Tegoroczny dokument jest wyjątkowy choćby z tego względu, że opisuje precedensowy rok akademicki, który niemalże w całości na polskich uczelniach odbył się w formie zdalnej. To spowodowało, że duża część studentów nie zdecydowała się na przyjazd do miasta, w którym znajduje się szkoła. Potwierdzają to dane, na jakie powołuje się raport. W semestrze letnim roku akademickiego 2020/2021 aż połowa ankietowanych wskazała, że mieszkała u rodziny lub znajomych, nie ponosząc z tego tytułu żadnych kosztów.
Reklama
„W porównaniu z poprzednim raportem możemy dostrzec wyraźną zmianę. Liczba mieszkających u rodziny lub znajomych i nieponoszących opłaty za najem wzrosła aż o 25 p.p., zaś liczba studentów stacjonarnych najmujących odpłatnie mieszkanie lub pokój spadła o 18 p.p. Zmianie uległa również liczba mieszkających w domach studenckich. W tym przypadku zanotowano spadek o 8 p.p. względem roku ubiegłego” – wskazują autorzy raportu.
Studenci nie mieli powodu, by szukać lokum – uniwersytety organizowały zajęcia za pośrednictwem sieci, a miejsca tradycyjnego zarobku żaków – takie jak restauracje czy punkty gastronomiczne – za sprawą lockdownu były albo nieczynne, albo miały zmniejszone obroty na tyle, że nie potrzebowały nowych pracowników.
Tym samym pandemia przełożyła się na sytuację finansową całej grupy – zamroziła część dochodów, które dotychczas regularnie zasilały budżety polskich studentów. Potwierdzają to zresztą inne przywołane w raporcie badania. Jak wynika z raportu PwC „Młodzi na rynku pracy 2021”, prawie połowa ankietowanych osób wprost (48,7 proc.) wskazała, że ich możliwości na rynku pracy pogorszyły się przez pandemię. Jedynie 18,4 proc. studentów zadeklarowało zwiększenie swoich możliwości przez pandemię – to najprawdopodobniej osoby, które albo odnalazły się w rozwijających się w czasie pandemii branżach, jak e-commerce czy logistyka bądź ci, którzy postanowili wykorzystać zawodowy czas uzyskany dzięki zdalnemu nauczaniu.
Wspomniany brak wpływów rekompensować miały mniejsze rozchody – wynikłe np. z braku opłat za wynajem czy ogólnych niższych kosztów życia z rodzicami, często w mniejszych miejscowościach.
Wyliczenia autorów raportu wskazują jednak, że wbrew pozorom wydatki studentów w pandemicznej rzeczywistości wcale nie okazały się mniejsze. Wręcz przeciwnie – nawet nieco wzrosły. Jak wynika z opracowania, studenci studiów niestacjonarnych muszą wydać bowiem średnio w tym roku 2740,68 zł – to rekordowa kwota wobec poprzednich pięciu edycji raportu. W stosunku do ubiegłego roku zwiększyła się o 3,3 proc., w odniesieniu do pięciu lat wcześniej – aż o 74 proc.
Co składa się na taki stan rzeczy? Przede wszystkim koszt czesnego. „Porównując wysokość czesnego kierunku prawo w 4 wybranych uczelniach, średnia kwota wynosi ponad 6625 zł za rok akademicki. Studia w formie niestacjonarnej na Uniwersytecie Warszawskim wymagają opłaty w wysokości 8500 zł rocznie, na Uniwersytecie Jagiellońskim 7000 zł, natomiast na Uniwersytecie Wrocławskim opłata wynosi 6100 zł, a na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza 4900 zł” – wskazują autorzy dokumentu.
Po czesnym na drugim miejscu w miesięcznych wydatkach typowego polskiego studenta – na przykładzie studentki prawa z Krakowa mieszkającej w Niepołomicach – największe koszty generuje żywność i alkohol – to ok. 350 zł. W dalszej kolejności są takie pozycje jak wsparcie domowego budżetu (300 zł), lekcje języka angielskiego (290 zł) czy lunche, spotkania na mieście czy wyjścia do kawiarni dwa razy w tygodniu (160 zł).
I choć pandemia wymusiła również na studentach ograniczenie mobilności, to nadal znaczące mogą być koszty komunikacji. „Poza podróżami związanymi z uczelnią student korzysta z komunikacji, aby m.in. spotkać się ze znajomymi mieszkającymi w mieście czy zrobić zakupy w galerii handlowej. W takiej sytuacji najkorzystniejszą ofertą jest zakup biletu miesięcznego, a jeśli student musi przemieszczać się między strefami powinien od razu kupić taki, który obejmuje jak najbardziej rozległy obszar/teren.
Porównując największe miasta akademickie, najtańsze przejazdy oferuje Olsztyn (koszt 40 zł miesięcznie), następnie Wrocław (55 zł miesięcznie; wszystkie linie). Natomiast najdrożej jest w Warszawie (90 zł miesięcznie; dwie strefy)
i w Krakowie (89,50 miesięcznie; trzy strefy)” – wyliczają eksperci sporządzający raport.
Wydatki zatem wciąż są stosunkowo wysokie – zwłaszcza na tle zarobków. Raport wykazuje, że największa część żaków nie podejmuje pracy w trakcie studiów (40,6 proc. badanych). Ci, którzy jednak już zdecydują się na aktywność zawodową, często zarabiają powyżej minimalnej krajowej – 19,5 proc. badanych zarabia między 2000–3000 zł netto. A to oznacza, że jest ich więcej od tych zarabiających w przedziale 1001–2000 zł netto o ok.
3 pkt proc.
Porównując te wyniki do rezultatów z ubiegłego roku, widzimy, że pandemia wymiernie zwiększyła odsetek osób niepracujących – w 2020 r. było to 38 proc. badanych studentów. Z kolei widać, że pracujący studenci mogą liczyć na wyższe pensje niż wcześniej – jeszcze rok temu 21 proc. badanych deklarowało, że zarabia w przedziale 1001–2000 zł przy 17 proc. na poziomie 3001–4000 zł. Tegoroczne badanie pokazuje zatem zmianę tych tendencji.
Dane o zarobkach w połączeniu z tym, ile studenci chcieliby faktycznie zarabiać w obecnym miejscu pracy, potwierdzają, że „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Niezależnie od pandemii i tego, że miniony rok upłynął pod znakiem recesji, zwiększyły się bowiem studenckie oczekiwania finansowe. Podczas, gdy jeszcze rok temu co trzeci student zadowalałby się trójką na rękę, o tyle obecnie kwota ta satysfakcjonuje niewiele ponad jedną czwartą badanej grupy. Coraz więcej osób oczekuje natomiast zarobków rzędu 4001–6000 zł na rękę – obecnie takich kwot oczekuje również ok. 25 proc. pracujących żaków. A jeszcze 12 miesięcy temu taka pensja wielu z nich wydawała się nieosiągalna – wówczas wskazywało ją jako oczekiwaną ok. 17 proc. respondentów.
Dane wskazują zatem to, co potwierdzają też inne wyniki raportu – zdaniem studentów z ich budżetami nie jest tak źle. Aż 36 proc. z nich jest przekonane, że ich sytuacja materialna pozostała bez zmian. Aż 35 proc. stoi na stanowisku, że ich finanse poprawiły się nieco (25 proc.) bądź znacząco (18 proc.). O pogorszeniu mówi natomiast łącznie 25 proc. badanych – nieco wskazuje 18 proc., znacząco 7 proc. Można zatem stwierdzić, że stosunkowo niewielka recesja dzięki późniejszemu ożywieniu gospodarczemu nie zadziałała demolująco na zamożność młodych ludzi.
To sprawia, że zmienia się również perspektywa przyszłych zarobków. Najczęściej studenci oczekują, że będą zarabiać ponad 10 tys. zł netto miesięcznie – taką chęć deklaruje już ponad 1/3 żaków. Jeszcze w zeszłym roku na takie zarobki wskazywało mniej niż ćwierć badanej grupy. Wówczas też pułap 6–8 tys. zł wskazywało 23 proc. badanych – dziś odsetek ten jest nieco wyższy i wynosi 24,8 proc.
Młodzi nie tylko wiedzą, ile, ale mają też coraz bardziej sprecyzowane oczekiwania co do modelu i standardów wykonywanej pracy. Jak wynika z badania PwC, na które powołuje się „Portfel studenta”, studenci cenią sobie też zmiany, jakie zaszły na rynku pod wpływem pandemii – chodzi przede wszystkim o hybrydowy model pracy (zbliżone wyniki: praca z domu – 44 proc., praca w biurze – 56 proc.). Nadal jednak najbardziej cenią sobie dobrą atmosferę (68,5 proc.) oraz możliwość uczenia się od starszych koleżanek i kolegów (68 proc.). Jednocześnie wymaganym przez większość standardem jest umowa o pracę (deklaruje to 74,2 proc. respondentów) – to znacznie częściej wskazywany element niż oczekiwanie, że praca będzie zgodna z profilem wykształcenia.
Niestety, dość duży optymizm w kwestii pensji nie wiąże się w prostej linii z rosnącą skłonnością do oszczędzania. Jak wynika z danych WIB, najwięcej, bo 23 proc. badanych, oszczędza miesięcznie od 250 do 500 zł. W stosunku do 2020 r. co prawda wzrósł odsetek osób oszczędzających powyżej 500 zł (z 15 proc. do 18 proc.), ale jak się okazuje, zauważalnie przyrosło osób deklarujących brak oszczędzania (z 8 proc. do 13 proc.). W efekcie aż 14 proc. badanych deklaruje, że nie ma odłożonych żadnych pieniędzy i żyje z dnia na dzień – to więcej niż rok temu, gdy to samo deklarowało 9 proc. badanych. Na podobnym do ubiegłego roku poziomie utrzymuje się natomiast odsetek osób mających na czarną godzinę do 1 tys. zł i 2,5 tys. zł – to kolejno 24 i 20 proc.
GRK