Przykład pierwszy z brzegu, czyli prasa brytyjska. Nagłówek na stronie konserwatywnego "The Telegraph" grzmi: Po 13 latach laburzystowskich rządów brytyjska edukacja jest gorsza niż Polska. "Daily Mail" odnotowuje, że uczniowie z Wielkiej Brytanii plasują się za dziećmi z takich krajów jak Polska i Estonia.

Czytaj więcej o rankingu PISA>>>>

Na łamach "The Telegraph" Toby Young, autor znanej książki "Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi" za jeden z najbardziej szokujących wniosków płynących z wyników PISA uważa fakt, że polscy nauczyciele osiągają znacznie lepsze efekty, przy czym ich uposażenia są o połowę mniejsze niż to, co zarabiają ich brytyjscy odpowiednicy.

Brytyjscy nauczyciele należą do najlepiej opłacanych na świecie, a mimo to wynikom naszych dzieci daleko do najlepszych. "Musicie się bardziej postarać" w tym wypadku stanowi poważne niedopowiedzenie - apeluje Young. Na Wyspach wyniki są tym bardziej szokujące, że Irlandia Północna i Walia wypadły znacznie gorzej niż i tak przeciętna Anglia.

Nad wynikami polskich uczniów zastanawiał się też "Huffington Post", który zapytał o komentarz dziennikarkę Amandę Ripley - autorkę książki "Najmądrzejsze dzieciaki na świecie". Ripley śledzi doświadczenia uczniów ze Stanów wysłanych na programy wymiany do Finlandii, Polski i Korei.

To niesamowite, że uczniowie w Polsce radzą sobie w matematyce jak ich rówieśnicy z Finlandii, biorąc pod uwagę, że ubóstwo dotyka tam 16 proc. dzieci. Polsce daleko do Finlandii, pod każdym względem. Artykuł jako potencjalną przyczynę doskonałego wyniku polskich uczniów wymienia reformę edukacji z 1999 r. - U nas znaną szerzej jako utworzenie powszechnie krytykowanego gimnazjum, którą Ripley - trochę inaczej niż my tutaj, w Polsce - interpretuje jako "podciąganie uczniów do wyższych standardów".

Fakt, że polscy uczniowie doganiają (czy też przeganiają) tak bardzo dzieci z innych, rozwiniętych krajów budzi przerażenie nie tylko komentatorów, ale także zwykłych internautów. - Spadek w rankingu poniżej Polski jest straszny - komentuje jeden z użytkowników anglojęzycznego serwisu z informacjami ze Szwecji "The Local".

Powinien to być dzwonek ostrzegawczy dla naszych polityków. Kraje, które radzą sobie coraz lepiej - jak Finlandia, Estonia i Polska - nie mają problemu imigracji.

Z drugiej jednak strony Mark Schneider, jeden z ekspertów związany z amerykańskim, konserwatywnym think-tankiem American Enterprise Institute zauważa, że po osiągnięciu pewnego poziomu rozwoju edukacyjnego dla narodu zaczynają się liczyć inne czynniki niż tylko liczba punktów w badaniu PISA. Zdaniem Schneidera z amerykańskiej perspektywy znacznie ważniejsza jest pielęgnacja takich cech jak wrodzona przedsiębiorczość, wysoki kapitał społeczny czy rządy prawa, które uczyniły z Ameryki „obiekt powszechnej zazdrości na świecie”.

Pozwólmy Japonii, Belgii i Polsce dawać nam łupnia w PISA. Kogo to obchodzi? - dodaje Schneider.