W związku z epidemią od 12 marca zawieszone są zajęcia stacjonarne w szkołach. Od 25 marca lekcje prowadzone są zdalnie.

Reklama

Od poniedziałku - zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji - przywrócone zostają zajęcia dla uczniów klas I-III szkół podstawowych. Prowadzone mają być w szkołach konsultacje stacjonarne dla uczniów klas VIII szkół podstawowych. Od 1 czerwca ruszą takie konsultacje dla wszystkich uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Jednocześnie nadal ma się odbywać nauka zdalna.

Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" - w przesłanym w poniedziałek PAP stanowisku - wyraża dezaprobatę wobec wpisania do systemu prawa oświatowego pojęcia "konsultacje" nauczyciela z uczniem.

Jak w nim czytamy: "Epidemia koronawirusa SARS-Cov-2 nie może stanowić usprawiedliwienia dla niestabilności prawa, nadmiernego pośpiechu oraz lekceważenia partnerów społecznych. Prawo pisane "na kolanie" skutkuje inflacją wyrażeń i pojęć nieostrych. Wskazany sposób procedowania prowadzi do sytuacji, w której przepisy prawa oświatowego interpretowane są w sposób wieloznaczny i dowolny".

"Ostatnim przykładem takiej nieodpowiedzialnej postawy MEN jest wdrożenie do systemu prawa oświatowego nowej instytucji >konsultacji< nauczyciela z uczniem. Problem z tą niewinną na pierwszy rzut oka konstrukcją prawną polega na tym, że nie wiadomo jak nauczyciel ma być za nią wynagradzany" - wskazuje oświatowa "S".

Według niej, resort edukacji stosuje przy okazji tej sprawy "sprawdzony od 20 lat model postępowania". "Przedstawiciele MEN-u w tego typu sytuacjach w pierwszej kolejności dziwią się, że nikt nie rozumie stanowionego przez nich prawa, a na koniec oświadczają, że za organizację pracy szkoły odpowiada jej dyrektor. Takie podstępowanie Ministerstwa Edukacji Narodowej podważa autorytet, jakim powinien cechować się racjonalny prawodawca" - czytamy w stanowisku.

Oświatowa "S" przywołuje w nim akty prawne, z których - jej zdaniem - wynika, że "konsultacje" wykraczają poza znaczenie pojęciowe "godzin ponadwymiarowych" oraz "dodatkowych zajęć edukacyjnych".

"Za tym stwierdzeniem przemawia również domniemanie, że racjonalny prawodawca posługując się nieznaną do tej pory nomenklaturą, nie czyni tego przypadkowo. Innymi słowy, jeżeli wolą ministra edukacji byłoby prowadzenie analizowanej formy kształcenia w ramach godzin ponadwymiarowych albo zajęć rozwijających zainteresowania i uzdolnienia uczniów, to takich właśnie sformułowań użyłby w rozporządzeniu" - uważa oświatowa "S".

W jej ocenie, "nie do końca wiadomo, czy wolą prawodawcy była realizacja w ramach tych zajęć podstawy programowej, czy też mają one pełnić funkcje kursu przygotowawczego". "Tajemnicą pomysłodawców takiego rozwiązania pozostaje także sposób wynagradzania nauczycieli za świadczoną pracę oraz wymiar czasowy rzeczonych >konsultacji<" - wskazuje Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność".