Prof. Roszkowski pytany, czy hejt, jakiego doświadczył po napisaniu „Historii i teraźniejszości” był dla niego zaskoczeniem, odparł, że był bardziej zaskoczony intensywnością ataku. "Od pewnego czasu obserwuję coś, co można nazwać wojną kulturową czy wojną cywilizacji. I dlatego siła tego uderzenia budzi zdziwienie. Patrząc na reakcję na moje podręczniki, mimo że dawniej też były w Polsce napięcia, mogę powiedzieć: żyjemy w zupełnie nowych czasach. W pewnym momencie zastanawiałem się, czy nie trzeba wrócić do pisania pod pseudonimem. Ale to żart. Natomiast chcę podkreślić, że to nie ja się zmieniłem, to okoliczności się zmieniły, otoczenie się zmieniło - stwierdził historyk.

Reklama

Prof. Roszkowski: Ja napisałem o produkcji dzieci, ale nie użyłem określenia in vitro

Jak powiedział, pretekstem do najbardziej zjadliwego uderzenia był fragment "dotyczący rzekomo in vitro". Ja napisałem o produkcji dzieci, ale nie użyłem określenia in vitro, bo nie miałem tego na myśli. Ale wydaje mi się, że w tym ataku na podręcznik nie chodziło o in vitro. Tym, co zaniepokoiło krytyków, był wyraziście przedstawiony komunizm ze wszystkimi jego zbrodniami, nadużyciami, kłamstwami itd. A to jest obecnie coraz mniej akceptowalne i warto się zastanowić, dlaczego dziedzictwo komunistyczne po upływie pokolenia od tak zwanego upadku komuny jest czymś godnym obrony - wskazał prof. Roszkowski.

W jego ocenie rzeczywistość w Polsce zalewa "płynąca tym razem z Zachodu fala neomarksizmu, czyli marksizmu kulturowego połączonego z wykluczaniem religii". I to jest drugi aspekt, który mnie mocno zaskoczył w atakach na "Historię i teraźniejszość" - dodał.

Reklama