Kilka dni temu wiceminister nauki pytany przez „Kurier Lubelski”, co robić w związku z brakiem miejsc w szkołach ponadpodstawowych, oświadczył, że „może trzeba skorzystać z rozwiązań studenckich”. – mówił dziennikarzowi Andrzej Stanisławek. Po czym złożył dymisję.
Jednak, jak wynika z naszej analizy, nie mijał się z prawdą. Rodzice nie wykluczają takiej ścieżki. – – mówi Monika Astrabas z JPEdukacja. I dodaje, że po raz pierwszy obserwują tak duże zainteresowanie wyjazdami dla dzieci zaraz po obowiązkowym etapie edukacji. Wcześniej dotyczyło to raczej licealistów, np. po pierwszej klasie liceum. – – dodaje Monika Astrabas.
Podobne głosy płyną z innych agencji organizujących wyjazdy do szkół średnich. – – mówi pracownik firmy Language Abroad z Dąbrowy Górniczej. Janusz Pelizg, właściciel firmy Perfect. Study. Work. Travel, spodziewał się takiego efektu. – – mówi.
Firmy są jednogłośne: – – mówią nam w firmie Project Travel. – – dodaje ekspert z T & T (Teaching & Travel). Choć najwięcej chętnych jest z dużych miast takich jak Warszawa, Wrocław, Gdańsk czy Kraków, właściciele firm przekonują, że wysyłają uczniów z całej Polski.
Potwierdzają to rodzice. –– tłumaczy matka ucznia, który znalazł się w grupie pierwszych „zreformowanych” ósmoklasistów.
Wyjazdy nie są masowe, głównie ze względu na koszty. Te zaczynają się od 30–40 tys. zł rocznie. Za dzieci uczące się w publicznych szkołach w Wielkiej Brytanii trzeba zapłacić 7 tys. funtów, w USA – 7 tys. dolarów (to dla tych, którzy wezmą udział w rządowym projekcie). Ekskluzywne, prywatne szkoły to już rząd setek tysięcy złotych. – – mówi pracownik T & T.
Jak przekonują eksperci, grupa uczniów wyjeżdżających rośnie również dlatego, że coraz częściej rodziców na to stać. Do tego zagraniczne licea wybierają ci, którzy świadomie planują studia, zwłaszcza na kierunkach takich jak inżynieria, computer science czy medycyna. – – mówi Michał Piątkowski z Elab Education Laboratory, firmy doradztwa edukacyjnego. Jak przekonuje, wielu rodziców i uczniów traktuje to jako inwestycję. Chodzi o znajomość języka, ale także i różnego rodzaju przeliczniki na studia. – – tłumaczy Michał Piątkowski.
Zdecydowana większość wyjeżdżających wybiera Wielką Brytanię, kolejna grupa kieruje się do USA. Pojedyncze wyjazdy są do Kanady, Holandii czy Australii.
O tym, że coraz więcej dzieci uczy się w innych krajach, świadczą też dane MEN. Resort zbiera jedynie informacje o dzieciach w podstawówkach i gimnazjach. W roczniku 2009/2010 do szkoły podstawowej lub gimnazjum za granicą uczęszczało 36,7 tys. dzieci. W ubiegłym roku było ich już 118,9 tys. Dlaczego ta liczba wzrasta? Jednym z powodów, zdaniem ekspertów, jest to, że dorastają dzieci emigrantów zarobkowych, którzy wyjechali z kraju po wejściu Polski do UE i otwarciu granic. – – potwierdza Monika Astrabas. Większość z nich może zostać za granicą. Do powrotu mogą je zniechęcać także ciągłe zmiany w polskich szkołach.