Dziennik Gazeta Prawana logo

Stołówki okazały się niezbędne, nawet gdy szkoły były zamknięte

17 kwietnia 2021, 12:12
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Stołówka
<p>Stołówka</p>/Shutterstock
Okazały się niezbędne, nawet gdy szkoły były zamknięte. Przy okazji stało się jasne, że stołówki bardzo się zmieniły.

Koronawirus spowodował, że gminy musiały zmienić podejście do żywienia dzieci. Raz, że trzeba było zadbać o uczniów z rodzin w trudnej sytuacji materialnej, dla których obiad w szkole był nieraz jedynym ciepłym posiłkiem w ciągu dnia; dwa – pomyśleć o dzieciach, które korzystały ze stołówek, bo ich rodzice nie mieli czasu na codzienne gotowanie. Z biegiem czasu okazało się, że nawet jeśli szkoła nie działa albo działa w ograniczonym zakresie, to stołówka powinna pracować i wydawać posiłki, choć na innych zasadach. Dla dzieci najmłodszych, które uczą się stacjonarnie – na miejscu, a dla tych, co mają lekcje zdalne w określonych godzinach, tak, by zapewnić dystans społeczny. Wiele stołówek wprowadziło też możliwość odbioru obiadów na wynos, a nawet z dowozem do domu. Nagle okazało się, że z niedrogich, szkolnych obiadów chętnie skorzystaliby też rodzice.

Te zmiany potwierdza wójt podwarszawskiego Izabelina. mówi Dorota Zmarzlak. W związku ze zwiększoną liczbą wydawanych obiadów oraz obsługą podopiecznych ośrodka pomocy społecznej gmina planuje zatrudnić od kwietnia kolejną kucharkę. By zaś wszystko było w porządku, radni mają zamiar podjąć uchwałę o powstaniu nowej jednostki pod nazwą „stołówka gminna”. Będzie ona świadczyła usługi zarówno dla uczniów, jak i dla ich wszystkich zainteresowanych. Chętnych będzie raczej sporo, bo Izabelin jako jeden z tych samorządów przyjrzał się dokładnie temu, co placówki oświatowe serwują dzieciom na talerzach, i jeszcze przed pandemią – w 2019 r. – zreformował cały system.

Gmina zajrzała w talerze

opowiada Dorota Zmarzlak. Kolejnym ruchem był konkurs na gminnego intendenta. Gminie się poszczęściło, bo do pracy zgłosiła się osoba zaangażowana, z pasją do gotowania. dodaje Dorota Zmarzlak.

Potem zmienił się pracodawca kucharek. Przestały podlegać dyrektorowi szkoły czy przedszkola, a przeszły pod wójta. Bezpośredni nadzór sprawuje nad nimi centralna intendentka. mówi wójt Izabelina. Nie ma wątpliwości, że stało się tak dlatego, że obiady są smaczne, kolorowe i dobrze podane. Je się bowiem oczami.

CAŁY TEKST DOSTĘPNY W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj