Strajk Kobiet błyskawica
Podłożem zorganizowania debaty online była opisywana w mediach sytuacja w trakcie zdalnego wykładu z prawa konstytucyjnego sprzed trzech tygodni. Wykładowczyni wydziału prawa i administracji UŚ oczekiwała, aby studentka usunęła ze swojego zdjęcia profilowego symbol Strajku Kobiet. Debata przyniosła m.in. wniosek, że społeczność uczelni nie odczuwa potrzeby zmian jej wewnętrznych dokumentów, określających swobodę wypowiedzi.
Komentując ideę zorganizowania debaty na ten temat prof. Koziołek zaakcentował, że wolność wypowiedzi jest jednym z najistotniejszych elementów wolności akademickiej. Rektor zaakcentował przy tym, że wolny uniwersytet jest fundamentem demokracji.
– mówił prof. Koziołek.
Zastrzegł, że jednocześnie istotą uniwersytetu jest nieustanny proces kwestionowania praw już sformułowanych. – wskazał.
Zaznaczył, że w tym aspekcie uniwersytet jest dzieckiem oświecenia, na czele z jego ojcem, Kartezjuszem, który sformułował przekonanie, że początkiem każdego myślenia jest wątpienie.
Nikt nie ma przywileju bycia wolnym od krytyki – to jest fundament uniwersytetu. Ale uniwersytet jest też częścią świata politycznego, świata przekonań religijnych, systemów wartości, które wyznajemy. I w tym względzie uniwersytet także jest dzieckiem oświecenia politycznego w tym rozumieniu, które zawiesza karanie ludzi za poglądy – zastrzegł prof. Koziołek.
– obrazował.
Jak ocenił, uniwersytet pozostaje w kleszczach tych dwóch założycielskich idei. Jednocześnie dziś, za sprawą demokratycznej technologii, jaką jest internet, możliwość prezentowania indywidualnych poglądów stała się powszechna.
– pytał rektor UŚ.
Dodał, że wtorkowa debata była też rozmową o zdolności uniwersytetu do samorządzenia się w kwestiach, które nie są opisane albo w ogóle, albo dostatecznie, w przepisach i regulaminach, a także o swobodzie komunikacji w obrębie uniwersytetu.
– stwierdził prof. Koziołek.
W Uniwersytecie Śląskim trwa nadal postępowanie dyscyplinarne w głośnej sprawie byłej, emerytowanej obecnie wykładowczyni dr hab. Ewy Budzyńskiej, której rzecznik dyscyplinarny uczelni i studenci zarzucili narzucanie podczas wykładów własnego światopoglądu, sprzecznego z aktualnym stanem wiedzy naukowej.
Dr hab. Budzyńska, przez blisko 30 lat wykładająca na uczelni socjologię rodziny, przed ubiegłorocznymi świętami Bożego Narodzenia prowadziła zajęcia, na których opisywała rodzinę m.in. w chrześcijaństwie. W trakcie wykładu miała uznać, że dzieckiem można nazwać "dziecko w łonie matki", a także, że według klasycznej definicji rodzina składa się z "męża, żony, ojca, matki, dzieci, krewnych i powinowatych".
Katowicka prokuratura prowadziła postępowanie przygotowawcze w sprawie tworzenia fałszywych dowodów oraz fałszywego oskarżenia o popełnienie przewinienia dyscyplinarnego. Zawiadomienie w tej sprawie złożyła w styczniu br. osoba prywatna niemająca związku ani z wykładowczynią, ani studentami. W czerwcu br. postępowanie umorzono, ale potem prokuratura podjęła je ponownie, by umorzyć je znów pod koniec listopada br.
Władze Uniwersytetu Śląskiego stoją na stanowisku, że działania prokuratury godziły w autonomię uczelni, która prowadzi postępowanie dyscyplinarne ws. wykładów dr. hab. Budzyńskiej.
Rzecznik dyscyplinarny UŚ zarzucił dr hab. Ewie Budzyńskiej m.in., że formułowała wypowiedzi - w oparciu o własny, narzucany studentom światopogląd o charakterze wartościującym - stanowiące przejaw braku tolerancji wobec grup społecznych i ludzi o odmiennym światopoglądzie, nacechowane wobec nich co najmniej niechęcią, w szczególności wypowiedzi homofobiczne, wyrażające dyskryminację wyznaniową, krytyczne wobec wyborów życiowych kobiet dotyczących m.in. przerywania ciąży.