I tłumaczą, o co im chodzi: przecież taka nieparzysta liczba automatycznie oznacza, że jedno dziecko będzie siedziało samo w ławce, a podczas wycieczek nie będzie mogło znaleźć pary. Poza tym utrudni to realizowanie prac w dwójkach, co się często podczas lekcji zdarza. Dodają, że przecież można było określić minimum albo na 24, albo 26. –– mówi jeden z nauczycieli.
Ministerstwo edukacji przekonuje, że nie powinno to stanowić problemu. Po pierwsze wprowadzenie limitu oznacza, że oddział nie może liczyć więcej niż 25 dzieci. Może liczyć natomiast mniej, np. 23 czy 24 dzieci. – – tłumaczy Joanna Dębek, rzecznik resortu edukacji.
I dodaje, że w coraz większej liczbie szkół ławki nie są ustawiane w „tradycyjny” sposób, tylko w taki, który w większym stopniu daje poczucie wspólnej nauki - np. są złączone w koło. Przy takim ustawieniu nie ma możliwości, by ktoś siedział sam.
Dziennikarz z wykształcenia prawnik, ukończył też studia podyplomowe na Uniwersytecie Warszawskim z zakresu Prawa Europejskiego. Zanim trafił do redakcji kilka lat pracował w administracji rządowej w tym Rządowym Centrum Legislacji i Ministerstwie Obrony Narodowej. Od 2003 r. jest członkiem Polskiego Towarzystwa Legislacji. W redakcji pisze o problemach dotyczących żołnierzy zawodowych i rezerwistów. Na bieżąco monitoruje również kwestie związane z zatrudnieniem i wynagrodzeniem nauczycieli. Porusza też problemy samorządów dotyczące stosowania przepisów oświatowych. W zakresie swoich obowiązków ma również zatrudnienie i płace w całej administracji publicznej.