– tak zaczęła nowy rok szkolny Jolanta Lubińska, dyrektor podstawówki w Obornikach Wielkopolskich. A zwracając się wprost do uczniów, dodała: Podobnie było w całym kraju, choć pogoda nie rozpieszczała. Przed przedszkolem na warszawskim Mokotowie od 7.30 ustawiła się kolejka wychodząca poza bramy placówki. Rodzice z dziećmi stali, chroniąc się pod parasolami. irytowała się mama dziewczynki z najstarszej grupy.
- opowiada Monika Szatkowska, która do przedszkola przyprowadziła dwoje dzieci. ‒ dodaje.
W szkołach emocje łatwiej było utrzymać na wodzy, co nie znaczy, że ich nie było. – relacjonuje pani Agnieszka, mama Uli, która właśnie rozpoczęła siódmą klasę w warszawskiej podstawówce. Tu dzieci nie tylko będą jadły posiłki w sali. Sala przejmie też rolę szatni. Plan, który właśnie dostała Ula, zakłada dwa razy w tygodniu po osiem lekcji. Dyrekcja wymyśliła codziennie zajęcia WF-u, by dzieci cokolwiek ruszyły się zza biurek.
Te obawy podziela wielu rodziców. - mówi matka ucznia rozpoczynającego właśnie naukę w liceum im. Kochanowskiego w Warszawie. Zastrzega, że na razie nikt od niej takiego zaświadczenia nie wymaga, jednak dzięki temu syn czuł się pewniej, ruszając do szkoły. Bał się, że nie zostanie wpuszczony z powodu lęku przed koronawirusem.
protestuje Bożena Janicka z Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia. Ma więc nadzieję, że przedszkola i szkoły nie będą traktowały zaświadczeń jak gwarancji zdrowia.
Na razie szkoły zabezpieczają się inaczej. Na przykład podstawówka na warszawskiej Pradze zażądała od rodziców na piśmie precyzyjnego harmonogramu odbioru dziecka: kto, kiedy, o której godzinie. - opowiada ojciec drugoklasistki. Szkoła argumentowała, że to jej sposób na zwiększenie bezpieczeństwa. Dzięki temu łatwiej będzie ustalić kontakty w razie pojawienia się ogniska koronawirusa.
Wiele szkół wykorzystało rozpoczęcie roku do zrobienia tego, co nie udało się w marcu, gdy w popłochu zamykano placówki. - relacjonuje Dawid Łasiński, nauczyciel chemii w Zespole Szkół im gen. Dezyderego Chłapowskiego w Bolechowie. W tej placówce już pierwszego dnia zostało jasno powiedziane: to, jak będziemy funkcjonować, zależy głównie od uczniów. Nie ma nakazu noszenia maseczek, ale jeśli młodzież zacznie zbierać się w grupach na korytarzach, trzeba będzie go rozważyć.
żartuje Danuta Helińska, dyrektor podstawówki w Smardzewie w lubuskiem. – - opowiada. Tu każda klasa ma swoją salę, a uczeń ‒ ławkę. Nawet pracownia informatyczna wędruje za uczniami. Jest mobilna, składa się z 16 laptopów.