Związek Nauczycielstwa Polskiego jeszcze w czerwcu alarmował, że przez decyzje resortu edukacji o zniesieniu obowiązkowej nauki dla sześciolatków pracę straci nawet 15 tys. nauczycieli. Powód? Do pierwszej klasy poszło tylko 210 tys. dzieci, co jest efektem pozostawienia sześciolatków w przedszkolach. W poprzednich latach pierwszaków było niemal dwukrotnie więcej.
Dziś w rozmowie z DGP prezes ZNP Sławomir Broniarz przyznaje, że wiele samorządów pozostawiło klasy liczące po kilkoro dzieci, a tym samym nie doszło do tak dużych zwolnień, jak się spodziewał. Z sondy przeprowadzonej przez DGP w kilkudziesięciu gminach wynika, że samorządy postanowiły nie zwalniać i przetrzymać ten okres przejściowy – za rok puste klasy wypełni rocznik siedmiolatków.
Alicja Kristein, dyrektor biura obsługi placówek oświatowych w Kościerzynie, przyznaje, że w gminie nie było ani zwolnień, ani przyjęć nowych nauczycieli. Taka sama sytuacja jest m.in.: w Grodkowie, Grodzisku Wielkopolskim, Łomży, Gogolinie, Wejherowie, Szklarskiej Porębie, Węgorzewie, Żywcu. W Giżycku umów nie przedłużono tylko czterem stażystom, ale dla jednego z nich udało się znaleźć pracę w przedszkolu. W Głubczycach trzy osoby straciły pracę, ale już jednej w tym miesiącu wycofano wypowiedzenie.
Lawinowych zwolnień nie było też w większych miastach. W Zielonej Górze utworzono łącznie ok. 20 etatów. W Katowicach pracę straciło tylko czterech nauczycieli. Co więcej, pod koniec sierpnia wycofano im wypowiedzenia, a w przypadku 59 cofnięto też decyzje o zmniejszeniu wymiaru etatu. Dyrektorzy poznańskich placówek tylko w 17 przypadkach zdecydowali się na wypowiedzenie umów na podstawie art. 20 Karty nauczyciela (zmian organizacyjnych polegających na zmniejszeniu liczby oddziałów). W mieście 19 osób odeszło na emeryturę, a 134 nauczycielom, którzy pracowali na zastępstwo lub byli stażystami, nie przedłużono umów. - potwierdza Hanna Surma, rzecznik prezydenta Poznania.
Koszty utrzymania zatrzymanych nauczycieli muszą ponieść samorządy – MEN nie przewidziało na to w tym roku dodatkowych pieniędzy. A tymczasem jeden nauczycielski etat to średnio ok. 60 tys. zł rocznie. Co więcej, rodzice, pozostawiając sześciolatki w przedszkolach, spowodowali, że samorządy otrzymają o 1,3 mld zł niższą subwencję oświatową (do przedszkoli trafia od państwa dotacja, która pokrywa tylko różnicę w niskich opłatach wnoszonych przez opiekunów i wynosi zaledwie 1,4 tys. zł). Resort deklaruje, że zmieni się to w przyszłym roku, kiedy przedszkolne sześciolatki obejmie subwencją na poziomie 4,6 tys. zł na dziecko.
Samorządy przyznają, że głównym powodem odstąpienia od zwolnień są koszty. Przy założeniu, że prognozy szefa ZNP sprawdziłyby się, większości z 15 tys. nauczycieli trzeba byłoby wypłacić sześciomiesięczne odprawy albo zezwolić im na pobieranie pensji przez pół roku, jeśli zdecydowaliby się na stan nieczynny. Przy średniej pensji nauczyciela wynoszącej 3,7 tys. zł trzeba byłoby się liczyć z kwotą 333 mln zł. - mówi Jerzy Kazimierz Sochacki, wójt gminy Szczawin Kościelny (woj. mazowieckie). - dodaje.
Mimo że tegoroczna skala zwolnień nie okazała się tak duża, jak przewidywali związkowcy, MEN obawia się przyszłego roku. Wówczas zaczną się ruchy kadrowe związane z wygaszaniem gimnazjów. Proces ma ruszyć we wrześniu 2017 r. Minister Anna Zalewska wysłała do nauczycieli list, w którym uspokaja: "Nauczyciele zatrudnieni w szkołach aktualnie funkcjonujących od 1 września 2017 r. z urzędu staną się nauczycielami szkół tworzonych w ramach nowego systemu. Oznacza to, że np. nauczyciele gimnazjum, które zostanie przekształcone w ośmioletnią szkołę podstawową z oddziałami gimnazjalnymi, z urzędu staną się nauczycielami szkoły podstawowej".
Anna Zalewska już teraz negocjuje ze związkami elementy pakietu osłonowego. Zgodnie z deklaracją ze spotkania z oświatową Solidarnością jego częścią mają być m.in. listy nauczycieli zagrożonych zwolnieniem prowadzone przez kuratorów. Dyrektorzy mają zatrudniać w pierwszej kolejności osoby z tych list. Minister chce też ograniczyć możliwość przydzielania pedagogom godzin nadliczbowych. W ten sposób pracy wystarczyć ma dla wszystkich pedagogów.
Takie rozwiązanie nie podoba się jednak samorządom. ocenia wiceprezydent Gdańska Piotr Kowalczuk. - przekonuje. Dodaje też, że w Gdańsku baza nauczycielskich CV już funkcjonuje. Zbiera je wydział rozwoju społecznego. – mówi. Kowalczuk zwraca uwagę, że choć skala zwolnień w tym roku nie była duża, to wielu nauczycieli boi się o przyszłość. - wylicza. ⒸⓅ
Mniejsze obwody, mniejsze klasy
Projekt ustawy sankcjonującej reformę edukacji ma być gotowy dopiero w połowie września, ale minister edukacji ujawniła szczegóły czekających nas zmian. Z zapowiedzi, które przedstawiła podczas spotkania ze związkami zawodowymi, wynika, że od 2017 r. na pewno zmniejszeniu ulegną obwody szkolne. To konsekwencja tego, że czas nauki w szkołach podstawowych zostanie wydłużony z sześciu do ośmiu lat. Co za tym idzie - przybędzie im uczniów. Jak zapowiada minister, sieć szkolna ma być także konsultowana z kuratorami oświaty. "Gminy i powiaty zaplanują i wdrożą niezbędną korektę sieci szkolnej na podstawie jednej uchwały" - uspokajała minister w liście otwartym do nauczycieli.
Jednocześnie ustawa ma zmniejszyć liczebność klas. W tej chwili jedynie w klasach 1–3 jest ograniczenie do 25 uczniów (w szczególnych przypadkach można je powiększyć do maksymalnie 27). Nie wiadomo jednak, czy ograniczenie będzie też obowiązywać w liceach, technikach i szkołach branżowych.
Między 5 a 10 września mamy poznać nazwiska osób, które będą pracowały nad nowymi podstawami programowymi. Mają one być gotowe jeszcze w tym roku szkolnym, tak by wydawnictwa zdążyły z przygotowaniem podręczników. W połowie września natomiast MEN ma zaprezentować siatkę godzin – czyli podział, ile godzin jakiego przedmiotu będzie na poszczególnych etapach nauki.
W okresie przekształceń szkołami zarządzać będą dotychczasowi dyrektorzy. W sytuacji zakończenia kadencji przed końcem okresu przejściowego samorządy będą mogły przedłużyć powierzenie tej funkcji obecnemu dyrektorowi. ⒸⓅ
Marek Olszewski wójt gminy Lubicz, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP:
Przemysław Krzyżanowski wiceprezydent Koszalina, przewodniczący komisji edukacji Związku Miast Polskich: Dyrektor szkoły jest jednocześnie członkiem rady pedagogicznej i pracodawcą. Tylko on odpowiada za politykę kadrową swojej placówki, odbieranie mu tej kompetencji to bardzo zły pomysł. Do tej pory powszechną praktyką było urządzanie konkursów na nauczycielskie stanowiska tak, by wybrać do pracy tych najbardziej kompetentnych. Nie wyobrażam sobie zastąpienia tego nakazem od kuratora. Jeśli tworzyć listy zagrożonych zwolnieniem, to tylko jako bank nauczycielskich CV , z którego dyrektor może, ale nie musi korzystać.
Próby znalezienia rozwiązania problemu zwolnień nauczycieli są zrozumiałe – redukcja będzie konsekwencją reformy. W tym roku jeszcze tego nie widać, bo samorządy starały się, by nie zwalniać. My mieliśmy zagrożonych 400 etatów. Ich ochrona kosztowała 2 mln zł – utworzyliśmy nowe oddziały przedszkolne, zachęcaliśmy rodziców, by sześciolatki, które są na to gotowe, posłali do szkół. Dzięki temu ok. 40 proc. dzieci urodzonych w 2010 r. poszło do pierwszej klasy. ⒸⓅ