Dziennik Gazeta Prawana logo

Samotni w świecie permanentnej komunikacji. "Dla młodych wirtualny świat jest jak najbardziej realny"

1 września 2018, 21:12
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Dziecko korzystające z internetu
Dziecko korzystające z internetu/Shutterstock
Głębokie, obezwładniające poczucie osamotnienia i beznadziei towarzyszy im na każdym kroku. Porzucone przez dorosłych, zepchnięte w odmęty internetu, nie mają z kim porozmawiać o świecie, który je otacza. Nie mają przyjaciół, bo w sieci nie ma przyjaźni, tylko hejt i lans

Na dorosłych „internetach” od lat hitem są udostępniane sobie wzajemnie kawałki o dawnych, dobrych latach szczęśliwego dzieciństwa. Kiedy świat był młody, gdy można było biegać od rana do wieczora po podwórku, nie było telefonów komórkowych, za to przysmakiem była oranżada w proszku… Każde dziecko miało swoją paczkę przyjaciół, tajemnice, sprzymierzeńców i wrogów. Większość rzeczy robiło się wspólnie, nawet jeśli to było wiszenie na trzepaku. Ci sami dorośli, którzy z takim rozrzewnieniem wspominają dawne czasy, wtrącili swoje potomstwo do zimnego cyfrowego piekła. I wychowują na kalekich emocjonalnie, nastawionych zadaniowo do życia idealnych pracowników korporacji. Potem dziwią się, gdy w doskonale naoliwionym mechanizmie coś zgrzyta, przyszły korpoludek trafia do szpitala z dziecięcą depresją lub zaburzeniami odżywiania, idzie w dopalacze lub postanawia odebrać sobie życie.

Sztuka odróżniania głupoty od zła

Krzysztof Woźniak, znany we vlogosferze jako Ator, zauważa, że dorośli o całe zło tego świata są skłonni dziś oskarżać to, co się dzieje w internecie. Jakby to sieć sama w sobie była winna, że toną w niej najmłodsi. A przecież za każdym zdarzeniem stoi jakiś, najczęściej dorosły, człowiek, który w sobie znanych celach – najczęściej dla pieniędzy i sławy, czasem z głupoty – wiedzie najmłodszych na pokuszenie. W zeszłym roku opinia publiczna ekscytowała się „Niebieskim wielorybem”, sieciową grą, która miała doprowadzać młodych ludzi do wyczerpania i samobójstw. Dziś w internecie straszy laleczka zwana Momo, która według doniesień medialnych ma dzwonić i wysyłać SMS-y do dzieci, nakazując im wykonywanie różnych strasznych zadań, włączając w to samookaleczanie. W niektórych przypadkach ma to nawet prowadzić do targnięcia się młodego człowieka na swoje życie. Tyle że, jak podkreśla Woźniak, zarówno wieloryb, jak i Momo to współczesne odpowiedniki czarnej wołgi, legendy miejskiej o samochodzie krążącym po kraju i porywającym dzieci, jaką ongiś opowiadano sobie na ucho. Nikt w to nie wierzył, ale fajnie się słuchało – był dreszczyk emocji. Tak samo jak dziś – rzeczy tajemnicze, straszne pociągają. – Ale za nimi stoją internetowi biznesmeni, którzy polują na kliki sprawiające, że droższe będą zamieszczane na ich stronach reklamy – śmieje się Ator. Nie laleczki Momo należy się bać, ona nie zadzwoni do naszych dzieci, ale internetowych pedofili i nieodpowiedzialnych vlogerów, którzy będą namawiać najmłodszych do przemocy, do zastraszania innych dzieci, do nienawiści, spożywania używek, obnażania się etc. Jest ich w przestrzeni internetowej bez liku, przeciwko kilku od lat toczą się postępowania lub sprawy sądowe i nic nie wskazuje, żeby się szybko skończyły.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj