Ta propozycja jest w ogóle nie do przyjęcia z punktu widzenia związków zawodowych. Projekt ministerstwa nie przewiduje maksymalnej liczby godzin pracy w ciągu jednej doby, zmierza on w stronę zadaniowego czasu pracy, co w przypadku nauczycieli jest niedopuszczalne - powiedział w rozmowie z gloswielkopolski.pl Krzysztof Wojciechowski, zastępca nauczycielskiej "Solidarność".
Również samorządowcy są przeciwko propozycji MEN. Ich zdaniem jest bardzo korzystna dla nauczycieli. "Nie jest zrozumiałym, dlaczego nauczyciele w tym zakresie mieliby być traktowani w szczególny sposób" - napisali samorządowcy.
Argumentują, że mogą doprowadzić do sytuacji, w której nauczyciel będzie otrzymywał potrójne wynagrodzenie za tę samą pracę:
- wynagrodzenie zasadnicze,
- wynagrodzenie za pracę w godzinach ponadwymiarowych w tym za godziny faktycznie niezrealizowane,
- wynagrodzenie za pracę w godzinach nadliczbowych.
"Nie jest standardem w przepisach prawa pracy, aby pracownikom przyznawać każdorazowo dodatki za każde pojedyncze czynności mieszczące się w zakresie obowiązków. Nie jest zrozumiałym, dlaczego nauczyciele w tym zakresie mieliby być traktowani w szczególny sposób" - napisali samorządowcy.
Propozycja MEN
Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowało wstępne założenia zmian dotyczących organizacji czasu pracy nauczycieli. Z informacji, które przedostały się do mediów wynika, że resort planuje m.in.:
- wprowadzenie definicji czasu pracy nauczyciela, zgodnie z którą nauczyciel pozostaje w dyspozycji pracodawcy w szkole lub w innym miejscu wyznaczonym do wykonywania pracy,
- określenie zasad pracy w godzinach nadliczbowych,
- zbliżenie systemu pracy nauczyciela do zadaniowego czasu pracy,
- wprowadzenie okresu rozliczeniowego od 4 do 6 miesięcy,
- wprowadzenie obowiązku ewidencjonowania czasu pracy nauczycieli.
- rekompensatę za godziny nadliczbowe.
Rekompensata za godziny nadliczbowe mogłaby mieć formę czasu wolnego albo wynagrodzenia. Czas wolny miałby być udzielany dopiero w kolejnym okresie rozliczeniowym. Sposób rekompensaty za pracę w godzinach nadliczbowych zależałby od decyzji dyrektora szkoły. MEN zapowiada również wprowadzenie wynagrodzenia za opiekę podczas wycieczek szkolnych w formie procentu wynagrodzenia zasadniczego.
Nowe zasady rozliczeń "będą dość surowe"
Propozycję ocenił Robert Górniak, autor profilu "Dealerzy Wiedzy" na Facebooku, dyrektor jednej ze szkół w Sosnowcu. Zwraca uwagę, że nadgodziny będą się liczyć, jeśli zostaną zlecone przez dyrektora lub zgłoszone przez nauczyciela.
Oprócz tego mają być rozliczane w okresach 4- lub 6-miesięcznych. Jeśli więc ktoś w jednym tygodniu wypracuje 20 nadgodzin, ale w kolejnych 4 tygodniach wykaże tylko po 35 h, "nadgodziny zostaną “wchłonięte” przez braki w tych kolejnych tygodniach" - wyjaśnia Robert Górniak. Jego zdaniem nowe zasady rozliczeń "będą dość surowe i niosą ryzyko pewnego wstrząsu w dotychczasowych zasadach zatrudniania".
Będą "zaskoczenia na paskach wynagrodzenia"?
Jak napisał Robert Górniak najbardziej radykalnym skutkiem wprowadzenia takiego rozwiązania może być drastyczne ograniczenie przyznawanych nauczycielom godzin ponadwymiarowych. Zwraca również uwagę na obliczanie stawki nadgodziny. Ustala się ją poprzez podzielenie miesięcznego wynagrodzenia przez średnią miesięczną liczbę godzin pracy nauczyciela.
"A nie liczbę godzin pensum. To znaczy, że nie będzie ona liczona tak jak ponadwymiarowe - wynagrodzenie / 75, lecz jako wynagrodzenie / 160. To też będzie źródłem zaskoczenia na paskach wynagrodzenia, jak dyplomowany zobaczy 40 zł za każdą nadgodzinę zamiast spodziewanych 85 zł" napisał Rober Górniak.