Polscy gimnazjaliści świetnie wypadli w międzynarodowym teście umiejętności komputerowych (ICILS). Są na jednym poziomie z młodymi Norwegami, Duńczykami czy Australijczykami. Polskę wyprzedzają na dobrą sprawę tylko uczniowie z Czech.
Sukces? Owszem. Badanie przeprowadzone w 20 krajach pokazało jednak, że wysoki wynik gimnazjalistów ma niewiele wspólnego z tym, co robią na lekcjach w szkole. - – mówi dr Kamil Sijko Instytutu Badań Edukacyjnych, który nadzorował badanie.
-– ocenił socjolog Dominik Batorski. Badanie ICILS pokazało, że w Polsce jest właściwie jedna grupa, której pomaga komputer w szkole - dzieci ze wsi. - – ocenia dr Sijko.
Analiza wyników ICILS faktycznie nie napawa optymizmem. Choć w cyfryzację szkoły wpompowano kilkaset milionów złotych, jedynie 41 proc. nauczycieli wykorzystuje komputery do nauczania co najmniej raz w tygodniu. To daje nam najniższe miejsce wśród wszystkich badanych w ICILS krajów. Wynik o tyle ciekawy, że jednocześnie 98 proc. nauczycieli deklaruje używanie komputera po szkole, do celów prywatnych.
W dodatku 65 proc. nauczycieli uważa, że uczniowie mają za mały dostęp do komputerów w szkole. Jak diagnozują eksperci, oznacza to, że nasze placówki wyposażają pracownie informatyczne i to do nich ograniczają kontakt z komputerem. Niemal nie znajdują one zastosowania na innych lekcjach. A tylko wykorzystywanie technologii w różnym kontekście może przynieść uczniom realne korzyści.
- – przekonuje dr Michał Fedorowicz z IBE.
Skąd opór? Zdaniem dyrektorów szkół, diabeł tkwi w pieniądzach – tych jest za mało, więc szkoły nie mają środków na sprzęt. Zupełnie inaczej sprawę oceniają nauczyciele – ich zdaniem na używanie komputerów jest po prostu za mało czasu. Wywiady z pedagogami pokazały też prawidłowość: wszyscy mówią o tym, że technologie są istotne, ale nikt nie pilnuje, czy faktycznie z nich korzystamy.
Na podstawie raportu eksperci ocenili, że polska szkoła potrzebuje głębokich zmian. -