Minister Barbara Nowacka zapowiedziała, że rozstrzygnie losy edukacji zdrowotnej przed końcem miesiąca. Na razie resort "nie puszcza farby". Urzędnicy nie ujawniają, czy ulegną naciskom środowisk konserwatywnych, czy postawią na twardy obowiązek szkolny.
Wiceminister Katarzyna Lubnauer sugeruje, że podstawa programowa może zostać rozszerzona. Do lekcji o diecie i sporcie dołączą tematy dotyczące transplantologii, higieny jamy ustnej oraz chorób neurologicznych, takich jak padaczka. Ministerstwo chce budować u dzieci odporność na całe życie, stawiając na profilaktykę i zdrowie psychiczne.
Idzie fala protestów?
Decyzja o obowiązkowości przedmiotu to nie tylko kwestia merytoryczna. Sławomir Wittkowicz z WZZ "Forum – Oświata" uważa, że to czysta polityka. Jak podaje Portal Samorządowy, jeśli ministerstwo narzuci wszystkim uczniom naukę o seksualności, musi liczyć się z falą protestów ze strony organizacji rodzicielskich i Kościoła.
Związkowcy ostrzegają, że kontrowersyjne treści mogą stać się paliwem politycznym dla opozycji. Z tego powodu resort rozważa opcję "dobrowolności" niektórych modułów lub oddanie ostatecznego głosu rodzicom.
Dlaczego uczniowie unikają zajęć?
Obecnie sytuacja w szkołach wygląda słabo. Z szacunków MEN wynika, że w lekcjach o zdrowiu uczestniczy tylko 30 proc. uczniów. Główne powody to:
- Nadmiar godzin: Uczniowie techników są zbyt obciążeni, by brać kolejne zajęcia.
- Plan lekcji: Szkoły często wpisują te zajęcia na pierwszej lub ostatniej godzinie.
- Wygoda: "Nie muszą, to nie chodzą" – mówią wprost dyrektorzy placówek.
Katarzyna Lubnauer potwierdza, że największą frekwencję notuje się w klasach 4–5 szkoły podstawowej. W starszych rocznikach frekwencja drastycznie spada.
Dyrektorzy szkół, tacy jak Marek Mendel z PSP w Kościeliskach, popierają obowiązkową edukację w podstawówkach, ale w szkołach średnich widzą miejsce na wybór. Jak podaje Portal Samorządowy, dyrektorzy sugerują, aby to rodzice decydowali, które treści z podstawy programowej chcą wyłączyć.
ZNP uważa, że edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowa
Taki kompromis mógłby uspokoić nastroje. Pozwoliłby uniknąć oskarżeń o łamanie konstytucyjnego prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Z drugiej strony, Związek Nauczycielstwa Polskiego twardo stoi na stanowisku, że przedmiot powinien być obowiązkowy w całości, bo tylko systematyczna nauka przyniesie efekty zdrowotne.