Ale politycy stracili już zainteresowanie tym tematem – przyznaje prof. Kazimierz Przyszczypkowski z Uniwersytetu w Poznaniu.

Reklama

E-tornister, mniejsze klasy albo ciepły posiłek dla każdego ucznia – to proponują kandydaci w wyborach. Zasadniczych zmian w strukturze edukacji nie przewidują, bo samorządy, nauczyciele, uczniowie i ich rodzice są już nimi zmęczeni. W efekcie przyjęto zasadę: ciszej nad tą trumną.

Partie musiały jedynie ustosunkować się do podwyżek dla nauczycieli: PSL oferuje pensje finansowane z budżetu MEN, a nie z samorządów, oraz podwyżkę w wysokości 1 tys. zł. Tyle samo obiecuje Platforma, która deklaruje, że będzie płacić również za zajęcia ponad pensum.

Lewica też chce dać więcej pedagogom, a PiS podkreśla, że już dał, i chce ich głównie szkolić. Jedynie Konfederacja zgłasza pomysł, który gruntownie przebudowałby system: prywatyzację edukacji i wprowadzenie bonu szkolnego tak, by pieniądze szły za dzieckiem.

WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ