MEN wyjaśniło, że projekt ma na celu "wzmocnienie motywacji uczniów do samodzielnej pracy własnej”. "Projektowana zmiana umożliwi nauczycielom docenienie wysiłku wkładanego przez ucznia w wykonanie pracy domowej" – czytamy.
Masowe sprawdzanie zadań domowych
Nowość budzi obawy wśród wielu nauczycieli. Skarżą się głównie na to, że szefowa MEN Nowacka nie zdecydowała się przywrócić tradycyjnych ocen za prace domowe, tylko nadal obowiązuje opisowa informacja zwrotna. "Przypuśćmy, że zadaję pracę domową w klasie 30-osobowej (w takiej uczę). Przed reformą zbierałam losowo 3-4 zeszyty i je oceniałam. Po wprowadzeniu obowiązku sprawdzenia i zapisu informacji zwrotnej, muszę zebrać 30 zeszytów. Muszę to przydźwigać do domu i zarwać 4-6 godziny, by to ocenić i opisać. Kto wpadł na tak 'cudowny' pomysł?" - pyta pani Anna.
Nauczyciele obawiają się, że uczniowie dla podniesienia sobie oceny na koniec roku, zaczną prace domowe odrabiać. Ich sprawdzenie stanie się bowiem dużym wyzwaniem. Nie jest fizycznie możliwe, aby nauczyciel sprawdził pracę każdego ucznia - komentuje jeden z nauczycieli w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Cała doba sprawdzania
"Przy systematycznym zadawaniu prac domowych, np. z matematyki, nie jest fizycznie możliwe aby nauczyciel sprawdził pracę każdego ucznia. Taki nauczyciel ma cztery lub pięć klas, w każdej po około 25 uczniów. Na sprawdzaniu musiałby spędzać całą dobę" - zauważa inna nauczycielka.
Musimy zadać sobie pytanie, co chcemy sprawdzać. Jeśli będziemy dawać zadania receptywne, reproduktywne to bardzo prawdopodobne, że będziemy sprawdzać prace napisane przez ChatGPT. Czy na pewno nam o to chodzi? Jeśli podeszlibyśmy do sprawy rzetelnie, z pełną odpowiedzialnością, to zadania domowe musiałyby stać się zupełnie inne niż kiedyś. To muszą być zadania, z którymi sztuczna inteligencja sobie po prostu nie poradzi - powiedziała Marzena Żylińska, ekspertka z zakresu metodyki, prezeska fundacji Budząca się Szkoła.