Samorządowcy popierają protesty nauczycieli i podkreślają, że są za tym, by wzrosły nakłady na oświatę z budżetu centralnego. W tej sprawie spotkają się jutro ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego (ZNP), który wczoraj wraz z Forum Związków Zawodowych (FZZ) skierował do wicepremier Beaty Szydło pismo podtrzymujące żądanie 1 tys. zł brutto podwyżki dla nauczycieli i pracowników niepedagogicznych (z wyrównaniem od stycznia).
(Nie)pedagogiczni
O ile rząd formalnie może spełnić postulat podwyżki dla nauczycieli, o tyle nie ma możliwości uwzględnienia żądań wobec pracowników niepedagogicznych.
– – tłumaczy Piotr Gajewski, dyrektor departamentu informacji i promocji w Ministerswie Edukacji Narodowej (MEN).
Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP, zapewnia, że związek zdaje sobie sprawę, że pieniądze na wynagrodzenia musiałyby wyłożyć samorządy, ale nie byłoby to tak uciążliwe, gdyby rząd znalazł odpowiednie środki na podwyżki dla nauczycieli.
Sprawa ta ma być dyskutowana podczas Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Do udziału w tych rozmowach mają być zaproszone związki.
Podpowiedzi dla rządu
– – podkreśla Krzysztof Baszczyński.
Przypomnijmy, że Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) już w ubiegłym roku rozpoczęło prace nad projektem ustawy o zmianie ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę. Zakłada on wyłączenie z niego dodatku stażowego, który może wynieść maksymalnie 20 proc. pensji zasadniczej. W efekcie wielu pracowników zatrudnionych w szkołach i przedszkolach otrzymałoby wyższe uposażenia. Projekt wkrótce ma być rozpatrzony przez rząd.
Związki przekonują też, że resort pracy może przygotować projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie wynagrodzeń samorządowych. To tam są określane minimalne wynagrodzenia dla pracowników samorządowych zatrudnianych m.in. w placówkach oświatowych, w tym woźnego, sekretarki, sprzątaczki. Zwiększenie ich np. o 1 tys. zł spowodowałoby, że zdecydowana większość tych osób mogłaby liczyć na podwyżkę. Oczywiście wszystko zależy od tego, jaką pensję mają wynegocjowaną z pracodawcą, ale praktyka pokazuje, że zwykle są to minima określone w rozporządzeniu.
Można też indywidualnie walczyć o 1 tys. zł ekstra dla każdego pracownika niepedagogicznego, ale to wymagałoby indywidualnych negocjacji związków z włodarzami. Efekt końcowy – niezależnie, jakie rozwiązanie zaproponuje resort pracy – jest taki, że koszty tych rozwiązań będą musiały pokryć gminy.
Zapłacą i tak samorządy
– – mówi Piotr Gajewski.
Przekonuje, że nawet gdyby rząd spełnił postulaty związkowców i wypłacił nauczycielom podwyżki, pozostali pracownicy zostaną z niczym, bo związkowcy przestaną wtedy o nich walczyć na szczeblu gminnym.
Resort edukacji narodowej ostrzega samorządowców, którzy popierają protest związkowców, że koszty spełnienia postulatów wynikających z pytania referendalnego będą ogromne. Z wyliczeń MEN wynika, że podwyżki musiałoby wtedy otrzymać blisko ćwierć miliona pracowników administracji i obsługi szkolnej. Roczny koszt takiego rozwiązania dla samorządów to 3,3 mld zł.
– – podsumowuje Piotr Gajewski.
MEN dolewa oliwy do ognia
–– mówi Piotr Gajewski.
Wyjaśnia, że roczny koszt 1 tys. zł podwyżki dla tych osób to ok. 1,3 mld zł.
Według wyliczeń ministerstwa samorządy do związkowych postulatów będą musiały dołożyć łącznie 4,6 mld zł.
Gminy się nie boją
– – mówi Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.
Dodaje, że już teraz samorządy ponoszą ogromne koszty związane z corocznym wzrostem płacy minimalnej dla pracowników obsługi.
– – pyta Marek Wójcik.
Rząd zapewnia, że pracuje
Wczoraj premier Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej przyznał, że rząd pracuje nad kolejnymi propozycjami dla nauczycieli związanymi m.in. z określeniem minimalnej stawki za wychowawstwo. Dziś ten dodatek wynosi ok. 135 zł. DGP już wcześniej pisał, że MEN chce, by wynosił on co najmniej 400 zł.
Problem w tym, że ten składnik wynagradzania również finansują samorządy.