W MEN trwają gorączkowe narady, jak ten problem rozwiązać, samorządy robią dobrą minę do złej gry, a rodzice protestują. Na Facebooku powstała strona „Zajęcia dodatkowe w przedszkolach? Jestem na TAK”, którą w kilka dni poparło ponad 5 tys. osób, zaś 3,5 tys. podpisało petycję do ministerstwa. Rodzice apelują, by dać im prawo do przeznaczenia na edukację dzieci własnych pieniędzy.
- - denerwuje się pani Anna, która posłała syna do przedszkola na warszawskiej Woli. Niektórzy rodzice deklarują, że jeżeli nic się nie zmieni, przeniosą dziecko do placówki prywatnej. Stołeczny ratusz, spodziewając się zamieszania, uruchomił nawet specjalną infolinię w sprawie zajęć dodatkowych. Zdezorientowani są też dyrektorzy przedszkoli, na których skupia się złość rodziców.
- - przyznaje dyrektor jednej z placówek. Szef innej żali się, że mimo braku informacji szefostwo wydziału edukacji miasta nie chciało się spotkać z dyrektorami. Co prawda ratusz zaproponował, że będzie finansował dwie dodatkowe godziny, ale - i tu jest haczyk - mogą być one prowadzone przez osoby z uprawnieniami do nauki przedszkolnej lub wczesnoszkolnej.
Niektóre samorządy już szukają dodatkowych pieniędzy, którymi będą mogły zapłacić za dodatkowe zajęcia. Najczęściej jednak robią dobrą minę do złej gry. - - twierdzi w rozmowie z DGP Urszula Boublej z Urzędu Miejskiego w Białymstoku. Wybór jest jednak niewielki. - - mówi jeden z dyrektorów. Przedszkola szukają więc innych rozwiązań.
Jedną z opcji ominięcia zakazu pobierania od rodziców dodatkowych pieniędzy jest zawarcie umowy z firmą organizującą zajęcia przez samych rodziców. W takim wypadku przedszkole jedynie wynajmuje salę. Ale tu też nie ma jasności, w jakich godzinach mogłoby się to odbywać. Niektóre samorządy twierdzą, że może to być po godzinach opieki zadeklarowanej przez rodziców, czyli po godzinie 18. Samorządy i przedszkola przyznają zgodnie, że będą prosić Ministerstwo Edukacji o doprecyzowanie albo wręcz nowelizację ustawy. Resort tymczasem zamieścił wczoraj na swoich stronach kolejną interpretację własnych przepisów. Tym razem uznał, że zajęcia można sfinansować z dotacji, którą gminy otrzymały na przedszkola z budżetu.
Dziennikarz z wykształcenia prawnik, ukończył też studia podyplomowe na Uniwersytecie Warszawskim z zakresu Prawa Europejskiego. Zanim trafił do redakcji kilka lat pracował w administracji rządowej w tym Rządowym Centrum Legislacji i Ministerstwie Obrony Narodowej. Od 2003 r. jest członkiem Polskiego Towarzystwa Legislacji. W redakcji pisze o problemach dotyczących żołnierzy zawodowych i rezerwistów. Na bieżąco monitoruje również kwestie związane z zatrudnieniem i wynagrodzeniem nauczycieli. Porusza też problemy samorządów dotyczące stosowania przepisów oświatowych. W zakresie swoich obowiązków ma również zatrudnienie i płace w całej administracji publicznej.