Zdaniem dr. Szarfenberga, absolwenci nauk o rodzinie nie powinni mieć problemów na rynku pracy. A to dlatego, że szkoły być może będą poszukiwać wykwalifikowanych osób do prowadzenia zajęć z wychowania do życia w rodzinie. Poza tym wkrótce uchwalona może zostać ustawa o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej, w której mowa jest o osobie zwanej asystentem rodziny. Tymczasem właśnie nauki o rodzinie kształcą takie osoby. 

Okazało się jednak, że ulotki i informatory to za mało, by przyciągnąć chociaż komplet chętnych. Dr Szarfenberg jednego z powodów niepowodzenia upatruje w nazwie kierunku. "Ta nazwa ma w sobie coś takiego, co profiluje jakby uwagę, że to nauki skupione na relacjach małżeńskich. Nie kojarzy się ze zdobywaniem wiedzy dotyczącej spraw i funkcjonowania rodziny w społeczeństwie. Nie oddaje też do końca tego, że w naszym programie studiów bardziej niż uczelnie katolickie chcemy położyć nacisk na kształcenie menedżera polityki rodzinnej w lokalnych środowiskach" - tłumaczy. Ma jednak nadzieję, że w kolejnych latach i rozpoznawalność kierunku, i jego popularność będą rosły.