Nowa "Lalka” Netflixa wzbudza ogromne emocje. Serial w reż. Pawła Maślony podzielił widzów na dwa obozy. Jedni są oburzeni swobodą w potraktowaniu dzieła, inni zachwycają się ciekawą wariacją na temat szkolnej lektury.
Bolesław Prus "tworzył ówczesny Netflix"
Netfliksowa Lalka to fascynujący palimpsest, gra z oczekiwaniami widza, który zna oryginał. I świetna opowieść dla tych, którzy jeszcze go nie znają - być może się skuszą. Oburzanie się na twórców, że wykorzystują dzieło Prusa, jest taką samą hipokryzją jak oburzanie się na przekleństwa w kraju, w którym na każdym rogu ulicy je słyszymy - powiedział Paweł Lęcki, polonista w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Zwraca uwagę na to, że serial jest momentami bardzo zabawny, tak jak powieść. Prus był znakomitym ironistą, czasem chyba zapominamy, że Lalka to nie jest tylko śmiertelnie poważna historia - zauważył polonista. Jak podkreślił, Prus nie pisał klasyki, tylko powieść w odcinkach do gazety, czyli "tworzył ówczesny Netflix".
"Ani adaptacja, ani ekranizacja"
Według Pawła Lęckiego, serial "Netflixa" nie jest adaptacją ani ekranizacją, ani wariacją. Serial jest adaptacją połączoną z metamorfozą. Bierze z powieści różne wątki i pcha je w nieznane strony. Niektórzy uważają, że należało wielkimi literami napisać, że to serial oparty na motywach książki, ale dla mnie nie ma to większego znaczenia, to trochę akademicka dyskusja. Jako odbiorca kultury nie muszę mieć głębokich podwalin intelektualno-kulturowych, by się dobrze bawić - stwierdził polonista.
Jego zdaniem, twórcy serialu pokazali, że klasyka żyje. To nie pomnik, który stoi i na który się tylko patrzy. Dzieło literackie jest dziełem otwartym. Prus ciągle je poprawiał - przypomniał nauczyciel.
Agnieszka Maj, dziennikarka, redaktorka i wydawczyni. W Dziennik.pl od 2023 roku. Wcześniej pracowała w Interii i Polska Press. Absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim.
