Według cytowanego przez agencję Reutera Wildersa, eurosceptyka znanego z kampanii przeciwko islamowi, blokada konta jest tymczasowa, ale jego konto może zostać zablokowane na stałe. Rzecznik PVV opublikował zrzut ekranu, na którym widać, że blokada ma wygasnąć w ciągu ośmiu godzin.

Ze względu na groźby adresowane pod adresem Wildersa przez islamistów, nie może on bez przeszkód pojawiać się w przestrzeni publicznej, dlatego Twitter jest jednym z głównych narzędzi kontaktu polityka z jego zwolennikami. Na tym portalu śledzi go 811 tys. osób, co jest wynikiem drugim wśród holenderskich polityków, po premierze Marku Ruttem.

Tweet, który był przyczyną blokady konta, dotyczył postępowej centrolewicowej partii Demokraci 66. Wilders nazwał ją grupą "frajerów (...), którzy ściągają coraz więcej islamu, a potem wylewają krokodyle łzy z powodu tego konsekwencji, np. zabójstw honorowych".

- Twitter często toleruje groźby śmierci wobec mnie, ale już nie opartego na faktach mojego tweeta - skomentował w oświadczeniu Wilders, nazywając to "obłędem".

Szef PVV obecnie czeka na rozpatrzenie apelacji od wyroku z 2016 r., uznającego go za winnego podżegania do dyskryminacji podczas partyjnego wiecu. Zapytał na nim swoich sympatyków, czy wolą "mniej czy więcej Marokańczyków" w Holandii. Zdaniem sądu z powodu jego zachowania tłum krzyczał, że chce "mniej, mniej!" Marokańczyków. Wilders obiecał wówczas: "Zajmiemy się tym". Wyrok w procesie apelacyjnym spodziewany jest w lipcu.

Choć Partia na rzecz Wolności zajęła drugie miejsce w wyborach parlamentarnych w Holandii w 2017 r., w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego zdobyła około 4-procentowe poparcie, tracąc trzy z czterech miejsc w tej instytucji, i uznawana jest przez komentatorów za wielkiego przegranego tego głosowania w Holandii.