Podniesienie wieku emerytalnego kobiet, skrócenie urlopu wychowawczego oraz obniżenie jego wysokości, a także wprowadzenie płatnych studiów magisterskich – takie rewolucyjne zmiany mają zapobiec katastrofie na rynku pracy. Kompleksowy plan działań przygotował zespół ekspertów na zlecenie resortu pracy.

Na rynku pracy w Polsce już nigdy nie będzie tak dobrze jak w 2009 r., kiedy pracowało 16 mln osób. Za 15 lat będzie ich o ponad milion, a za 40 lat o 4 mln mniej. Ten ubytek jest efektem starzenia się społeczeństwa. W 2060 r. Polaków będzie o prawie jedną szóstą mniej niż dziś – wylicza Instytut Badań Strukturalnych, niezależna organizacja badawcza, która przygotowała raport „Zatrudnienie w Polsce 2008. Praca w cyklu życia.”

Aby ten apokaliptyczny scenariusz nie spełnił się. Polska potrzebuje szybkich i zdecydowanych działań. - Zmiany muszą być całościowe, obejmować politykę rynku pracy, politykę edukacyjną, politykę rodzinną - mówi „DGP” dr Maciej Bukowski, jeden z autorów raportu, członek zespołu doradców strategicznych premiera.


Reformy, jakie proponują eksperci, są jednak drastyczne i niepopularne społecznie:
- do 2020 r. należy zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn na poziomie 67 lat. Według pierwszego scenariusza od 2011 r. należy podnosić wiek emerytalny kobiet co roku o 6 miesięcy. Według drugiego reforma ruszyłaby w 2013 roku i wiek emerytalny wydłużałby się o miesiąc w każdym miesiącu. W efekcie w najbliższej dekadzie liczba pracujących wzrosłaby o ok. 800 tys. i stopa wzrostu gospodarczego podnosiłaby się o ok. 0,2 pkt rocznie;
- szybsze wprowadzenie na rynek pracy osób przed 25 rokiem życia. Miałoby się to odbyć poprzez taką zmianę programów studiów, by swobodnie można je było łączyć z pracą na część etatu. Propozycje idą jednak dalej. Eksperci mówią o tym, że bezpłatne studia kończyłyby się na poziomie licencjatu. Za uzyskanie tytułu magistra trzeba by zapłacić.
- aktywizacja zawodowa kobiet. Zapewnić ma ją upowszechnienie żłobków, przedszkoli i świetlic oraz upowszechnienie urlopów ojcowskich. Eksperci domagają się skrócenia urlopów wychowawczych. Obecny system stanowi atrakcyjną ofertę jedynie dla gorzej wykształconych rodziców, osiągających niskie dochody – argumentują eksperci;
- zatrzymanie na rynku pracy osób po 55. roku życia. Każda z nich mogłaby otrzymać bon edukacyjny, który pozwoliłby jej podnieść kwalifikacje.


Realizacja tych postulatów od każdego rządu wymagałaby jednak odwagi determinacji, bo np. przeciwko zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn opowiada się aż 74 proc. Polaków. Tymczasem prof. Irena Kotowska, kierownik Zakładu Demografii SGH, jedna ze współautorek raportu przekonuje w rozmowie „DGP”:

- To są decyzje, które trzeba podjąć już. Jeśli się tego nie zrobi, będzie to grzech zaniechania, który będzie się mścił – przekonuje.
Maciej Bukowski dodaje, że strach przed reformami ma większe oczy niż na to zasługuje. - Zmiany są konieczne ekonomicznie i społecznie. Jeśli ich nie podejmiemy, roztrwonimy dużą część szans rozwojowych – mówi.

Tymczasem przedstawiciele resortu pracy, który zamówił raport, delikatnie dystansują się od zawartych w nim propozycji. - Eksperci często bardzo różnią się w swoich opiniach, my staramy się wysłuchać różnych argumentów, a potem podjąć najlepsze decyzje - podkreśla Bożena Diaby, rzeczniczka Ministerstwa Pracy.

Pomysły ekspertów popierają niezależni ekonomiści. - To ekonomicznie racjonalne. Ale trudno spodziewać się takiej decyzji rządu, bo u nas obowiązuje leninowska zasada prymatu polityki nad ekonomią - mówi dr Rober Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha.

W raporcie eksperci wyliczyli, że jeśli rząd nie wprowadzi postulowanych reform, starzenie się ludności Polski doprowadzi do obniżenia się KPB o ponad 7,5 proc. do 2060 roku.