Projekt MSWiA zakłada, że o tym, czy dziecko z innego kraju powinno uczyć się w publicznej szkole z innymi dziećmi, czy raczej zostać w ośrodku i tam odbywać zajęcia z nauczycielem, decydować będzie gmina. Do tej pory miało możliwość nauki tak jak polskie dzieci.
Huk samolotu
– – deklaruje Dariusz Zieliński, burmistrz Góry Kalwarii. Przyznaje, że o taką zmianę starał się od lat. Sytuacja w jego gminie jest trudna: do ośrodka dla cudzoziemców położonego w maleńkim Lininie przyjeżdżało w niektórych latach nawet 100–150 dzieci. W pobliskiej wiejskiej szkole, która teoretycznie powinna była je przyjąć, uczyła się setka dzieci. – – mówi burmistrz. Zdarzało się, że np. w klasie było 12 polskich dzieci i pięć czeczeńskich, które nie znały ani słowa po polsku. Były i dzieci z traumami, które na dźwięk samolotu lub samochodu chowały się pod ławki. Burmistrz przyznaje również, że różnorodność kulturowa i religijna prowadziła do konfliktów rówieśniczych i obniżała poziom edukacji. – – przekonuje Dariusz Zieliński. I dodaje, że gdyby nie próbowali rozwiązać sytuacji m.in. przez dzielenie cudzoziemców między różne szkoły, mogłoby dojść do tego, że rodzice poprzenosiliby polskie dzieci do innych placówek.
Burmistrz Góry Kalwarii starał się, by dzieci, przed pójściem do polskiej szkoły, mogły przez jakiś czas uczyć się w ośrodku. – – wyjaśnia. – .
Jabłko proboszcza
Innego zdania jest gmina Wohyń, gdzie ośrodek dla uchodźców działa od dekady. Zdaniem samorządu korzyść z obecności dzieci cudzoziemskich odnoszą również polscy uczniowie. – – tłumaczy Tomasz Jurkiewicz, sekretarz gminy. Jego zdaniem Polska nie uniknie zmian i trzeba się przygotować do wielokulturowości. – – mówi Jurkiewicz i podaje przykład: kiedy polskie dziecko ukradnie jabłko z drzewa, mówi się „ty łobuziaku”. A kiedy zrobi to cudzoziemiec, zaraz sypią się gromy, że ukradł jabłko naszego proboszcza.
– – wskazuje nasz rozmówca.
Jego zdaniem szkoła w ośrodku nie służyłaby także dzieciom uchodźców. – – tłumaczy Jurkiewicz.
Wśród cudzoziemców zdarzają się także prymusi. – – odpowiada Jurkiewicz.
Podobnie mówią nam urzędnicy z Gdańska. – – tłumaczy Piotr Olech z wydziału rozwoju społecznego w gdańskim magistracie.
Jak dodaje, dziecko, które uczy się w ośrodku, może mieć problem z funkcjonowaniem poza nim, czuć się wręcz wyobcowane. – – deklaruje nasz rozmówca.
Pięć godzin ekstra
Propozycja MSWiA jest o tyle zastanawiająca, że MEN wprowadziło od tego roku szkolnego wiele rozwiązań wspomagających edukację uchodźców. Po pierwsze, szkoły od września 2017 r. mogą prowadzić oddział przygotowawczy, w którym dzieci przygotowują się do późniejszych zajęć w klasach (może zostać utworzony w trakcie roku szkolnego). Przysługuje im do pięciu godzin tygodniowo zajęć z języka polskiego i wyrównawczych, za które również szkoła powinna dostać dodatkowe pieniądze. Samorządy otrzymają też wyższą subwencję za cudzoziemskich uczniów. Są przygotowywane materiały dydaktyczne dla nauczycieli. – – mówi Anna Ostrowska, rzeczniczka MEN.
Z takiej opcji jako jedna z pierwszych szkół skorzystała podstawówka w Łukowie. Od września działa tam oddział przygotowawczy, w którym dzieci uczą nie tylko polskiego, ale także kultury czy podstawowych pojęć z innych przedmiotów – tłumaczy Joanna Gałach, wicedyrektor szkoły.
U nich w szkole jest niemal 80 dzieci cudzoziemców z pobliskiego „hotelu” – jak nazywają ośrodek dla uchodźców. W każdej klasie jest co najmniej pięcioro dzieci cudzoziemskich, a pierwsi małoletni obcokrajowcy pojawili się tam ponad 20 lat temu. – – mówi Joanna Gałach. Jej zdaniem zamiast przekierowywać dzieci do ośrodków powinno się dofinansować np. możliwość tworzenia osobnych międzyoddziałowych grup do nauki niektórych przedmiotów.
Również w innych miastach korzystają z rozwiązań promowanych przez MEN. Przykładowo władze Torunia, w porozumieniu z dyrektorami szkół, organizują dodatkową, bezpłatną naukę języka polskiego (dwie godziny tygodniowo).
To dla ich dobra
Jeden z prominentnych polityków PiS przekonuje, że celem nie jest izolowanie cudzoziemskich dzieci od polskich rówieśników.
– – mówi i zapewnia, że chodzi także o dobro dzieci – obcokrajowców. – – zapewnia polityk PiS.
Te tłumaczenia nie przekonują przedstawicieli opozycji. – – ocenia Jakub Stefaniak z PSL.
Oświadczenie, nadesłane przez biuro prasowe MSWIA
Nawiązując do dzisiejszych informacji, które podaje
„Dziennik Gazeta Prawna”, wyjaśniamy, że dzieci cudzoziemców uczą się i dalej
będą uczyć się w polskich szkołach publicznych. MSWiA nie ingeruje w kwestie
oświatowo-szkolne dotyczące dzieci cudzoziemców.
Dzięki nowym przepisom nauczyciele mieliby możliwość
długookresowego wstępu na teren ośrodka dla cudzoziemców, aby prowadzić zajęcia
dla przebywających tam dzieci - do tej pory nauczyciele nie mieli takiej
możliwości.
Założeniem MSWiA nie jest wykluczenie dzieci cudzoziemców
z systemu polskiej edukacji, a jedynie udzielenie wsparcia w fazie
przygotowawczej edukacji przed pójściem do szkoły. Zgodnie z proponowanymi
przepisami takie rozwiązanie daje jedynie gminom możliwość
organizacji nauki w ośrodkach - nie jest to żaden z góry narzucony obowiązek.
Ostateczna decyzja należy wyłącznie do gminy, jako organu prowadzącego szkołę.
W związku z powyższym tytuł artykułu „Dziennika Gazety
Prawnej”, mówiący jakoby Urząd do Spraw Cudzoziemców czy MSWiA chciały stworzyć
„getta edukacyjne dla uchodźców”, jest absurdalny i krzywdzący. Dziś MSWiA
przekaże do konsultacji międzyresortowych poprawione uzasadnienie do projektu,
oddające rzeczywiste stanowisku resortu w tej sprawie.