Wstępne dane przekazane przez Centralną Komisję Egzaminacyjną pokazały, że egzaminu dojrzałości nie przeszedł niemal co trzeci uczeń. Dla 19 proc. (tych, co zawalili tylko jeden przedmiot) jest jeszcze szansa podczas poprawki w sierpniu, co dziesiąty natomiast będzie mógł podejść do matury najwcześniej za rok.

Poprzednie arkusze z matematyki rozwiązywałem na 90 proc., teraz dostałem 76 proc. O tym, że matura była trudniejsza, są przekonani też ci z moich kolegów, którzy podchodzili do niej po raz drugi, by poprawić swój zeszłoroczny wynik – mówi Jakub, maturzysta z Łodzi. Podobne wrażenia ma inny nastolatek, także Jakub, tym razem z Warszawy: i on przekonuje, że z majowego egzaminu dostał o kilkanaście punktów mniej niż w testach rozwiązywanych w ramach przygotowań.

Dokładne wyniki majowych matur będą znane dopiero pod koniec wakacji, pełne – po sierpniowej sesji poprawkowej. Rekrutacja na studia pierwszego stopnia – licencjackie i inżynierskie – trwa jednak już teraz. Jeśli matura faktycznie była trudniejsza, oznacza to, że ci, którzy podchodzą do niej z wynikami z ubiegłego roku, mają większe szanse na upragnione miejsce. Takich osób wcale nie jest mało.

Na Uniwersytecie Warszawskim i w Szkole Głównej Handlowej kandydaci z maturą z wcześniejszych lat stanowili w ubiegłym roku około 30 proc. wszystkich kandydatów, na Politechnice Białostockiej – 23 proc.

Na Akademii Górniczo-Hutniczej już po pierwszych dniach składania dokumentów wiadomo, że o miejsce na studiach będzie ubiegało się co najmniej 15 proc. maturzystów z poprzednich lat. – Za pierwszym razem do przyjęcia na wymarzony wydział lekarski zabrakło mi około 50 pkt. Studiowałem ratownictwo medyczne, ale szybko przekonałem się, że przyszłość po tym kierunku nie wygląda różowo, więc próbowałem dalej – mówi Roman, obecnie student Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – Znam wiele osób, które przynajmniej raz poprawiały maturę po to, by dostać się na medycynę – dodaje.

Kandydaci na wydziały lekarskie to jedna z tych grup, która najmocniej odczuje ewentualne różnice w trudności egzaminów. Medycyna to studia, o które toczy się najbardziej zacięty bój. Widać to choćby w okręgowych komisjach egzaminacyjnych. – To studenci studiów medycznych najczęściej proszą o wgląd do swoich prac – przyznaje Krzysztof Lodziński z Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Warszawie. W ich przypadku znaczenie mieć może nawet kilka cudem znalezionych punktów.

Parę procent może mieć dużą wagę także na innych kierunkach. Na UW najwyższe progi obowiązują na indywidualne studia międzyobszarowe w obszarach nauk humanistycznych i społecznych, podobny kierunek w obszarach fizycznych oraz studia filologiczno-kulturoznawcze. Na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu najtrudniej się dostać na prawo i japonistykę. Na uczelniach przyrodniczych największe wymagania musi spełnić kandydat na weterynarię, a na Politechnice Warszawskiej najwyższy próg przyjęć jest na automatyce i robotyce.

W ubiegłym roku najwięcej maturzystów ze zdanymi przedmiotami humanistycznymi chciało iść na prawo. Na Uniwersytecie w Białymstoku o przyjęcie starało się 800 osób, na Uniwersytecie Łódzkim – 1603, na lubelskim Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej – 1533, a na Uniwersytecie Wrocławskim – 2307. Wśród kierunków ekonomicznych najbardziej popularne były finanse i rachunkowość. Na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu o indeks na tym kierunku starało się 1193 kandydatów, a w Katowicach – 600 chętnych. Ten fakultet zwyciężył też w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego – chciało tam na nim studiować 1200 osób. Na politechnikach zaś od lat najpopularniejsze są logistyka, budownictwo, mechanika i budowa maszyn.

Doktor Zdzisław Mączeński, odpowiedzialny za rekrutację na Politechnice Warszawskiej, uważa, że sposób rekrutacji jest niesprawiedliwy, jeśli między poszczególnymi maturami są rozbieżności w poziomie. – Ci, którzy pisali łatwiejszy egzamin, mają szczęście – mówi. – Niesprawiedliwości zdarzają się, odkąd zrezygnowaliśmy z egzaminów wstępnych. Nowy system zakładał, że CKE będzie pilnowała równego poziomu testów. Nie udało się – ocenia. Ale jak przekonuje Bartosz Dembiński z krakowskiej AGH, słabe wyniki tegorocznych matur ich nie martwią. – Na szczęście zgłaszają się do nas kandydaci z dobrymi i bardzo dobrymi wynikami maturalnymi – ocenia.

Dla tych, którym poszło słabiej, jest jednak nadzieja. Z roku na rok maleje liczba studentów. W ubiegłym roku było ich 1,58 mln, podczas gdy jeszcze w roku akademickim 2012/2013 o 90 tys. więcej. Uczelnie na razie nie planują spektakularnego ograniczania liczby miejsc. Już rok temu niektóre wydziały prowadziły drugą i trzecią turę rekrutacji na studia stacjonarne. Zrobił tak na przykład jeszcze niedawno oblegany Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW.