Dziennik.pl logo

Czy biznes czuje zapach katastrofy? Ja czuję. Od zapachu do rynku, od asystencji do pracy z doświadczenia

wczoraj, 15:15
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Czy biznes czuje zapach katastrofy? Ja czuję. Od zapachu do rynku, od asystencji do pracy z doświadczenia
Czy biznes czuje zapach katastrofy? Ja czuję. Od zapachu do rynku, od asystencji do pracy z doświadczenia/Materiały prasowe
Są zapachy, które przychodzą przed słowami. Zanim człowiek nazwie sytuację kryzysem, rynek czuje zmianę: nowe nawyki, lęk, zmęczenie, starzenie się społeczeństwa, potrzebę bezpieczeństwa, tęsknotę za miękkością, dotykiem, lekkością i kontrolą nad własnym ciałem. Perfumy są tu dobrym początkiem, ponieważ pokazują więcej niż gust. Pokazują, czego człowiek szuka, gdy świat staje się zbyt głośny, zbyt szybki albo zbyt obojętny. Szuka zapachu, który układa ciało, uspokaja głowę i daje poczucie własnej obecności. To drobiazg, a zarazem sygnał większego zjawiska. Biznes często wyczuwa zmianę szybciej niż język instytucji. Pytanie brzmi: czy biznes czuje już zapach katastrofy społecznej, która nadchodzi tam, gdzie człowiek otrzymuje ochronę życia, a równocześnie traci warunki do pracy, tworzenia, decydowania i uczestniczenia? Ja czuję.

Ten temat dotyczy całego społeczeństwa: starzenia się, chorób przewlekłych, opieki nad bliskimi, utraty sił, powrotów po kryzysach i coraz większej potrzeby usług, narzędzi oraz relacji zaprojektowanych wokół realnego ciała. Osoby z niepełnosprawnościami żyją w tej przyszłości od dawna. Testują ją codziennie na własnej skórze: w transporcie, pracy, mieszkaniu, rehabilitacji, kulturze, technologii, relacjach i w tysiącu drobnych decyzji, które dla otoczenia pozostają ukryte. To doświadczenie bywa opisywane jako koszt, potrzeba albo problem do obsłużenia. Równocześnie zawiera wiedzę o rynku, usługach, projektowaniu, komunikacji, organizacji pracy i jakości wsparcia. Kto przez lata planuje każdy wyjazd, każdy zakup, każdą godzinę pomocy, każdy kontakt z instytucją i każdy gest prywatności, ten uczy się zarządzania zależnością z precyzją, której podręcznik biznesowy dopiero zaczyna szukać.

Asystencja osobista jest jednym z najważniejszych narzędzi tej zmiany. W debacie publicznej bywa sprowadzana do pomocy przy codziennych czynnościach. To wygodne, bo pozwala zamknąć ją w prostym obrazku: ktoś podaje kurtkę, pomaga w łazience, prowadzi wózek, otwiera drzwi. Taki opis obejmuje część prawdy, a poza kadrem zostawia sens społeczny. Asystencja tworzy warunki wejścia w kulturę, pracę, edukację, relacje, prywatność, odpoczynek, twórczość i odpowiedzialność. Dzięki niej osoba z niepełnosprawnością może być spokojna, obecna i sprawcza. Może zaprosić kogoś do rozmowy, przygotować tekst, nagrać piosenkę, pójść na spotkanie, zbudować kanał, konsultować usługę, opisać błąd systemu i zaproponować rozwiązanie. To infrastruktura uczestnictwa.

Rynek lubi mówić o innowacji, a w sprawach niepełnosprawności często zatrzymuje się przy estetyce dobroczynności. Widać zbiórkę, wzruszenie, kampanię, ładny film i hasło o przełamywaniu barier. Warto pytać dalej: ile kosztuje realne wyprodukowanie głosu? Ile kosztuje asystencja, transport, sprzęt, czas, aplikacje, montaż, promocja, opieka techniczna, spokojne przygotowanie do rozmowy i możliwość powrotu do sił po wydarzeniu? Widzialność zaczyna się dużo wcześniej niż publikacja. Zaczyna się przy organizacji ciała i dnia. Przycisk „opublikuj” wygląda tak samo dla wszystkich, ale droga do niego prowadzi przez bardzo różne warunki. Ten fakt zmienia sposób myślenia o mediach, technologii i pracy twórczej.

W tym miejscu technologia, w tym sztuczna inteligencja, przestaje być modnym dodatkiem. Dla części osób z niepełnosprawnościami narzędzia cyfrowe są mostem między doświadczeniem a formą. Mogą pomóc dyktować tekst, porządkować myśl, tworzyć grafikę, przygotować opis, zmontować pomysł, przełożyć publicystykę na piosenkę albo zaprojektować materiał edukacyjny. Odpowiedzialne użycie technologii wzmacnia autorstwo, kiedy punkt wyjścia, decyzja, sens i odpowiedzialność pozostają po stronie człowieka. Narzędzie pozwala czasem życiu dostać formę, której wcześniej odmawiał mu rynek.

To jest także pytanie biznesowe. Jeśli starzejące się społeczeństwo potrzebuje więcej wsparcia, adaptacji, projektowania usług, komunikacji medycznej, transportu, mieszkań dostępnych, odzieży funkcjonalnej, urządzeń wspomagających i mądrego użycia technologii, warto zapytać, kto ma pomagać tworzyć te rozwiązania. Eksperci patrzący z zewnątrz wnoszą swój język i swoje narzędzia. Osoby, które od lat żyją w warunkach stających się przyszłością dla coraz większej części społeczeństwa, wnoszą praktykę przeżytą codziennie. Doświadczenie niepełnosprawności może stać się kompetencją zawodową: w konsultacjach, szkoleniach, testach produktów, projektach dostępności, mediach, edukacji społecznej, standardach asystencji i tworzeniu usług dla rodzin oraz seniorów. Osoba z niepełnosprawnością może być projektantką, recenzentką, trenerką, autorką, konsultantką i organizatorką wartości.

Katastrofa społeczna zaczyna się wtedy, gdy państwo i rynek widzą ochronę życia, a pomijają produktywność, pragnienia i kompetencje. Człowiek może mieć zapewnione minimum i równocześnie tracić drogę do pracy, kultury, relacji i wpływu. Może być formalnie zabezpieczony, a życiowo unieruchomiony. Może być zapraszany do opowiadania o trudnościach, a jego wiedza wydobyta z tych trudności wciąż czeka na realne zamówienie, honorarium i miejsce w projekcie. W tym punkcie słowo „inkluzywność” przechodzi test. Inkluzywność zaczyna się wtedy, gdy doświadczenie staje się zamówieniem, konsultacją, wynagrodzoną pracą, funkcją w projekcie i realnym wpływem na jakość rozwiązania.

W świecie perfum widać, że zapach może być dostępny w różnych formach, cenach i kulturach. Rollon za kilkanaście złotych może być pełnoprawną logiką używania: bliżej skóry, bardziej codziennie, bardziej praktycznie. Ten obraz przydaje się w rozmowie o niepełnosprawności. Rozwiązanie może zaczynać się od konkretnego narzędzia, osoby, rozmowy, małej usługi, lokalnej mikroorganizacji, kanału, szkolenia, testu produktu, dobrze zaprojektowanej asystencji i uczciwego pytania: co działa w realnym życiu? Właśnie tam rodzi się wiedza, która potem może stać się standardem.

Dlatego tak ważne jest, aby asystencję osobistą widzieć szerzej niż jako dział pomocy społecznej. To może być rynek odpowiedzialnych usług społecznych. Rynek, który tworzy miejsca pracy, przywraca ludzi do aktywności, porządkuje jakość wsparcia i pozwala osobom z niepełnosprawnościami zamieniać doświadczenie w kompetencję. W takim modelu osoba wspierana zachowuje podmiotowość, wybór ludzi, wpływ na standard, możliwość szkolenia osób asystujących i rozliczania jakości. Państwo finansuje warunki, w których zależność zostaje przeorganizowana w sprawczość, relację i pracę.

Demografia, samotność, choroby przewlekłe, kryzysy psychiczne, przeciążenie rodzin, brak kadr, rosnące koszty instytucji i potrzeba pracy zdalnej już teraz przesuwają granice rynku. W pewnym momencie firmy, media, instytucje i państwo będą musiały zapytać: jak wykorzystać wiedzę ludzi, którzy od lat projektują życie w warunkach zależności i mimo tego chcą tworzyć, zarabiać, kochać, uczyć, komentować i być partnerami rozmowy?

Zapach katastrofy polega na tym, że widzimy nadchodzący kryzys zasobów, a doświadczenie ludzi gotowych pomóc w jego zrozumieniu wciąż czeka na swoje miejsce w systemie wartości. Możemy potraktować doświadczenie niepełnosprawności jako zasób, asystencję jako infrastrukturę pracy i kultury, technologię jako wzmacniacz sprawczości, a rynek jako miejsce, w którym osoba dotąd opisywana jako koszt zaczyna organizować wartość.

Pytanie na koniec jest proste: czy zapłacimy za doświadczenie, zanim zapłacimy za kryzys? Biznes powinien umieć wyczuć ten moment. Media powinny umieć go nazwać. Instytucje powinny umieć zbudować z niego standard. A osoby z niepełnosprawnościami powinny zostać zaproszone do projektowania rozwiązań, które za chwilę będą potrzebne znacznie większej części społeczeństwa. Przynoszę propozycję pracy z doświadczenia. To doświadczenie ma swój zapach, swój rytm, swoją cenę i swoją wartość. Warto ją rozpoznać, zanim stanie się rachunkiem za katastrofę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Artykuł sponsorowany
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj