Raptem półtora roku temu posłowie Prawa i Sprawiedliwości ułatwili przechodzenie w tryb edukacji domowej. Teraz chcą wprowadzić przepisy, które praktycznie to uniemożliwią. Od polityków tej partii słyszymy, że w jej szeregach trwa starcie dwóch wrażliwości. Część posłów akcentuje konstytucyjne prawa i wolności, w tym prawo rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. W drugiej części dominuje etatyzm i pogląd, że wszystko powinno być „przez państwo i w ramach państwa”.
Edukacja domowa to specyficzna forma kształcenia. Polega na tym, że rodzice zapisują dziecko do szkoły, a następnie proszą dyrektora o zgodę na realizowanie kształcenia poza placówką. Od tej pory przejmują odpowiedzialność za wyniki dziecka. Rolą szkoły jest dostarczenie im wsparcia i organizacja egzaminów raz do roku. Takich dzieci jest już w Polsce 31 tys.
Rodzice narzekają, że dyrektorzy szkół nie rozumieją ich potrzeb, a dyrektorzy przyznają, że pojawienie się takich uczniów w szkole to spory problem organizacyjny. Dlatego powstają placówki, które nastawiają się na współpracę z uczniami w ED. tłumaczy Artur Abramowicz, dyrektor Prywatnej Szkoły Podstawowej i Liceum im. Moraczewskich w Sulejówku. Do Moracza jest już zapisanych 2,5 tys. uczniów.
W Polsce nie ma placówki stacjonarnej, która byłaby tak duża. A i tak to nie ona zgarnia największą część homeschoolingowego tortu. Szkoła w Chmurze, która ma siedzibę w Warszawie, ale większość działalności prowadzi przez platformę internetową, zgromadziła w ciągu trzech lat ok. 11 tys. dzieci.
To ona i podobne projekty nie podobają się grupie posłów PiS, która w piątek złożyła w Sejmie projekt modyfikacji prawa oświatowego. Chodzi o to, że szkoły wspierające uczniów w ED pobierają z budżetu państwa subwencję (dzięki temu większość z nich jest z punktu widzenia uczniów darmowa). Co prawda jest ona niższa niż na dzieci, które kształcą się stacjonarnie, ale przelewy idą w miliony złotych, a to budzi zastrzeżenia samorządowców, którzy naciskają w tej sprawie na PiS.
Zmiany są procedowane ekspresowo – projekt został złożony jako poselski, więc nie trzeba przeprowadzać konsultacji społecznych. Choć trafił do laski marszałkowskiej w piątek, już dziś na posiedzeniu sejmowej komisji edukacji odbędzie się jego pierwsze czytanie.
Jeśli przepisy wejdą w życie, rodzice będą mogli przepisywać dzieci na edukację domową tylko we wrześniu (dziś może to być cały rok), szkoła będzie mogła mieć w ED jedynie połowę wszystkich swoich uczniów, a w dodatku dysponować miejscem, by móc przyjąć wszystkich stacjonarnie (teraz nie ma takich limitów), egzaminy będzie można składać jedynie osobiście i w obecności delegata kuratorium (dziś przepisy nie są w tej sprawie precyzyjne, więc część szkół organizuje je online). Będzie również obowiązywała rejonizacja – szkoła będzie musiała mieć siedzibę w województwie zamieszkania dziecka. nie ma wątpliwości Mariusz Dzieciątko, prezes Stowarzyszenia Edukacji w Rodzinie, który od lat działa na rzecz upowszechnienia tej formy kształcenia.
To kolejna zmiana kursu, jaką chcą przeprowadzić członkowie PiS. Pierwszy raz zrobiła to pod koniec 2015 r. Anna Zalewska, wówczas minister edukacji. Obniżyła subwencję na dzieci kształcone w domu, wprowadziła obowiązek rejonizacji i konieczność dostarczenia opinii z poradni psychologiczno-pedagogicznej. W 2020 r. grupa posłów PiS przeprowadziła przez parlament projekt, który od września 2021 r. cofał te zmiany.
Pod obecnym projektem utrudniającym dostęp do ED podpisali się po części ci sami posłowie, którzy poprzednio chcieli ułatwień: Teresa Pamuła, Fryderyk Kapinos i Anna Milczanowska. Ta ostatnia poparła też poprzednie wolty w sprawie ED.
Bartłomiej Wróblewski (PiS), który reprezentował wnioskodawców w 2020 r., mówi dziś, że nowy projekt jest odpowiedzią na problemy, które edukację domową trawią od lat. opisuje. – podkreśla poseł Wróblewski.
Zbigniew Babalski (PiS), który podpisał się teraz pod tymi rozwiązaniami, uważa, że projekt jest punktem wyjścia do dyskusji. – mówi. Opisuje, że od pojawienia się projektu na jego poselską pocztę spływają pisma pełne niepokoju od rodziców i podmiotów działających w ramach edukacji domowej. –
Nieoficjalnie słyszymy, że wnioskodawcy projektu mają zapewnienie z resortu edukacji, że propozycje innych posłów PiS w tej formule nie przejdą. Spytaliśmy ministerstwo, czy w ogóle dostrzega problem i konieczność zmian w przepisach. Na odpowiedzi czekamy.
Zaskakująco zgodni są natomiast posłowie opozycji. Słyszymy, że wolta w poglądach na temat edukacji domowej nie wynika z tego, że istnieją nieuczciwi gracze. Rzeczywistą przyczyną jest ucieczka uczniów z edukacji publicznej. I choć projekt zmian jest poselski, to jednak wynika on z chęci zapanowania przez resort edukacji nad rosnącą popularnością tej formy kształcenia.