziej irytuje rodziców kilkuset tysięcy maluchów, które reforma na siłę wepchnęła do nieprzygotowanego systemu edukacji, to warunki, w jakich ich dzieci muszą spełniać obowiązek przedszkolny. Konkretne przykłady rodzice opisują w listach do szefa rządu.

Piszą, że np. mieszkające na prowincji pięciolatki, które uczęszczają do szkolnych zerówek, dowożone są gimbusami. Jeżeli zajęcia rozpoczynają się o 7.30, to dzieci muszą wstać ok. 6 rano. Maluchy mają obowiązek przynoszenia własnego papieru toaletowego, ręczników do rąk oraz mydła. Szkoły nie są też w stanie zapewnić dzieciom opieki, ponieważ brakuje sal oraz kadry. Wcześniejsze zerówki zostały zagospodarowane na klasy pierwsze, do których miały trafić sześciolatki. Zdarzają się grupy zerowe liczące powyżej 24 dzieci, czyli ponad standardy określone przez MEN. Nad maluchami przeważnie czuwa jeden opiekun. To uniemożliwia np. pojedyncze wyjście do toalety, bo nauczyciel nie ma z kim zostawić grupy.

Oto relacja matki pięciolatka uczęszczającego do SP nr 30 w Olsztynie: „Plan zajęć zmienia się w zależności, gdzie i czy jest wolna sala dla naszych dzieci. Bywa, że niektóre zajęcia odbywają się w sali bez dywanu, ze zbyt wysokimi ławkami – wtedy dzieci klęczą na krzesłach. Zdarzały się sytuacje, że były zmuszone wyjść na dwór, bo nie znalazła się wolna sala do zajęć. Można dodać jeszcze, że na terenie szkoły nie ma miejsca do zabaw dla dzieci”. – Codziennie otrzymujemy kilkanaście kolejnych listów o podobnej treści – mówi Piwowarczyk.

Na temat problemów podnoszonych przez rodziców MEN milczy. Od kilku tygodni nie jest w stanie odpowiedzieć, kiedy i jakie zmiany w reformie zaproponuje. Wskazuje tylko, że wszystkie trafią do nowego parlamentu, ale nie potrafi podać konkretnej daty.

Eksperci podkreślają, że przesunięcie zmian niczego nie zmieni. Aby reforma się udała, potrzeba kilku lat i miliardów złotych na przygotowanie szkół i budowę sieci przedszkoli, które umożliwią bezbolesne obniżenie wieku szkolnego.

Brakuje kadry i sal, dzieci część czasu muszą spędzać na dworze

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj