Dziennik Gazeta Prawana logo

Szkoła oślepiona reformą. Nie będzie formalnej analizy, czego nauczyły się dzieci

3 kwietnia 2017, 07:17
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Uczniowie w szkole
Uczniowie w szkole/Shutterstock
W tym roku nikt nie sprawdzi osiągnięć uczniów po III i V klasie. Bo resort edukacji nie dał na to pieniędzy. W efekcie do końca wydłużonej szkoły podstawowej nie będzie formalnej analizy, czego nauczyły się dzieci

Od tego roku szkoły mogą korzystać tylko z badań komercyjnych, odpłatnie oferowanych przez niektóre wydawnictwa. Już w 2015 r., kiedy po zakończeniu projektu unijnego Instytut Badań Edukacyjnych poprosił MEN o pomoc w kontynuacji badań diagnostycznych po III i V klasie, które robił od 2011 r., ówczesna minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska odmówiła. Wtedy instytut zaoferował szkołom jeszcze jedną - już ostatnią - edycję przygotowaną w ramach własnych środków.

W tym roku pieniędzy już nie ma. Diagnozą nie był też zainteresowany resort edukacji. Kwestia jest o tyle istotna, że czas bez sprawdzania umiejętności na poszczególnych etapach wydłużył się o kolejne dwa lata. Pierwszy sprawdzian odbędzie się po VIII klasie i nie tylko będzie decydował o tym, do jakiej szkoły dostanie się piszący go uczeń, ale także po raz pierwszy zmierzy, czy uczniowie byli skutecznie uczeni.

Pomysł diagnozy był prosty: my bezpłatnie przyślemy narzędzie pomiaru i na podstawie wyników powiemy, ile umieją wasze dzieci i jak skutecznie je uczycie. Także na tle innych szkół. Choć badanie było nieobowiązkowe, korzystało z niego od 5 tys. do 10 tys. z 13 tys. szkół na terenie całej Polski.

Wskazówki dla nauczycieli

Z możliwości bezpłatnej diagnozy umiejętności trzecioklasisty co roku korzystała m.in. szkoła podstawowa w Masanowie, mała wiejska podstawówka, gdzie w każdym roczniku jest po dziesięcioro dzieci. - opowiada Renata Suchorzewska, dyrektor szkoły. Z jednej strony przygotowywała informację dla rodziców, z drugiej omawiała rezultaty poszczególnych uczniów z innymi nauczycielami, którzy mieli po niej przejąć nauczanie.

Małgorzata Zambrowska z Instytutu Badań Edukacyjnych, który przygotowywał diagnozę, przekonuje, że celem było dostarczenie nauczycielom tak opracowanych testów, dzięki którym mogliby sprawdzić mocne i słabe strony uczniów. Nie tylko na tle innych uczniów w klasie, ale także w szerszej perspektywie – ogólnopolskiej czy też w porównaniu do sąsiedniej gminy. - dodaje ekspertka. Jeżeli np. w jakimś obszarze większość dzieci wypadła źle, ale również w innych szkołach te zadania wyszły gorzej, to wskazywało na słabość systemu. Jeżeli zaś w danej szkole wyniki odbiegały od średniej, mogło to stanowić sygnał, że być może nauczyciel powinien zmienić swoje podejście. W ramach projektu, którego jedną częścią była diagnoza, przygotowywano również warsztaty dla nauczycieli.

Bezstresowe wychowanie

Nie wszyscy jednak uważają, że badania diagnostyczne są aż tak ważne. Nauczycielka pierwszego etapu nauczania ze szkoły w Żółkiewce przyznaje, że choć chętnie przystępowali do testów i wyniki były dla pedagogów sygnałem, jak mają pracować, to wątpi, czy były one do wykorzystania na etapie nauki od IV klasy.  – mówi nauczycielka. Pojawiały się też zarzuty zarówno ze strony rodziców, jak i nauczycieli, że testy są za trudne i nie ma po co stresować dzieci. - uważa dyrektorka jednej ze szkół w Rumii.

- opowiada Renata Suchorzewska. Ale przyznaje, że słyszała o nauczycielach, którzy mówili dzieciom, że od tego zależy, czy przejdą do IV klasy, i traktowali to bardzo poważnie: w kategoriach rywalizacji z innymi szkołami. Zaś niektóre samorządy chciały w ten sposób sprawdzać skuteczność poszczególnych nauczycieli. Dlatego byli wychowawcy, którzy ćwiczyli przed testem z dziećmi podobne zadania.

Małgorzata Zambrowska z IBE przekonuje, że rozpatrywanie testu pod kątem trudności jest błędne. Bo celem nie było to, aby wszyscy dobrze zaliczyli, tylko żeby sprawdzić, jak uczniowie radzą sobie z zadaniami o różnym stopniu trudności. Krzysztof Konarzewski, były dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, wspomina, że w szkole jego dziecka wykupiono komercyjne badania (które są oferowane od lat). - mówi pedagog.- podsumowuje jeden z ekspertów.

Efektywność szkoły? Nieznana

Kolejny powód rezygnacji z przeprowadzania diagnozy to brak możliwości pomiaru tzw. edukacyjnej wartości dodanej. Chodzi o wskaźnik mówiący o tym, ile dana szkoła nauczyła, a można to zrobić, porównując wiedzę ucznia na starcie i po zakończeniu nauki. Dzięki temu można ocenić, jak skuteczna jest edukacja w danej szkole. Bo nie jest wielkim sukcesem nauczyć zdolne dzieci, sztuką jest przekazanie wiedzy tym, które na początku umieją niewiele. MEN, chcąc odejść od rankingów bazujących na wynikach po egzaminach, poprosił IBE o stworzenie narzędzia umożliwiającego zbadanie tego wysiłku (EWD). Do tego pomiaru wykorzystywano m.in. wyniki testu po III klasie w porównaniu do tych po VI. A najbardziej miarodajne było porównanie sprawdzianu po VI klasie i po ukończeniu gimnazjum. Teraz tego nie będzie można już zrobić. Na pytanie, czy MEN przygotuje w następnych latach inne narzędzie diagnostyczne, nie otrzymaliśmy od resortu odpowiedzi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj