DGP: Szkoła w Chmurze, ale zamieszanie, które wywołała, zupełnie realne.
Reklama
Karolina Cieślik-Dzięciołowska: Edukacja domowa jako jedna ze ścieżek nauczania nie jest oddzielona od systemu. Wiele problemów, które trawią tzw. tradycyjne szkoły, dotyczą też nas. A pokazały to dobitnie prace nad ustawą zmieniającą prawo oświatowe. W projekcie zawarto przepisy, którym sprzeciwiają się liczne środowiska, te związane zarówno z placówkami samorządowymi, jak i ze szkołami niepublicznymi czy edukacją domową. Co do nas, to mam wrażenie, że zebrała się masa krytyczna. Duży i szybki wzrost liczby uczniów sprawił, że Szkoła w Chmurze staje się coraz bardziej widzialna.
Jesteście ofiarami własnego sukcesu? Nie byłoby zamieszania wokół Szkoły w Chmurze, gdyby pozostała niszową ideą?
Wzrost był niezbędny, by idea edukacji domowej mogła przeniknąć do szerszej opinii publicznej, wsiąknąć do głównego nurtu. Dotychczas edukację domową tworzyły małe wysepki ludzi rozsiane po Polsce. Trudno było stworzyć ruch, który był tym osobom potrzebny, by czuły się komfortowo.
Reklama
Komfortowo?
Edukacja domowa to równoległa ścieżka funkcjonująca w ramach systemu. Im więcej osób ją tworzy, tym łatwiej dołączyć kolejnym. Efekt kuli śnieżnej. To także kwestia oswajania się z tematem. Uczniowie i rodzice zyskali świadomość, że w ich miejscowości są inni, którzy zdecydowali się na edukację domową. Owszem, znaleźliśmy się też w centrum zainteresowania samorządu warszawskiego, bo formalnie jesteśmy zarejestrowani w stolicy.