Pustoszejące klasy i braki kadrowe to dzisiaj największe bolączki polskiej oświaty. Nauczyciele odchodzą z pracy przy pierwszej lepszej okazji, a młodzi omijają ten zawód szerokim łukiem. Prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz wskazuje konkretne rozwiązania, które mogą zatrzymać postępującą zapaść.
Katastrofa demograficzna stała się faktem
Liczby nie pozostawiają złudzeń. Główny Urząd Statystyczny podaje, że populacja Polski w pierwszym półroczu zmniejszyła się o 159 tysięcy osób. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku urodziło się tylko około 115 tysięcy dzieci – to kolejny spadek w porównaniu z i tak słabym rokiem ubiegłym.
ZNP sygnalizował nadchodzący kryzys demograficzny już w 2011 roku. Wtedy związkowcy po raz pierwszy wzywali Ministerstwo Edukacji do pilnej reformy warunków pracy w szkołach. Niestety, decydenci ignorowali te ostrzeżenia przez lata. Dzisiaj spadająca liczba uczniów zaczyna bezpośrednio uderzać w całą strukturę oświaty.
Przerażające statystyki. 20 tysięcy wakatów i ucieczka fachowców
Szkoły rozpaczliwie szukają pracowników, a dyrektorzy stają przed gigantycznym wyzwaniem. W całym kraju brakuje obecnie około 20 tysięcy nauczycieli – 11 tysięcy na pełen etat oraz 9 tysięcy na pół etatu. Szczególnie szybko odchodzą nauczyciele przedmiotów zawodowych i praktycznej nauki zawodu, którzy bez problemu znajdują lepiej płatne zajęcie w przemyśle i prywatnej gospodarce. Sytuację kadrową najlepiej opisują trzy twarde dane:
- 28 procent – tylko tylu nauczycieli deklaruje chęć dalszej pracy w szkole (według badań ZNP i Uniwersytetu Warszawskiego).
- 3 procent – zaledwie taki odsetek w strukturze zatrudnienia stanowią młodzi nauczyciele.
- 50 lat – tyle wynosi dziś średnia wieku polskiego pedagoga.
Nauczyciel od wszystkiego w jednej szkole?
Aby opanować sytuację kadrową, ZNP proponuje rewolucję w kształceniu przyszłych pedagogów. Sławomir Broniarz przekonuje, że uczelnie muszą przygotowywać nauczycieli do prowadzenia kilku pokrewnych przedmiotów – na przykład fizyki, chemii i matematyki jednocześnie. Taki krok pozwoli nauczycielowi uzbierać pełen etat w jednej placówce. Zapobiegnie to uciążliwym dojazdom i krążeniu pedagogów między kilkoma szkołami w całym powiecie.
Co zrobić z małymi szkołami? Potrzebny jest trudny kompromis
Mniejsza liczba dzieci rodzi trudne pytania o przyszłość małych, wiejskich szkół. Samorządy dopłacają ogromne kwoty do utrzymania placówek, w których uczy się zaledwie kilkudziesięciu uczniów. Z drugiej strony rodzice oczekują, że szkoła powstanie lub przetrwa tuż obok ich domu.
Prezes ZNP apeluje o otwarty dialog między wójtami, rodzicami i nauczycielami. Związkowcy chcą uniknąć wyrzucania pedagogów na bruk, zwłaszcza że na rynku pracy brak ich następców. Kluczem ma być szukanie porozumienia, które obniży koszty samorządów, ale nie pogorszy jakości edukacji dzieci.
Mniejsze klasy i wyższe pensje receptą na chaos
Zdaniem szefa ZNP stała fala zmian sprawia, że stabilizacja w polskiej szkole stała się czystą iluzją. Ratunkiem dla systemu ma być postawienie na ludzi, którzy mimo trudnych warunków nadal chcą uczyć.
ZNP postuluje ustawowe zmniejszenie liczebności klas – zwłaszcza w szkołach ponadpodstawowych. Mniejsze grupy automatycznie poprawią komfort pracy nauczycieli i zwiększą jakość nauczania. Przede wszystkim jednak związek domaga się systemowych, godziwych podwyżek płac. Tylko w ten sposób polska szkoła zatrzyma doświadczoną kadrę i skusi młodych ludzi do wejścia do zawodu.
Olga Skórko, dziennikarka, redaktorka, wydawczyni Dziennik.pl. Studiowała edukację medialną i dziennikarstwo na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Z marką INFOR związana od 2019 r. Pracę rozpoczynała w serwisie Dziennik zajmując się głównie poszukiwaniem i opisywaniem wiadomości z kraju i świata. Wcześniej współpracowała m.in. z Radiem ZET. Aktualnie wydawca serwisu Dziennik.pl.
