Do końca marca ma zapaść decyzja, czy edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa. Przedmiot zastąpił wychowanie do życia w rodzinie. W tym roku, wbrew pierwotnym zapowiedziom Ministerstwa Edukacji Narodowej, jest nieobligatoryjny.
Decyzja o obowiązkowości edukacji zdrowotnej zapadnie do końca marca
Według nauczycielki edukacji zdrowotnej Lidii Niekraś z I Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego w Kłodzku przedmiot powinien być obowiązkowy.
– Edukacja zdrowotna może się okazać najważniejszym przedmiotem dla dzieci, także w kontekście ich przyszłości. Tu nie ma miejsca na rozważanie, czy powinna być obowiązkowa – oceniła w rozmowie z PAP.
Argumentowała m.in., że przedmiot dostarcza wiedzy przydatnej w codziennym życiu, np. o tym, jak przygotować się na pierwszą wizytę u lekarza, lekarza specjalisty, np. ginekologa.
Jako „bardzo niebezpieczne” oceniła czerpanie wiedzy przez młodzież wyłącznie z mediów społecznościowych. – Bez rzetelnej wiedzy będzie coraz więcej dzieci, które mają niesprawdzone informacje – zaznaczyła.
Dodała, że „im więcej się rozmawia z dziećmi, tym więcej pytań zadają”, co jej zdaniem jest zjawiskiem pozytywnym, ponieważ świadczy o ich zainteresowaniu własnym zdrowiem, zasadami funkcjonowania i finansowania opieki zdrowotnej.
Niebezpieczeństwo czerpania wiedzy wyłącznie z internetu
- Dzieciaki poszukują sposobów zmiany niekorzystnych nawyków oraz rozwiązań dotyczących uzależnień i to nie tyle od substancji takich jak alkohol czy narkotyki, ile od zachowań, w tym tych destrukcyjnych - jak choćby samookaleczanie - wyjaśniła. – Inaczej nawet nie wiedzą, o co zapytać i kogo. Bywa tak, że rodzice są zapracowani albo nie rozmawiają ze swoimi dziećmi na takie tematy. Wtedy zostaje im TikTok i Instagram, a to nie są wiarygodne źródła informacji. Ostatnio musiałam „odkręcać” informacje o dietach ketogenicznych, które moje uczennice zaczerpnęły z TikToka – dodała.
Rodzic, który nie chciał, by jego dziecko uczestniczyło w zajęciach z edukacji zdrowotnej, musiał złożyć pisemną rezygnację dyrektorowi szkoły. Uczeń pełnoletni musiał ją złożyć sam. W połowie listopada ub.r. resort edukacji poinformował, że w zajęciach w tym roku szkolnym uczestniczy 920 tys. 925 uczniów, czyli ok. 30 proc. wszystkich uprawnionych.
Zdaniem Niekraś powodem niskiej frekwencji jest przeciążenie uczniów. Z jej doświadczenia wynika, że dzieci wykazują duże zainteresowanie przedmiotem, ale mają sporo obowiązków wynikających z zajęć obowiązkowych oraz przygotowaniem się do bieżących kartkówek czy sprawdzianów.
Zainteresowanie uczniów i wyzwania związane z frekwencją
Zdaniem nauczycielki „musimy się liczyć z tym, że dopóki przedmiot będzie nieobowiązkowy i będzie się odbywał na pierwszej albo ostatniej lekcji, to uczniowie raczej wybiorą to, by na niego nie chodzić”.
– Jeśli mogą zyskać 45 minut, rezygnując z edukacji zdrowotnej, większość z nich to zrobi – oceniła. – W naszej szkole jest dużo dzieci dojeżdżających, więc jeśli one przekalkulują, że mogą spać dłużej albo być wcześniej w domu, to z tego skorzystają – powiedziała. – Na moje zajęcia uczęszcza około połowy klasy– dodała.
Zapytana, czy rodzice zgłaszali obawy na spotkaniu, jakie organizuje się dla rodziców przed rozpoczęciem nauczania przedmiotu, potwierdziła. Dodała jednak, że dotyczyły one „jedynie wystarczającego w ich opinii przeciążenia dzieci dużą liczbą zajęć obowiązkowych”. – To był jedyny problem – zaznaczyła.
Niekraś opowiedziała, że na swoich zajęciach stawia na praktykę.
– Kiedy próbowaliśmy rozmawiać z uczniami, jak się zdrowo odżywiać, robiliśmy sałatki, by zobaczyli, jakie składniki warto połączyć. Okazało się, że chociaż to uczniowie trzeciej klasy liceum, to obieranie warzyw sprawiło im problem – powiedziała. – Wychodzimy też na zewnątrz, co jest świetną okazją do swobodnej rozmowy o zdrowiu. Młodzież nie tylko otwarcie rozmawia ze mną, ale również między sobą. Wymienia się opiniami na temat swoich codziennych wyborów, uczy się od siebie nawzajem i wzajemnie inspiruje - powiedziała.
Co istotne, dodała, odbywa się to w bezpośrednim kontakcie, a nie w przestrzeni wirtualnej. - Mogą potem na co dzień się obserwować i dostrzegać rzeczywiste efekty podejmowanych przez kolegów działań – wyjaśniła.
Zdrowie seksualne i kontrowersje społeczne
Przyznała, że największe kontrowersje w społecznej dyskusji nad przedmiotem budził rozdział poświęcony zdrowiu seksualnemu.
– Jestem zaskoczona aż takim szumem wokół tego tematu. Na zajęciach obecnie rozmawiamy o dojrzewaniu płciowym – jak dziecko ma je rozpoznać – żeby nie było zaskoczone i się nie przestraszyło, że już jest w fazie dojrzewania. Ciało się zmienia. Cel jest taki, by o tym mówić, rozmawiać, by dzieciom łatwiej było te zmiany zaakceptować – powiedziała.
Nauczycielka oceniła też, że korzyścią płynącą z zajęć edukacji zdrowotnej jest to, że także dzieci mogą przekazywać informacje rodzicom.
– To może być świetny przyczynek do rozmów międzypokoleniowych albo wysłania na badanie babci, która mogła nie wiedzieć np. o mammografii– dodała.
Uczennica Mia Szplit, która jest także prezeską fundacji Pink Generation zajmującej się profilaktyką raka piersi wśród młodych dziewcząt przyznała w rozmowie z PAP, że współczesna młodzież czerpie informacje o zdrowiu głównie z TikToka i Instagrama.
Jej zdaniem zajęcia poświęcone tej tematyce powinny być praktyczne i angażujące młodzież, by ta nie czerpała wiedzy wyłącznie z podręcznika. - Na przykład, organizowałam warsztaty w mojej szkole, żeby wzmocnić wiedzę o profilaktyce raka piersi i samobadaniu. Dziewczyny mogły się nauczyć badać piersi na fantomach - dodała.
Zwolennicy i przeciwnicy: debata o edukacji zdrowotnej w Polsce
Edukacja zdrowotna, poza zwolennikami, ma też zdecydowanych przeciwników. W 2025 r. na placu Zamkowym w Warszawie odbył się protest pod hasłem: „Tak dla edukacji, nie dla deprawacji”. Protesty odbywały się też w innych miastach. Przedmiot za niezgodny z konstytucją uznała Konferencja Episkopatu Polski. Biskupi, powołując się na art. 48. i 53. Konstytucji RP, zaznaczyli, że „wychowanie seksualne zgodnie z konstytucją pozostaje w kompetencjach rodziców, a nie państwa”.
Z kolei kierownictwo MEN wielokrotnie podkreślało, że przedmiot będzie holistyczny, łącząc elementy nauk: o zdrowiu, medycznych, społecznych, humanistycznych, przyrodniczych i ścisłych, dotyczy zdrowia w wymiarze fizycznym, psychicznym, seksualnym, społecznym i środowiskowym na wszystkich etapach życia. Podkreślało też, że przedmiot edukacja zdrowotna jest oczekiwany przez wiele środowisk, w tym przez rodziców.
Paulina Kurek (PAP)