W całym kraju rekrutacja do szkół średnich jest w tym roku szczególna, gdyż o przyjęcie do szkół ubiega się więcej uczniów niż w latach ubiegłych. Chodzi o dwa roczniki: pierwszy rocznik absolwentów 8-letnich szkół podstawowych i ostatni rocznik gimnazjalistów. Harmonogram rekrutacji jest inny w różnych województwach, bo ustalali go indywidualnie kuratorzy oświaty. Odmienne są też zasady rekrutacji w różnych miastach i powiatach, np. jeśli chodzi o liczbę szkół i klas, do których aplikować mogą uczniowie.

We wtorek szef MEN Dariusz Piontkowski zapewnił, że wszyscy uczniowie znajdą swoje miejsce w szkołach średnich. Zaznaczył, że w przypadku, gdyby po pierwszej rekrutacji okazało się, że miejsc brakuje, samorządy mają obowiązek stworzenia nowych oddziałów szkół.

Podczas wtorkowej konferencji prasowej przed Ministerstwem Edukacji Narodowej, szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer oceniła, że dzieci i młodzież "po raz kolejny padły ofiarą eksperymentu". Jak podkreśliła, marzenia wielu z nich nie spełnią się. Jako przykład podała jedno z najlepszych liceów z Łodzi. Według posłanki w tym liceum dotychczas każdego roku było 5 klas (pierwszych), a w tym roku będzie tych klas 7: 4 dla rocznika kończącego szkołę podstawową i 3 dla rocznika kończącego gimnazjum.

Lubnauer zauważyła, że wskutek tego "próg punktowy poszybuje znacznie wyżej"; dodała, że uczniami jednej z klas będzie siedemnaścioro laureatów konkursów. - Bardzo wiele dzieci, które ma świadectwa z czerwonym paskiem, które ma znakomite wyniki z egzaminów gimnazjalnych, czy na koniec szkoły podstawowej, po prostu się nie dostanie do tego liceum - podkreśliła posłanka.

W jej ocenie to jest dopiero "początek armagedonu", który potrwa 3-4 lata. Przekonywała, że w przyszłym roku szkoły "będą stawać na uszach", żeby lekcje odbywały się "zaledwie" od godz. 7.30 i "zaledwie" do godz. 18.00. Lubnauer podkreśliła, że w kolejnych latach do liceów będą chciały się dostać dzieci, które jako sześciolatki zaczęły chodzić do szkoły. - To oznacza, że znowu będzie ponad 100 proc. dzieci, natomiast przepełnione licea będą musiały organizować mniej klas pierwszych, żeby rozładować tłum z tego roku - zauważyła.

Według Lubnauer w wielu warszawskich dzielnicach brakuje kilkuset nauczycieli, co doprowadzi do tego, że pozostali nauczyciele "często będą z łapanki i słabiej przygotowani", i będą pracować w nadgodzinach.

Augustyn odniosła się do możliwości rozwiązania tych problemów przez samorządy, na co wskazywali zarówno była szefowa MEN Anna Zalewska, jak i jej następca Dariusz Piontkowski.

Augustyn przekonywała, że dzięki samorządom "skala tego problemu jest zmniejszona, jak to tylko jest możliwe". Według niej nieprawdziwe jest twierdzenie, że kłopot "podwójnego rocznika" dotyczy tylko większych miast. Zauważyła, że do szkół w dużych miastach próbują się dostać dzieci z mniejszych miejscowości, aby "wyrównać swoje szanse" i "podjąć rywalizację z rówieśnikami". - Niestety dzisiaj jest to dla nich stracona szansa - oceniła posłanka.

Jedynym wyjściem są według Augustyn rozmowy z samorządami o tym, skąd wziąć nauczycieli, pieniądze i jak zorganizować sale lekcyjne. Zwróciła uwagę, że w ostatnich latach samorządy "dokładają do edukacji bardzo dużo, łagodząc skutki tej <deformy>". - Dzisiaj trzeba położyć pieniądze na stole - apelowała.