Debata, czy testy ogłupiają, czy pomagają w ocenie wiedzy uczniów, trwa już dekadę, odkąd do systemu wprowadzono egzaminy zewnętrzne w tej postaci. Zwolennicy przekonują, że jest to jedyna możliwość obiektywnej oceny. Przeciwnicy są zdania, że w ten sposób zabito myślenie.

– Ocenia komputer, a nie człowiek. W tym ostatnim przypadku trudno było o bezstronność – tłumaczy prof. Krzysztof Konarzewski, były dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Sam jednocześnie przyznaje, że testy wyboru są złem koniecznym, nikt nie uważa ich za metodę idealnej kontroli. Są za to sposobem szybkim i tanim.

Cena być może odgrywa tu kluczową rolę. Pytania otwarte, czyli takie, które musi sprawdzać człowiek, są o wiele droższe niż te zamknięte, sprawdzane komputerowo. Profesor Konarzewski opowiada, że kiedy przyszedł pracować do Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, przygotowywano pierwsze testy pilotażowe z języków obcych. W teście pojawiły się dwa zadania otwarte, które polegały na tym, że uczeń miał wpisać samodzielnie jedno zdanie, a w drugim kilka słów. – Zapytałem, ile będzie to nas kosztowało. Kiedy usłyszałem, że 2 mln zł, kazałem je zmienić w zamkniętą formę. Tym bardziej że chodziło o wpisanie kilku słów, czyli sprawdzały naprawdę niewiele umiejętności – przyznaje prof. Konarzewski.

Pieniędzy na sprawdzanie jest coraz mniej. W ubiegłym roku liczba pytań otwartych znacząco się zmniejszyła i w związku z tym Ministerstwo Edukacji Narodowej także zmniejszyło wycenę za sprawdzenie arkusza egzaminacyjnego z 27,15 do 21,45 zł.

Sami nauczyciele nie są w ocenie testów jednoznaczni. Wskazują, że mają swoje dobre strony – rzeczywiście można łatwo zdiagnozować stan wiedzy uczniów i porównać wiedzę w grupie. Jednak przyznają, że w związku z tym przestają na lekcjach rozwiązywać zadania z treścią. Jedna z nauczycielek opowiada, że kiedy zrobiła swoim uczniom klasówkę z zadaniami z fizyki, które musieli sami rozwiązać, większość dostała dwóje lub tróje. Kiedy zaś z tego samego działu zrobiła już test, w którym trzeba było zakreślić jedynie A, B, C, okazało się, że wiedza uczniów cudownie wzrosła i posypały się piątki.

Testy rządzą w szkołach. A o problemach z samodzielnym rozwiązywaniem zadań możemy się dowiedzieć na podstawie wyników egzaminów, i to na różnym poziomie, nie tylko w gimnazjum. Jak się okazuje, także już na poziomie III klasy podstawówki, co pokazał sprawdzian wiedzy trzecioklasistów. – Jest deficyt umiejętność pracy zespołowej, szukania niestandardowych rozwiązań, a tego testy nie sprawdzą – podsumowuje Jacek Strzemieczny z Centrum Edukacji Obywatelskiej. Profesor Łukasz Turski, fizyk z PAN, jest bardziej dosadny w ocenie. Jego zdaniem testy to cywilizacyjny przeżytek.