Szef MEiN zajmuje się sprawami, które nie zasługują na taką reakcję, a pominął sytuację moich koleżanek, które pracują w przedszkolach. One czują się zmarginalizowane, nikt się nimi nie zajmuje, nie interesuje – powiedział w Radiu ZET związkowiec.

Reklama

Broniarz mówił, że dzieci są nosicielami koronawirusa.

Personel, administracja, obsługa są narażeni na różne kontakty i możliwość transmisji na rodziców – komentował.

Szkolna administracja została odsunięta na margines - dodał.

Dlaczego ja nie mogę iść do fryzjera, ale ten sam fryzjer może do mnie przyprowadzić swoje dziecko? – zastanawiał się prezes ZNP.

Większość nauczycieli chce powrotu do szkoły, ale dostrzegamy nierówność w traktowaniu naszego środowiska i wina leży tu absolutnie po stronie szefa MEiN – ocenił Broniarz w Radiu ZET.

25 dzieci ma wejść do pomieszczenia, w szatni mogą się wymieszać. Nie ma żadnych reguł, które wskazywałyby na to, że ktoś próbuje wspomóc nauczycielki i pracowników - powiedział prezes ZNP o braku reżimu sanitarnego w żłobkach czy przedszkolach.

Broniarz o powrocie dzieci do szkół

Broniarz był pytany o to, co sądzi o powrocie najmłodszych dzieci do szkół.

Gdybym miał mówić o emocjach, które towarzyszą nam, nauczycielom – pomysł oczekiwany. Ale jeżeli mówimy o tym, że ułamek nauczycieli został zaszczepiony, jesteśmy szczepieni AstraZenecą i II dawka jest za 1,5 miesiąca, to rodzą się obawy – komentował związkowiec..

Wejście do szkół w systemie połowicznego zaszczepienia, przy bardzo dużej odległości do II dawki szczepionki, u wielu nauczycieli budzi strach, emocje, obawy o zdrowie własne i o zdrowie swoich bliskich – dodał.