Już w najbliższy poniedziałek maturzyści zasiądą do pisemnego egzaminu z języka polskiego. I znowu ich głównym problemem będzie tzw. klucz, czyli standardowy sposób oceny odpowiedzi według z góry ustalonego schematu.
"Ogłupiający, niemądry, absurdalny" - tak w zeszłym roku oceniali klucz znani nauczyciele akademiccy. Na łamach DZIENNIKA wielokrotnie alarmowali, że uczy on młodych ludzi, by kurczowo trzymali się jednej, nakreślonej przez Centralną Komisję Egzaminacyjną interpretacji. Jednym z zagorzałych krytyków klucza był profesor pedagogiki Krzysztof Konarzewski. Kilka miesięcy temu to on został szefem CKE i zajął się reformowaniem egzaminu dojrzałości.
: Rzeczywiście, egzamin maturalny w obecnym kształcie bada przede wszystkim umiejętność samoograniczania się. To oczywista ironia, bo przecież nie o to
powinno chodzić. Zresztą mieliśmy u nas w CKE dyskusję, jak dalece uczeń musi się trzymać poleceń. Ja mówiłem, że uczeń ma wykonać to, czego się od niego wymaga, ale niekoniecznie w tej
formie, jaka jest mu narzucona w poleceniu. Jednak inni koledzy twierdzili, że uczeń ma literalnie wykonywać wszystko, co znajduje się w treści zadania. Ale przecież matura to nie jest test
posłuszeństwa! Sam jestem wrogiem usztywniania klucza, bo to powoduje, że kiedy uczeń ma wskazać jeden wers wiersza, w którym omawia się podmiot liryczny, a pokaże dwa wersy, to mu się tego
nie zalicza. Bo przecież polecenie wyraźnie mówiło o jednym.
Przyznaję, że w tym roku jeszcze niewiele się zmieni. Dlatego jedyne, co mogę zrobić, to poradzić uczniom, by swoje najbardziej twórcze pomysły odłożyli na inną okazję. Matura to tylko
egzamin i nie wymaga wielkiej erudycji. Raczej sprawdza, na ile młody człowiek potrafi operować tą dość ograniczoną wiedzą, jaką zdobył w szkole. I jeszcze radzę, żeby pisząc
wypracowanie, raczej nie podejmować gry z egzaminatorem. Bo można tę grę przegrać.
Powinien się natychmiast skontaktować się najpierw z przewodniczącym swojej komisji, a jeśli ten nie będzie mu w stanie pomóc, również z Centralną Komisją Egzaminacyjną. U nas od
początku do końca matur w pełnej gotowości będzie czuwał sztab ludzi, którzy będą kierować wszelkie pytania do najwybitniejszych autorytetów z różnych dziedzin. Będziemy rozstrzygać
wszelkie wątpliwości. Po podjęciu decyzji w jednostkowym przypadku, powiadomimy o problemie egzaminatorów w całej Polsce, tak by mogli uwzględnić naszą decyzję. Tam, gdzie się da, już po
egzaminie będziemy rozluźniać klucz na podstawie próbki prac uczniowskich. Ale to będą jedynie kosmetyczne zmiany. Trudno sobie przecież wyobrazić, żeby tysiące egzaminatorów można było
przestawić nagle na inne tory. Mogę więc tylko obiecać, że postaramy się nikogo nie skrzywdzić.
Są nawet podręczniki, które uczą pod klucz. Wiem i ubolewam nad tym. I rozumiem, że wielu nauczycieli może być sfrustrowanych. Ale nauczyciel powinien pamiętać, że uczy nie po to, żeby
przygotowywać dzieci do testu, tylko żeby poszerzać ich wiedzę.
To już inna sprawa. Jeżeli ktoś jest nauczycielem z powołania, to trudno: niech go biją, ale i tak robi swoje. Jeżeli uczy dobrze, to i dzieci są dobrze przygotowane do matury.
To jest przypadek "Stowarzyszenia umarłych poetów" - jestem tak dobrym nauczycielem, że nie przygotowuję moich uczniów do funkcjonowania w szkolnym systemie. Jednak taki
nauczyciel nie jest naprawdę dobrym pedagogiem, bo edukacja nie polega na indywidualnym spotkaniu dwóch twórczych umysłów. Edukacja ma swoje reguły, bo jest masowa. Dlatego w tym słynnym
filmie Robin Williams poniósł klęskę, bo poszedł za daleko.
Teraz nikt nie próbuje naśladować bohaterów tego filmu. Wręcz przeciwnie, nauka polega przede wszystkim na wkuwaniu schematów. Jeżeli choć jeden licealista tak robi, to jest poważny powód do zmartwienia. Dlatego traktuję ten problem traktuję bardzo poważnie i obiecuję, że w przyszłym roku klucz zasadniczo się zmieni.
Mam plan, by odejść od analitycznego sprawdzania wypracowań. Ale nie może tego rozstrzygać arbitralnie jeden człowiek, bo moglibyśmy spaść z deszczu pod rynnę. Ale mamy na to rok, który
nas dzieli od przyszłorocznej sesji egzaminacyjnej. Ten rok wykorzystamy na ulepszenie klucza.
To system, który polega na liczeniu fragmentów wypowiedzi ucznia, czasem nawet pojedynczych zdań, związków frazeologicznych i akapitów. Uzyskuje się w ten sposób ogólny wynik wypracowania.
Jednak taki sposób oceniania jest zaprzeczeniem swobodnej i twórczej wypowiedzi. Dochodzi nawet do tego, że w poleceniu prosi się np. maturzystę: podaj trzy argumenty, uzasadnij je, podaj
jeszcze dwa przykłady, wskaż jeden fragment, itd. Po co? Tylko po to, by egzaminator mógł sobie odhaczyć, że to i to polecenie zostało wypełnione, i żeby potem mógł wypracowanie łatwo
ocenić. To ułatwienie tylko dla niego, natomiast uczniowi odbiera swobodę wypowiedzi. A przecież bez tej swobody nie można ocenić, jak dobrze maturzysta koordynuje swoje zasoby umysłowe w celu
wykonania zadania.
Będę chciał, by egzaminator mógł uchwycić łączne walory pracy. Żeby mógł sprawadzać, czy tekst jest spójny, czy jest na temat, i czy zawiera przekonujące argumenty. I dopiero za to
uczeń otrzymywałby maksymalną liczbę punktów. Więc gdyby pojawiło się wypracowanie składająces się z sałatki słownej, ale ze "słusznych fraz", to nie można by go
było zaliczyć.
Niestety tak. Wystarczy zrobić sałatkę słowną, ale z dobrych składników i zdać maturę.