Jak się ma wiara w naukę w pandemii?

Reklama
Można postawić dwie rywalizujące hipotezy. Pierwsza, że jej autorytet został nadszarpnięty z powodu uciążliwości różnych rekomendacji padających ze strony ekspertów, epidemiologów. Pojawiły się też teorie spiskowe będące symptomem podejrzliwości niektórych ludzi wobec nauki i naukowców. Alternatywna hipoteza mówiłaby, że prestiż nauki wzrósł, ponieważ pandemia pokazała i uświadomiła, jak bardzo w sytuacjach dziejowej próby potrzebujemy sprawnej nauki, efektywnej w tworzeniu wynalazków, zwłaszcza testów i szczepionek.
I która teza okazała się słuszna?
Wyniki przeprowadzonego przez nas sondażu przemawiają za drugą. Wydaje się, że ludzie dostrzegli w nauce i w medycynie przede wszystkim szansę ratunku. W ten sposób interpretuję wysokie zaufanie do naukowców i lekarzy.
Ale naukowcy czy lekarze z zasady cieszą się autorytetem.
Są przesłanki, aby twierdzić, że to nie jest jedynie rutyna myślowa. Proszę zwrócić uwagę na pozostałe wskaźniki zaufania. Symptomatyczny jest w szczególności relatywnie niski poziom zaufania do policji, która z jednej strony przyjęła trudne zadanie egzekwowania obostrzeń, a z drugiej została uwikłana w działania o wyraźnym wydźwięku politycznym – chodzi zwłaszcza o wybiórczy sposób reagowania w odniesieniu do protestów i zgromadzeń publicznych. W tym przypadku łatwo dostrzec, że rejestrowany poziom zaufania jest konsekwencją ocen działania w okresie pandemii. Nie ma powodu, by sądzić, że w przypadku naukowców i lekarzy było inaczej. Z lekarzami i pielęgniarkami spotykamy się ostatnio przede wszystkim w momentach zagrożenia albo gdy otrzymujemy szczepionkę. Kadry medyczne kojarzą się więc przede wszystkim z pomocą, wręcz ratunkiem. Co do naukowców – chyba większość ludzi dostrzega, jak szybko opracowano naukowe rozwiązania globalnego problemu.
Dlaczego zatem w kampaniach promujących szczepionki pojawiają się youtuberzy czy Cezary Pazura, a nie naukowcy?
Którym grupom zawodowym ufasz, a którym nie ufasz