Nad głowami uczniów toczy się w najlepsze przepychanka z udziałem MEN, nauczycieli i rodziców. Kością niezgody stały się dodatkowe dni wolne bezpośrednio przed Bożym Narodzeniem, a także Nowym Rokiem i świętem Trzech Króli, które spowodowały, że uczniowie wrócą do szkoły dopiero 7 grudnia. Wolne mieć będą z kolei od 20 grudnia, co może być kłopotem dla pracujących rodziców przede wszystkim młodszych dzieci. Nie będą mogli im zapewnić opieki.

W tej sytuacji szefowa MEN Joanna Kluzik-Rostkowska nie przestaje powtarzać, że "szkoły w przerwie świątecznej mają się zająć dziećmi, których rodzice tego oczekują". Pisze też list i uruchomia specjalną infolinię, na którą opiekunowie mogą zgłaszać problemy związane z okołoświąteczną przerwą.

- To, że mój list wywołał taki niepokój nauczycieli i wielką radość rodziców, pokazuje, że świat nie jest taki kolorowy - w ten sposób komentuje wojnę o ferie świąteczne Joanna Kluzik-Rostkowska. Jej zdaniem wiele szkół ze zdziwieniem przyjęło, że muszą takiej pomocy rodzicom udzielać.

Zdaniem Związku Nauczycielstwa Polskiego, słowa i działania szefowej resortu to przede wszystkim zachęta do składania donosów na nauczycieli, brak szacunku dla ich pracy i straszak, który ma spowodować że nie uchylą się od zajęć dla chętnych.

Nauczycieli nie kryją swojego oburzenia i w specjalnym liście piszą m.in.:

Jesteśmy przerażeni tabloidyzacją polityki edukacyjnej w wydaniu pani minister. Nie pamiętamy już czasów, kiedy minister zamiast rozwiązywać realne problemy posługuje się takimi metodami, nakłaniając do pisania donosów. Uważamy, że namawianie do donosicielstwa jest zawoalowaną formą pseudotroski minister edukacji o pracujących rodziców i niczym innym, jak chęcią przypodobania się tej grupie.

Są przy tym zdania, że minister edukacji daje również wyraz swojej ignorancji co do przepisów prawa oświatowego i znajomości praktyki szkolnej. 

Do 30 września dyrektor szkoły ogłasza dni wolne od zajęć dydaktycznych. Ale podczas tych dni szkoła ma obowiązek zorganizowania zajęć wychowawczo-opiekuńczych dla uczniów. I nauczyciele od tego obowiązku nigdy się nie uchylali! - przypominają.

Zachęcają też, by na adres mailowy resoru wysyłać "autodonosy do minister edukacji" o treści: Szanowna Pani Minister, uprzejmie donoszę, iż pracuję zgodnie z oświatowymi przepisami! Z poważaniem…. Apelu posłuchało kilkuset pedagogów.

Na tym jednak nie koniec przepychanki nad głowami uczniów. Bo na list nauczycieli swoim listem odpowiedzieli rodzice. Dokładnie Stowarzyszenie Rodzice w Edukacji i Forum Aktywnych Rodziców z Gdańska. Chwalą w piśmie Joannę Kluzik-Rostkowską, że ta wyszła naprzeciw potrzebom rodziców, dostrzegając w nich partnerów nauczycieli i "zobligowała szkoły do zorganizowania zajęć dla uczniów".

Jako rodzice po raz pierwszy zostaliśmy zrozumiani i dostaliśmy konkretne wsparcie od Minister Edukacji Narodowej. Rozwiąże to wiele naszych problemów w czasie ferii i da nam poczucie bezpieczeństwa, że nasze dzieci są zaopiekowane. Jesteśmy zaniepokojeni dlaczego nauczycielskie związki zawodowe próbują ”grać” rodzicami przeciwko nauczycielom? I czemu służy ta "gra"? - pytają retorycznie.

W jednym z akapitów można także przeczytać, że nie wydaje się zasadne, żeby związki zawodowe nauczycieli mogły wtrącać się w decyzje podjęte w danej szkole lub broniły nauczycieli przed wirtualnym wrogiem, którego nie ma”.

Tymczasem do resortu wciąż wpływają informacje o szkołach, w których zajęć opiekuńczych w czasie przedłużonych ferii nie ma.