Ministerstwo Edukacji Narodowej pracuje nad reformą szkolnictwa zawodowego. Choć zapowiadano w tej sprawie ogólnopolskie konsultacje, już teraz wiceminister Teresa Wargocka zdradza w rozmowie z DGP pierwsze pomysły. – – mówi nam przedstawicielka resortu.
Na szczeblu wojewódzkim miałaby być tworzona lista deficytowych zawodów. MEN chciałoby także, przy współpracy z firmami, przewidywać, które zawody będą potrzebne w przyszłości. –– uważa wiceminister i dodaje, że sygnał, które zawody należy wciągnąć na listę priorytetów, powinien płynąć od pracodawców.
– uważa prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. – – wskazuje.
Podobnego zdania jest Jolanta Kosakowska ze Związku Rzemiosła Polskiego. – – uważa. Przykładowo, jeżeli państwo chce rozwijać stocznie, to szkoły zawodowe powinny kształcić odpowiednich fachowców. Część odpowiedzi da też demografia. – – dodaje. Znaczenie mają też trendy społeczne – coraz większą wagę przypisujemy do tego, jak wyglądamy, więc można się spodziewać, że rynek będzie potrzebował np. kosmetyczek. – – przekonuje Kosakowska.
Pomysł podoba się także samorządowcom. –– przekonuje Sławomir Sosnowski, marszałek województwa lubelskiego. – – wylicza.
Wraz ze strategią kuratorzy oświaty mogliby wykorzystać nowe uprawnienia – zgłaszać sprzeciw, jeśli dyrektor zamierzałby uruchomić kierunek, na absolwentów którego nie będzie zapotrzebowania. – – ocenia Dariusz Wilczak, śląski wicekurator oświaty.
Na zagrożenia oddania nadmiernej władzy w ręce kuratorów zwraca uwagę Tadeusz Sławecki, były wiceminister edukacji narodowej. – – wyjaśnia.
Eksperci zwracają uwagę, że ważne jest, kto będzie finansował szkolnictwo zawodowe. – – przekonuje minister Wargocka.
–– potwierdza Cezary Kaźmierczak ze Związku Pracodawców Prywatnych.
Inaczej na sprawę patrzy Sławecki. – – kwituje.
–u – uważa Jolanta Kosakowska.
Natomiast prof. Mieczysław Kabaj wskazuje, że obecnie kształcenie zawodowe jest finansowane głównie z pieniędzy publicznych. Tymczasem połowę kosztów przygotowania zawodowego pracownika powinno ponosić państwo, a drugą pracodawca. Dopóki jednak na jedną ofertę pracy będzie przypadało 20 pracowników, zaangażowanie firm w edukację zawodową się nie zmieni. Dlatego potrzebne jest tworzenie nowych miejsc pracy i rozwój gospodarki.