Radni zadecydują o losie czterech śródmiejskich przedszkoli: nr 30 "Zielona Łódeczka" przy ul. Rozbrat 10/14, nr 32 przy ul. Nowogrodzkiej 17, nr 34 przy ul. Emilii Plater 25 i nr 36 "Odkrywcy Nowego Świata" przy ul. Nowy Świat 41A. Przyczyną ich likwidacji jest niż demograficzny i spadek przyrostu naturalnego.

Przedszkola będą wygaszane

Śródmieście to dzielnica, w której było swego czasu najwięcej przedszkoli. Teraz miasto buduje przedszkola w dzielnicach, w których brakuje miejsc dla przedszkolaków, czyli tam gdzie powstają nowe osiedla mieszkaniowe.

Reklama

Przedszkola nie będą zlikwidowane, ale stopniowo wygaszane. W opuszczonych budynkach mogą powstać np. poradnie psychologiczno-pedagogiczne, Jednym z przedszkoli śródmiejskich jest zainteresowane kuratorium oświaty, a innym szpital.

Niż demograficzny w szkołach i przedszkolach

Szkoły i przedszkola stoją u progu niżu demograficznego. Zgodnie z prognozami będzie zmniejszać się liczba dzieci w wieku przedszkolnym. W roku 2027/28 liczba przedszkolaków spadnie poniżej 1,2 mln a w ciągu kolejnych pięciu lat – jeśli spełnią się pesymistyczne prognozy demograficzne – ich liczba obniży się poniżej miliona.

Likwidacje etatów dotkną także nauczycieli innych specjalności. Prognozy Instytutu Badań Edukacyjnych pokazują, że wzrost uczniów w szkołach ponadpodstawowych do roku 2027, a następnie spadek wartości. Tak samo będzie z nauczycielami: poroku 2027 ich liczba może się zmniejszyć.

Reklama

MEN: To radykalnie zmienia sytuację szkół

Wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer powiedziała kilka tygodni temu na spotkaniu z nauczycielami, że szkoły muszą przygotować się na dramatyczny niż demograficzny. Ostatni liczniejszy rocznik poszedł teraz do drugiej klasy, czyli ponad 400 tysięcy dzieci. W 2024 roku urodziło się 252 tysiące dzieci, a w 2025 – wszystko wskazuje na to, że liczba urodzeń wyniesie około 240 tysięcy, być może trochę mniej - wyliczała Katarzyna Lubnauer cytowana przez kieleckie "Echo Dnia". Dodała, że to radykalnie zmienia sytuację szkół.

Zdaniem wiceminister potrzebne są zmiany w prawie. Dlatego MEN przygotowało nowe przepisy, które pozwolą szkołom przekształcać się w lokalne centra życia społecznego. Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy Prawo oświatowe przygotowany w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Ma być alternatywą dla likwidacji małych szkół.

Pracy dla nauczycieli nie zabraknie?

Jarosław Pytlak, nauczyciel z Warszawy uważa jednak, że pracy dla nauczycieli nie zabraknie. "Jeśli jednak ktoś ma nadzieję, że sytuacja za lat kilka się unormuje, to muszę przestrzec, że najprawdopodobniej jest błędzie; nauczycieli nadal będzie brakowało. Dlaczego? Ano dlatego, że zupełnie zmieniły się okoliczności społeczne: zarówno potrzeby, jak i oczekiwania dotyczące edukacji młodego pokolenia" - napisał na swoim blogu.

Jego zdaniem, za 5-10 lat "jeden nauczyciel w szkole podstawowej nie będzie w stanie zająć się skutecznie więcej niż piątką dzieci naraz". Jedną z przyczyn stanie się - według nauczyciela - edukacja włączająca.

MEN: Szkoły będą pustoszały

Na razie MEN przygotowuje się na inny scenariusz. Dane demograficzne są porażające. W regionach trudnych geograficzne lub demograficznie szkoły będą pustoszały- mówiła na początku grudnia ministra edukacji Barbara Nowacka.

Przytoczyła ostrożne prognozy demograficzne, które mówią, że będzie 30 proc. dzieci mniej do 2060 r. Bardziej drastyczne prognozy przewidują 45 proc. spadek liczby dzieci i młodzieży.

Powrót do pomysłu szkół zbiorczych

MEN ma rozwiązanie systemowe. W grudniu 2025 roku rząd przyjął projekt nowelizacji prawa oświatowego, w którym zaproponowano powrót do pomysłu szkół zbiorczych. Jak informuje Gazeta Wyborcza, "w szczególnie trudnych warunkach demograficznych lub geograficznych" szkoła podstawowa będzie mogła zorganizować naukę dla klas I-III, I-IV albo IV-VIII. Oprócz tego szkoły podstawowe będą mogły tworzyć swoje filie: dla klas I-III albo I-IV. Młodsze dzieci będą chodziły do placówek blisko domu, a starsze mają jeździć do szkół zbiorczych. Za transport dzieci i młodzieży zapłacą samorządy.

Jak czytamy w Gazecie Wyborczej, pomysł szkół zbiorczych nie jest nowy, takimi szkołami były gimnazja. Dzieci po szóstej klasie, zwłaszcza te z mniejszych ośrodków, stykały się dzięki nim z innym środowiskiem - i to wyrównywało ich szanse edukacyjne.